Opinie

Prokuratura nadużyła prawa

Prokuratura pracuje nad utworzeniem centralnego i lokalnych repozytoriów akt w postaci cyfrowej w powszechnych jednostkach prokuratury.
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
W wejściu do „Wprost” bulwersuje dysproporcja między ściganym czynem a ingerencją w media.
Wysyłając do redakcji tygodnika „Wprost" funkcjonariuszy ABW, by dziennikarze wydali nagrania podsłuchanych rozmów polityków, prokuratura nadużyła prawa. Redakcja nie wydała nagrań. Obawia się, że ułatwiłoby to odkrycie źródła, które zastrzegło anonimowość. Późnym wieczorem, najwyraźniej po czyjejś interwencji, śledczy odstąpili od czynności, a Sylwester Latkowski, naczelny tygodnika, uratował laptop, który ma zawierać dziennikarskie tajemnice dotyczące innych śledztw.
W akcji prokuratury i ABW (rola tej drugiej wymaga odrębnego wyjaśnienia, czy tylko technicznie wykonywała polecenia prokuratury) można się dopatrzyć nadużycia prawa – i to w tak drażliwej sferze jak wolność prasy, a zwłaszcza tajemnica dziennikarska dotycząca ochrony źródła, która jest  bezwzględna. Mówi o niej art. 15 prawa prasowego: dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału, jak również osób udzielających informacji przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie danych. Mówi o tym także art. 180 § 3 kodeksu postępowania karnego: zwolnienie dziennikarza od obowiązku zachowania tajemnicy nie może dotyczyć danych umożliwiających identyfikację osób udzielających informacji przekazanych do opublikowania, jeżeli to zastrzegły. Zakazu tego nie stosuje się jedynie w przypadku najcięższych, konkretnych przestępstw: ludobójstwa, zbrodni wojennych, zabójstwa, przestępstwa terrorystycznego czy zamachu stanu. Ponieważ pojawia się zarzut, że autorzy nagrań mogli uruchamiać zamach na konstytucyjne organy, przypomnijmy, że kodeks karny (art. 128) przez zamach rozumie podjęcie działalności zmierzającej bezpośrednio „do usunięcia przemocą konstytucyjnego organu RP". Ośmieszenie ministra Sienkiewicza czy prezesa Belki przez ujawnienie taśm jest dalekie od zamachu stanu, bliżej niego jest zachowanie wysokich funkcjonariuszy, których nagrania demaskują, a którzy chcieliby za pieniądze NBP wpłynąć na wynik wyborczy. Złamaniem tajemnicy dziennikarskiej jest też przeszukanie pomieszczeń redakcji przez organy ścigania, nawet nieskuteczne, bo dysponując technicznymi możliwościami, zagrażają ujawnieniem dokumentacji dziennikarskiej. Tak orzekł Trybunał w Strasburgu w wyroku w sprawie Roemen i Schmitt przeciwko Luksemburgowi. – Uważam, że nie doszłoby do środowego najścia na redakcję „Wprost", gdyby prokuratura przestrzegała europejskiej konwencji praw człowieka – mówi dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista. Prokuratura, w tym Andrzej Seremet, prokurator generalny, powołuje się na art. 217 k.p.k., który uprawnia organy ścigania do żądania od osoby mającej rzecz mogącą stanowić dowód przestępstwa, by ją wydała. W razie zaś, gdy zawiera ona informacje niejawne objęte tajemnicą zawodową, w tym dziennikarską, śledczy przekazują ją bez odczytania sądowi w opieczętowanym opakowaniu, który orzeka, czy zawiera ona chronioną informację dziennikarską. – Nie ma racji prokuratura, gdyż ogólne przepisy o zabezpieczeniu dowodów są wyłączone przez rygory o tajemnicy dziennikarskiej, inaczej zakaz  ujawniania informatora dziennikarza można byłoby łatwo obchodzić – mówi prof. Piotr Kruszyński, znany karnista z Uniwersytetu Warszawskiego. Dodaje, że póki redaktor Latkowski nie jest podejrzanym, jest zobowiązany do zachowania tajemnicy dziennikarskiej. To, co najbardziej uderza w poczynaniu prokuratury, to nieproporcjonalność środków zastosowanych wobec dziennikarzy i prasy, ale też społeczeństwa (które ma prawo do informacji) w stosunku do potencjalnego przestępstwa – nielegalnego nagrania, za co grożą najwyżej dwa lata więzienia.
Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL