Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Sport

Jestem Skandynawem. Komentarz Mirosława Żukowskiego

Mirosław Żukowski
Fotorzepa, Waldemar Kompala Waldemar Kompala
Lillehammer to były wspaniałe zimowe igrzyska, a dziœ Norwegia następnych nie chce.
Co się stało, że arcybogaty kraj, ojczyzna wielu sportów zimowych, odwraca się plecami do MKOl? OdpowiedŸ jest być może prosta: skandynawskie poczucie przyzwoitoœci nie pasuje do obyczajów wprowadzonych do olimpijskiego koncernu przez Juana Antonio Samarancha, które trwajš, choć hiszpański markiz od lat nie żyje. Ponad połowa Norwegów w referendum powiedziała igrzyskom „nie", a mer miasta Tromsoe – Jens Johan Hjort – powody tej odmowy uzasadnił w jednym zdaniu: „W MKOl musiałoby się dużo zmienić, bym mógł poprzeć naszš olimpijskš kandydaturę". Bardzo wiele należałoby zmienić w sprawach najważniejszych, igrzyska muszš być tańsze, nie można nikogo skazywać na budowę toru bobslejowego kosztujšcego miliony dolarów, ale bogatych Norwegów bardzo zirytowały też inne wymagania olimpijskich władców. Œwiadczš one o tym, że ich œwiat wcišż jest daleki od tego, co zwykli ludzie uznajš za przyzwoitoœć w życiu publicznym. Zaczęło się od sugestii nie do odrzucenia, by zapewnić członkom MKOl udział w przyjęciu wydanym przez norweskiego króla. A potem były kolejne żšdania: samochody z kierowcami, specjalne pasy ruchu, synchronizacja œwiateł na skrzyżowaniach, specjalny terminal na lotnisku dla „olimpijskiej rodziny", w hotelowych minibarach wyłšcznie produkty Coca-Coli, telefony Samsunga dla wszystkich i na koniec najważniejsze: członkowie MKOl majš być powitani z uœmiechem. To nie żart, tak było napisane. Spełnienie tych wszystkich zachcianek nie kosztuje dużo, w porównaniu z cenš za igrzyska to pchełka, ale kto wie, czy właœnie dlatego Norwegowie, a przedtem Szwedzi, nie pokazali MKOl figi. Takie wymagania sš gwoŸdziem do trumny każdego pomysłu, o którego powodzeniu ma decydować opinia publiczna. Nic dziwnego, że przed Oslo zaproszenie na olimpijski bal zimš odrzucił też Sztokholm, bo w Szwecji obywatelskie społeczeństwo pojmowane jest mniej więcej tak samo jak w Norwegii.
Kilka lat temu w warszawskiej Ikei zobaczyłem, jak między stoiskami przechadza się starszy pan w jeszcze starszej marynarce. Chodził, rozglšdał się, nikt na niego nie zwracał uwagi. Dyskretnie szła za nim dziewczyna z notesem i młody człowiek. Wtedy rozpoznałem tego pana, bo czytałem o nim w gazecie: to był Ingvar Kamprad, twórca i założyciel Ikei, jeden z najbogatszych ludzi œwiata. Nie jestem naiwny, wiem, że Ikea to taki sam koncern jak inne, ale mimo wszystko bliżej mi do manifestacyjnej skromnoœci Kamprada niż bizantyjskich obyczajów członków MKOl i cieszę się, że Kraków znalazł się po właœciwej stronie w grze o igrzyska. Dzięki temu poczułem się trochę Skandynawem.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL