Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Artur Ruciński triumfuje w Salzburgu

Artur Ruciński w Salzburgu
Archiwum autora, Jacek Marczyński j.m. Jacek Marczyński
To był fantastyczny debiut w Salzburgu. Kiedy po spektaklu „Trubadura" Artur Ruciński wyszedł do ukłonów, ponad dwa tysišce widzów niemal w komplecie, zaczęło głoœno krzyczeć na jego czeœć. Większe owacje dostała tylko faworytka festiwalowej publicznoœci, Anna Netrebko - pisze Jacek Marczyński z Salzburga.
Polski baryton w pełni wykorzystał szansę, jakš otrzymał wraz z nagłym zastępstwem Placida Domingo w roli Hrabiego Luny w „Trubadurze" Verdiego. Widzów zjednał sobie właœciwie od pierwszej sceny, ze swym udziałem. Jest w niej efektowny tercet, w którym miał za partnerów Annę Netrebko (Leonora) oraz tenora Francesco Meli (tytułowy trubadur Manrico) – przedstawiciela dawnej dobrej włoskiej szkoły œpiewania, którš współczeœnie słyszy się coraz rzadziej. Już w tym fragmencie Polak pokazał, że nie jest tylko dublerem, jak chcieli go traktować ci, którzy kupili bilety głównie po to, by posłuchać Placida Dominga. A kiedy niespełna pół godziny póŸniej wykonał popisowš arię Luny, odniósł bezapelacyjne zwycięstwo. Polska publicznoœć nie bardzo ma œwiadomoœć, w jakiej formie jest obecnie Artur Ruciński. W kraju œpiewa coraz rzadziej i zwykle w repertuarze, który nie jest obecnie jego specjalnoœciš. Jego głos nabrał siły i mocy, na europejskich scenach œpiewa głównie w operach Donizettiego i Verdiego, bo w nich może najlepiej pokazać swe walory.
Artur Ruciński to œpiewakiem bardzo œwiadomym warsztatu, ale też cechuje go ogromna swoboda. Gdy trzeba, potrafi dodać jak najwięcej ekspresji. Na festiwalu w Salzburgu tacy œpiewacy zawsze mogš liczyć na uznanie, zatem Polaka zaakceptowano natychmiast. Jego pojawienie się odnotowała cała austriacka prasa, nie tylko dlatego że ten debiut odbył się w nietypowych warunkach. Wiedeński „Kurier" napisał, że kiedy w „Trubadurze" wystšpił Artur Ruciński, Hrabia Luna odzyskał niezbędny głos i wiek, a konflikt dramatyczny w tej operze Verdiego nabrał sensu. Popremierowe recenzję były bowiem doœć wstrzemięŸliwe wobec Placida Domingo. Jeden z krytyków uznał, że tylko posturš nadawał się do tej roli. Szkoda takich opinii wypowiadanych pod adresem wielkiego artysty i szkoda że to on obniżał poziom œwietnego przedstawienia. Łotysz Alvis Hermanis – jeden z najlepszych obecnie reżyserów Europy – miał bardzo prosty, a atrakcyjny pomysł. Umieœcił akcję we współczesnym muzeum, bohaterowie opery, której akcja w oryginale rozgrywa się w XVI w. w Hiszpanii, spoglšdajš na widzów z obrazów. Leonora jest tu strażniczkš, jej zafascynowanie tajemniczym trubadurem uwiecznionym na portrecie sprawia, że przeszłoœć ożywa. Leonora to partia idealna dla Anny Netrebko, której głos œciemniał, zachowujšc przy tym ulotnoœć wysokich tonów. Œpiewa więc zjawiskowo, a że ma przy tym dramatyczny nerw, jej finałowy duet z Lunš, w którym Leonora gotowa jest poœwięcić wszystko dla uratowania Manrica, wypadł porywajšco. Francesco Meli (Manrico) cały czas trzyma poziom, dyrygent Daniele Gatti lubi skrajnoœć– od spowolnień do galopadę, co salzburskiej publicznoœci też się spodobało. Chór œpiewał znakomicie, gorzej nieco Francuzka Marie-Nicole Lemieux w ważnej roli Cyganki Azuceny, ale i ona otrzymała swojš porcję braw. Nic dziwnego, że przed teatrem kršżš sporo osób majšcych nadzieję na odkupienie biletu. Z Salzburga Artur Ruciński wyjedzie innym artystš. Ruszy do Wenecji, gdzie we wrzeœniu w słynnym Teatro La Fenice ma premierę kolejnego „Trubadura". A prasa austriacka już anonsuje, że za kilka miesięcy Polak zaœpiewa w Wiedniu w galowych koncertach bożonarodzeniowych. Po festiwalu stał się ich czołowš atrakcjš. Jacek Marczyński z Salzburga
ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL