Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Kazimierz Bem. Nawracanie prawem

Polskie państwo wykazuje chronicznš niemoc, by wyegzekwować swš niezależnoœć od Koœcioła – twierdzi autor. Na zdjęciu: ingres metropolity lubelskiego abp. Stanisława Budzika
Rzeczpospolita
Skoro Koœciół rzymski w Polsce nie czuje się zwišzany arcykonserwatywnš konstytucjš ?z 1997 roku, być może nadszedł wreszcie czas, ?by jš zmienić – pisze pastor protestancki.
Niedawno w œwištecznym wydaniu „Gazety Wyborczej" ukazał się obszerny wywiad z profesorem Andrzejem Zollem na temat klauzuli sumienia. Były rzecznik praw obywatelskich w spokojny i stonowany, wydawałoby się, sposób proponuje wyjœcie z impasu. Jednak uważny czytelnik dostrzeże, że jego sposób interpretacji prawa i proponowane rozwišzania tylko pogłębiš problemy, z którymi od 1989 roku boryka się polskie państwo: ustępowanie religii na każdym kroku i chroniczna niemoc, by, chociaż w najmniejszym stopniu, wyegzekwować niezależnoœć państwa od Koœcioła.

Cesarzowi, co cesarskie

W reakcji na sprawę doktora Chazana prof. Zoll postuluje bardzo daleko idšce zmiany legislacyjne. Majš one oczywiœcie zapewnić nietykalnoœć sumienia katolików, dyskryminowanych rzekomo przez Radę Etycznš Polskiej Akademii Nauk. Jednak jego wyczulenie na konstytucyjne prawa obywateli znika, gdy padajš pytania o sytuację naruszania wolnoœci sumienia niekatolików, np. poprzez nauczanie katechezy w szkole. Dotychczas aktywny i kreatywny prawodawca nagle odpowiada niezobowišzujšcym i mało prawniczym „smutkiem" czy „oburzeniem". Lejšc krokodyle łzy, żadnych zmian legislacyjnych nie proponuje, zasłaniajšc się tym, że Trybunał nie bada praktyki, ale prawo in abstracto – co nie jest do końca precyzyjne. Niekatolicy nie doczekajš się zmian, bo profesor zdaje sobie sprawę, że oznaczałoby to koniec uprzywilejowania Koœcioła katolickiego w polskim państwie i prawie.
Jego propozycja, by to nie lekarz ani dyrektor, ale państwo wskazywało szpitale, w których przeprowadzane sš legalne w Polsce aborcje, wydaje się sensowna i wyważona. Jednak tylko na pierwszy rzut oka. Sugeruje ona bowiem, że istnieje niezależny byt „państwo", który rozmawia z pacjentem i go leczy. Otóż pacjenta i obywatela leczy lekarz, a szpitalem zarzšdza dyrektor. To właœnie dyrektorem szpitala i lekarzem był prof. Chazan. Jak zatem „państwo" ma wskazywać szpital czy miejsce wykonywania legalnych zabiegów? Co zrobić, gdy urzędnik odpowiedzialny za takš listę odmówi jej sporzšdzenia, podania informacji czy wydania decyzji, powołujšc się na swoje sumienie? A tak właœnie było w przypadku sprawy Chazana. Prof. Zoll jest znanym i cenionym prawnikiem i wie, że jego niezwykle szeroka, ale, co ważne, selektywna interpretacja wolnoœci sumienia nie da się pogodzić z demokratycznym państwem prawa. Stšd postuluje, by pewne zawody (np. lekarze, farmaceuci) miały szerszš jej ochronę niż inne, których, co ciekawe, już nie chce precyzować. Ale powstaje pytanie: na jakiej podstawie dokonać takiego zróżnicowania? Dlaczego katoliccy lekarze fundamentaliœci majš otrzymać większš ochronę prawnš niż równie gorliwi religijnie sędziowie? Dlaczego sędzia katolik nie może odmówić udzielenia rozwodu albo kierownik USC odmówić zaœlubienia pary mieszanej religijnie, skoro kłóci się to z ich sumieniem? Jeœli wolnoœć sumienia i wyznania jest rzeczywiœcie naczelnš zasadš konstytucji, to nie można jej odmawiać jednym, a szczodrš rękš dawać drugim. W końcu nasza ustawa zasadnicza ma zapomniany przepis art. 32 ust. 2, który zabrania dyskryminacji z jakichkolwiek powodów. A przecież profesor nie chce chyba dyskryminować sędziów katolików zelantów?! Przypomnijmy raz jeszcze, że w Polsce nikt nie zmusza nikogo do bycia lekarzem, sędziš albo urzędnikiem stanu cywilnego. Gdy jednak się na takie zawody zdecydujemy, to państwo – a nie Koœciół – ma prawo i obowišzek nakreœlić ich wymagania i granice. Gdy kłócš się one z naszym sumieniem – musimy podjšć samodzielnš decyzję, czy oddać cesarzowi, co cesarskie, czy Bogu, co boskie.

O nadrzędnoœci szarijatu

Sprawa doktora Chazana tak naprawdę nie jest sporem o granicę ludzkiego sumienia. Jest to klasyczny przypadek sporu o zakres swobody praktykowania religii. A ta nie jest w polskim prawie absolutna i niczym nieograniczona. Dyrektor Chazan użył państwa i swojego stanowiska, by narzucić swojš własnš religię i swojš etykę tym osobom, które ich nie podzielały. Jest to niedopuszczalne zarówno moralnie, jak i prawnie. To on naruszył konstytucję i prawa innych – nie odwrotnie. Czas już wprowadzić małżeństwa jednopłciowe, bo nie ma żadnych racjonalnych ani naukowych powodów, by dalej dyskryminować nieheteroseksualnych Polaków Niestety, trend „nawracania prawem" trwa już od 1989 roku. Niezwykle istotni w tym procesie okazali się prawnicy, w tym niestety Trybunał Konstytucyjny, który dokonywał i wcišż dokonuje cudów ekwilibrystyki, aby nie podpaœć Koœciołowi. W 1997 roku w słabym prawniczo, ale silnie zideologizowanym, orzeczeniu – jeden z sędziów orzekajšcych nazwał argumentację i logikę większoœci „długš i krętš" –  TK zdelegalizował aborcję w Polsce z przyczyn społecznych. Dla prof. Zolla, autora tego orzeczenia, to jednak było za mało. U końca swojej kadencji rzecznika praw obywatelskich sugerował, że dopuszczalnoœć aborcji ze względu na zagrożenie zdrowia matki to zbyt błahy powód. Swoje sugestie wcielił w życie jako członek Komisji Kodyfikacyjnej, która  zaproponowała przepisy, które by legalnoœć aborcji jeszcze bardziej ograniczyły i – co już przypominało XIX wiek – dopuszczały karalnoœć kobiety za jej przeprowadzenie. Drugim przykładem jest kwestia nauczania religii w szkole. Od czasu jej wprowadzenia Trybunał Konstytucyjny systematycznie udaje, że nie widzi problemu dyskryminacji niekatolików. Jego orzecznictwo i polski stan prawny pod tym względem zmasakrowało strasburskie orzeczenie w sprawie Grzelak v. Polska w 2010 roku. Mało znanym wštkiem tego orzeczenia jest fakt, że rodzina Grzelaków bezskutecznie zwracała się o pomoc do polskiego państwa, by zapewniło ich synowi równe traktowanie w szkole. Grzelakowie zrobili dokładnie to, co proponuje profesor: wystšpili do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Jednak ówczesny RPO, cytujšc orzeczenie Trybunału z 20 kwietnia 1993 r., w którego wydaniu sam uczestniczył, odmówił pomocy. Powołał się na fakt, że nie może ponownie zaskarżyć przepisów, o których zgodnoœci z konstytucjš orzekł wczeœniej Trybunał. To prawda, ale nie do końca. Okolicznoœci sprawy rodziny Grzelaków dokładnie przeczyły teoretycznej konstrukcji, którš wymyœlił Trybunał, aby religię w szkole zachować. Istniała więc szansa, by Trybunał sprawę rozpatrzył ponownie. Owym rzecznikiem praw obywatelskich, a wczeœniej sędziš, który obecnoœć religii w szkole zalegalizował, był...  prof. Zoll. Ukoronowaniem procesu nawracania prawem jest jednak artykuł wiceministra Michała Królikowskiego w „Rzeczpospolitej", który wprost napisał, że konstytucyjna „bezstronnoœć" oznacza tak naprawdę dominację katolickiej nauki społecznej w przypadku konfliktu norm. To pod jego naciskiem Polska złoży deklarację – do złudzenia przypominajšcš deklarację państw islamskich o nadrzędnoœci szarijatu – do Konwencji Ramowej w sprawie Przeciwdziałania Przemocy wobec Kobiet zastrzegajšc, że będzie jš interpretowała zgodnie z polskš konstytucjš. Czyli, w rozumieniu ministra, z katolickš naukš społecznš.

Narodowe ornaty

Oczywiœcie Koœciół rzymskokatolicki – i każdy inny – ma prawo uważać, że konstytucja z 1997 roku to za mało. Ma prawo żšdać – poprzez biskupów i gorliwych œwieckich prawników – by jego nauczanie narzucać niekatolikom, lekarzom, nauczycielom czy aktorom. By zgodnie z jego potrzebami cenzurować przedstawienia, podręczniki szkolne i zabiegi medyczne. By zakazać rozwodów, dyskryminować mniejszoœci religijne czy seksualne „dla dobra społeczeństwa" czy „ochrony rodziny" i znów się stać religiš panujšcš. Ale skoro Koœciół rzymski w Polsce nie czuje się zwišzany arcykonserwatywnš konstytucjš z 1997 roku, być może nadszedł wreszcie czas, by jš zmienić. By słabš „bezstronnoœć" państwa w sprawach œwiatopoglšdowych zastšpić „œwieckoœciš". By stosunków  państwo–Koœciół nie regulował korzystny dla Koœcioła konkordat, ale zwykła ustawa – podobnie jak ?z innymi Koœciołami w Polsce. By, jak w cišgle rosnšcej liczbie państw na œwiecie, wprowadzić nie tylko zwišzki partnerskie, ale wprost małżeństwa jednopłciowe, bo nie ma żadnych racjonalnych ani naukowych powodów, by dalej dyskryminować nieheteroseksualnych Polaków w ich życiu rodzinnym. By dorosłym Polakom pozwolić decydować o swoim życiu (in vitro, aborcja, testament życia) oraz o tym, jak i z kim chcš je przeżyć. By Koœcioły – wszystkie – były finansowane przez dobrowolne składki swoich wiernych, a nie poprzez ukryte dotacje ze strony państwa, takie jak pensje dla kapelanów, katechetów, ordynariaty polowe czy „muzea myœli". By uroczystoœci państwowe miały charakter œwiecki, a nie formę mszy œwiętej z odœpiewaniem hymnu państwowego pod kierownictwem biskupów ubranych w narodowe ornaty. Gorliwi katolicy, tacy jak profesorowie Zoll, Chazan czy minister Królikowski, nie sš i nie będš do niczego zmuszani: ani do wykonywania aborcji, ani do zawierania małżeństw jednopłciowych, ani do pobierania organów czy nawet chodzenia do lekarza, jeœli ich wiara im na to nie pozwala. Ale wreszcie utracš możliwoœć, by swoje własne, osobiste poglšdy religijne narzucać innym, twierdzšc, że gdy się im na to nie pozwala, sš dyskryminowani i przeœladowani. Nadszedł czas, by po „25 latach wolnoœci" konserwatywni panowie przestali nawracać nas za pomocš prawa. Autor jest doktorem prawa i pastorem ewangelicko-reformowanym (UCC) w USA, członkiem redakcji internetowego Pisma ER

Pisał w Opiniach

Michał Królikowski Wilki ostrzegajš przed owcami 15 lipca 2014
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL