Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Piłka nożna

Nie stracić już nikogo

Zamiast walczyć o polski paszport dla Rogera, lepiej postarać się o Sebastiana Boenischa, który gra w Werderze Brema i wycenia się go na 3 miliony euro – mówi Maciej Choršżyk
AP
Monitorowaniem grajšcych za granicš piłkarzy polskiego pochodzenia, którzy mogliby reprezentować nasz kraj, zajmuje się w imieniu PZPN garstka pasjonatów
Turcy działajš sprawniej. W Niemczech majš trzy biura, w których pracujš dobrze opłacani ludzie szukajšcy piłkarzy tureckiego pochodzenia. Dziesištki skautów jeżdżš na mecze i sporzšdzajš raporty. Żaden talent nie może zostać przeoczony. Zawodników o polskich korzeniach jest w niemieckich ligach juniorskich ponad 2 tysišce. Rozwój blisko 500 z nich monitoruje jeden człowiek. Maciej Choršżyk – dziennikarz, researcher i jak sam o sobie mówi: idealista, któremu za biuro służy własna kawalerka w centrum Warszawy. Dziesięciu współpracowników znalazł sam. Żaden z nich nie dostaje nawet zwrotu kosztów za podróże i rozmowy telefoniczne. Sam Choršżyk dopiero wczoraj, po prawie półtorarocznej pracy, podpisał pierwszš umowę z PZPN.Sekcja monitoringu i rozwoju młodych polskich piłkarzy przez niemiecki magazyn „Kicker” nazwana została „kłusownikami”. Współpracownicy Choršżyka za własne pienišdze jeżdżš oglšdać zawodników, którzy majš polskie korzenie, i namawiajš ich do gry dla Polski. Słowo „namawianie” oficjalnie jednak nie istnieje. To tylko proœba o rozważenie możliwoœci reprezentowania kraju swoich rodziców. Niektórzy ze skautów chcš zachować anonimowoœć, bo na co dzień pracujš w klubach i mogliby mieć problemy, gdyby ich zagraniczni pracodawcy się dowiedzieli, że szukajš piłkarzy dla innej reprezentacji.
– Kiedy dostaję sygnał o utalentowanym zawodniku, wysyłam tam człowieka, aby mu się przyjrzał. PóŸniej dzwonię do piłkarza, rozmawiam z jego rodzicami. Jeœli rzeczywiœcie chłopak czuje się Polakiem, jadę do niego porozmawiać w cztery oczy – mówi Choršżyk. W cztery oczy mówi się też o zagrożeniach. Jeœli nastolatek do tej pory grajšcy dla juniorskich reprezentacji Niemiec nagle zdecydowałby się zmienić barwy, przez kolegów w szkole mógłby zostać uznany za zdrajcę i czekałyby go same nieprzyjemnoœci. Mimo to chętnych nie brakuje.– Naszym dużym atutem jest gwarancja gry reprezentacji na mistrzostwach Europy w 2012 roku. Większoœć chłopców, którym proponuję konsultacje, entuzjastycznie podchodzi do sprawy – mówi odpowiedzialny za Niemcy Jacek Protasewicz. Entuzjazm czasami jednak gaœnie, gdy się okazuje, że za przyjazd zawodnika do Polski zapłacić muszš rodzice. Podróż z Niemiec nie jest jeszcze tak kosztowna, co innego ze Stanów Zjednoczonych czy Australii. Niektórzy rezygnujš i cieszš się, że współpraca została przerwana tak szybko, bo nie chcš mieć więcej nic wspólnego z takimi amatorami. Protasewicz robi to dla zawodników. I dla Polski. Od PZPN nie dostał nawet breloczka Protasewicz od PZPN nie dostał jeszcze nawet złotówki. Dresu i pamištkowego breloczka też nie. Mówi, że robi to tylko dla piłkarzy i aby poczuć dumę z tego, że i Polacy potrafiš zakręcić się wokół własnych interesów. Mieszka w Westfalii, jednak przez fora internetowe znalazł czterech współpracowników w innych landach. – Nie możemy działać profesjonalnie, działajmy inaczej, byle skutecznie. Kolejnych Podolskich i Klose nie można już stracić – dodaje. Protasewicz czasami odbija się od drzwi domu młodego piłkarza, czasami matka chce, by chłopak grał dla Niemiec, a ojciec, by dla Polski. Kiedy już jednak uda się kogoœ sprowadzić na konsultacje, najczęœciej wraca zachwycony. – Jeden z zawodników ledwo mówił po polsku, ale kiedy wrócił ze zgrupowania, kazał przemalować sobie pokój na biało-czerwono, a na œcianie powiesił polskš koszulkę – wspomina Choršżyk. Piłkarzy, których wyszukał, a teraz grajš w różnych reprezentacjach Polski, jest już 15. Do Roberta Acquafreski dzwonił rok temu. Usłyszał: „I love pierogi, ale będę grał dla Włoch”. Z piłkarzem, który według niektórych cišgle zastanawia się, dla kogo grać, cztery lata temu kontaktował się trener Michał Globisz. Usłyszał od matki, że Robert jest Włochem. Zanim zaczšł działać Choršżyk, to właœnie Globisz walczył o dzieci emigrantów. Mimo że jest najbardziej utytułowanym trenerem juniorskich reprezentacji w Polsce, sam pisał listy i zapraszał na konsultacje. 19 kwietnia w ambasadzie w Kolonii dojdzie do spotkania 50 najzdolniejszych polskich młodych zawodników grajšcych w Niemczech z delegacjš z kraju. PZPN reprezentował będzie Jerzy Engel, Globisza zabraknie. Protasewicz: – Ciarki mnie przeszły, kiedy to usłyszałem. Globisz: – Jest mi trochę przykro, ale i tak będę robił swoje. Engel: – Nie chcemy namawiać do gry dla Polski, tylko pokazywać alternatywę. W spotkaniu wezmš udział także Tomasz Wałdoch czy Andrzej Buncol. Dla Choršżyka modelowy skład jego komórki to trzech ludzi na etatach w Warszawie, po jednym we Francji, USA, Skandynawii i Brazylii, a po dwóch – w Anglii i Niemczech. – Znajdę takich, którzy będš to robić za dres, kilka gadżetów i zwrot kosztów podróży – mówi. Na poniedziałkowym posiedzeniu zarzšdu PZPN pracę sekcji monitoringu oceniono pozytywnie. – Pan Choršżyk będzie dostawał wynagrodzenie – mówi Engel. Choršżyk potwierdza: od kwietnia jego współpracownicy będš otrzymywać zwrot kosztów podróży.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL