Jestem Skandynawem. Komentarz Mirosława Żukowskiego

aktualizacja: 17.10.2014, 01:00
Mirosław Żukowski
Mirosław Żukowski
Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompala Waldemar Kompala

Lillehammer to były wspaniałe zimowe igrzyska, a dziś Norwegia następnych nie chce.

Co się stało, że arcybogaty kraj, ojczyzna wielu sportów zimowych, odwraca się plecami do MKOl? Odpowiedź jest być może prosta: skandynawskie poczucie przyzwoitości nie pasuje do obyczajów wprowadzonych do olimpijskiego koncernu przez Juana Antonio Samarancha, które trwają, choć hiszpański markiz od lat nie żyje. Ponad połowa Norwegów w referendum powiedziała igrzyskom „nie", a mer miasta Tromsoe – Jens Johan Hjort – powody tej odmowy uzasadnił w jednym zdaniu: „W MKOl musiałoby się dużo zmienić, bym mógł poprzeć naszą olimpijską kandydaturę".
Co się stało, że arcybogaty kraj, ojczyzna wielu sportów zimowych, odwraca się plecami do MKOl? Odpowiedź jest być może prosta: skandynawskie poczucie przyzwoitości nie pasuje do obyczajów wprowadzonych do olimpijskiego koncernu przez Juana Antonio Samarancha, które trwają, choć hiszpański markiz od lat nie żyje. Ponad połowa Norwegów w referendum powiedziała igrzyskom „nie", a mer miasta Tromsoe – Jens Johan Hjort – powody tej odmowy uzasadnił w jednym zdaniu: „W MKOl musiałoby się dużo zmienić, bym mógł poprzeć naszą olimpijską kandydaturę".
Bardzo wiele należałoby zmienić w sprawach najważniejszych, igrzyska muszą być tańsze, nie można nikogo skazywać na budowę toru bobslejowego kosztującego miliony dolarów, ale bogatych Norwegów bardzo zirytowały też inne wymagania olimpijskich władców. Świadczą one o tym, że ich świat wciąż jest daleki od tego, co zwykli ludzie uznają za przyzwoitość w życiu publicznym.
Bardzo wiele należałoby zmienić w sprawach najważniejszych, igrzyska muszą być tańsze, nie można nikogo skazywać na budowę toru bobslejowego kosztującego miliony dolarów, ale bogatych Norwegów bardzo zirytowały też inne wymagania olimpijskich władców. Świadczą one o tym, że ich świat wciąż jest daleki od tego, co zwykli ludzie uznają za przyzwoitość w życiu publicznym.
Zaczęło się od sugestii nie do odrzucenia, by zapewnić członkom MKOl udział w przyjęciu wydanym przez norweskiego króla. A potem były kolejne żądania: samochody z kierowcami, specjalne pasy ruchu, synchronizacja świateł na skrzyżowaniach, specjalny terminal na lotnisku dla „olimpijskiej rodziny", w hotelowych minibarach wyłącznie produkty Coca-Coli, telefony Samsunga dla wszystkich i na koniec najważniejsze: członkowie MKOl mają być powitani z uśmiechem. To nie żart, tak było napisane. Spełnienie tych wszystkich zachcianek nie kosztuje dużo, w porównaniu z ceną za igrzyska to pchełka, ale kto wie, czy właśnie dlatego Norwegowie, a przedtem Szwedzi, nie pokazali MKOl figi. Takie wymagania są gwoździem do trumny każdego pomysłu, o którego powodzeniu ma decydować opinia publiczna. Nic dziwnego, że przed Oslo zaproszenie na olimpijski bal zimą odrzucił też Sztokholm, bo w Szwecji obywatelskie społeczeństwo pojmowane jest mniej więcej tak samo jak w Norwegii.
Zaczęło się od sugestii nie do odrzucenia, by zapewnić członkom MKOl udział w przyjęciu wydanym przez norweskiego króla. A potem były kolejne żądania: samochody z kierowcami, specjalne pasy ruchu, synchronizacja świateł na skrzyżowaniach, specjalny terminal na lotnisku dla „olimpijskiej rodziny", w hotelowych minibarach wyłącznie produkty Coca-Coli, telefony Samsunga dla wszystkich i na koniec najważniejsze: członkowie MKOl mają być powitani z uśmiechem. To nie żart, tak było napisane. Spełnienie tych wszystkich zachcianek nie kosztuje dużo, w porównaniu z ceną za igrzyska to pchełka, ale kto wie, czy właśnie dlatego Norwegowie, a przedtem Szwedzi, nie pokazali MKOl figi. Takie wymagania są gwoździem do trumny każdego pomysłu, o którego powodzeniu ma decydować opinia publiczna. Nic dziwnego, że przed Oslo zaproszenie na olimpijski bal zimą odrzucił też Sztokholm, bo w Szwecji obywatelskie społeczeństwo pojmowane jest mniej więcej tak samo jak w Norwegii.
Kilka lat temu w warszawskiej Ikei zobaczyłem, jak między stoiskami przechadza się starszy pan w jeszcze starszej marynarce. Chodził, rozglądał się, nikt na niego nie zwracał uwagi. Dyskretnie szła za nim dziewczyna z notesem i młody człowiek. Wtedy rozpoznałem tego pana, bo czytałem o nim w gazecie: to był Ingvar Kamprad, twórca i założyciel Ikei, jeden z najbogatszych ludzi świata.
Kilka lat temu w warszawskiej Ikei zobaczyłem, jak między stoiskami przechadza się starszy pan w jeszcze starszej marynarce. Chodził, rozglądał się, nikt na niego nie zwracał uwagi. Dyskretnie szła za nim dziewczyna z notesem i młody człowiek. Wtedy rozpoznałem tego pana, bo czytałem o nim w gazecie: to był Ingvar Kamprad, twórca i założyciel Ikei, jeden z najbogatszych ludzi świata.
Nie jestem naiwny, wiem, że Ikea to taki sam koncern jak inne, ale mimo wszystko bliżej mi do manifestacyjnej skromności Kamprada niż bizantyjskich obyczajów członków MKOl i cieszę się, że Kraków znalazł się po właściwej stronie w grze o igrzyska. Dzięki temu poczułem się trochę Skandynawem.
Nie jestem naiwny, wiem, że Ikea to taki sam koncern jak inne, ale mimo wszystko bliżej mi do manifestacyjnej skromności Kamprada niż bizantyjskich obyczajów członków MKOl i cieszę się, że Kraków znalazł się po właściwej stronie w grze o igrzyska. Dzięki temu poczułem się trochę Skandynawem.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE