Na co stać Polaka, a na co Niemca

aktualizacja: 02.06.2014, 04:39
Foto: Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik

Ceny żywności w Polsce są najniższe w UE, ale siła nabywcza płac mniejsza niż na Zachodzie. Doganianie zajmie kilkadziesiąt lat.

Za filiżankę kawy w restauracji w Polsce trzeba zapłacić średnio 1,15 euro, w Bułgarii – 0,54 euro, ale w Grecji już prawie sześć razy więcej, bo 2,89 euro – podał właśnie Eurostat, czyli urząd statystyczny UE. Przejazd taksówką w Rumunii to wydatek rzędu 2,5 euro, a w Belgii – 11 euro. Paczka papierosów jest najtańsza na Litwie – ok. 2,3 euro, w Polsce to ok. 2,7 euro (dane za 2012 r., dziś to już 3,4 euro). Najwięcej trzeba płacić w Irlandii i Wielkiej Brytanii – ponad 9 euro za 20 sztuk papierosów. Dane Eurostatu pokazują, że różnice w cenach detalicznych między krajami Unii Europejskiej wciąż są dosyć spore. Dotyczy to zwłaszcza cen usług, żywności czy towarów, które nie są dobrami trwałego użytku. Ale już np. ceny samochodów czy sprzętu AGD są bardziej zbliżone, w niektórych przypadkach nawet wyższe w Polsce niż na Zachodzie.

Niskie ceny i płace

Co ciekawe, nasz kraj może pochwalić się najniższym poziomem cen w całej UE – to 60 proc. unijnej średniej (najwyższy jest w Danii, 139 proc.). Najtańsze w Europie jest u nas mięso, ryby, nabiał, warzywa i owoce, tłuszcze. Prawie najtańsze – pieczywo, kasze, płatki  oraz napoje bezalkoholowe. Oczywiście nie każdy produkt spożywczy ma u nas najniższą cenę, znajdą się też stosunkowo drogie. Przykładowo, przeciętne ceny oliwy z oliwek, mrożonych frytek czy czerwonego wina są powyżej 120 proc. unijnej średniej.
Jednak to, że mamy najniższe średnie ceny, nie oznacza, że życie w Polsce jest najtańsze. „Rz" policzyła więc, ile produktów mogą sobie kupić mieszkańcy Unii za średnie wynagrodzenia netto. Polacy w tym zestawieniu wypadają nieco lepiej niż dziesięć lat temu, gdy wchodziliśmy do UE, ale wciąż bardzo słabo. Za jedną przeciętną pensję można u nas kupić ponad 900 l świeżego mleka, 635 kg cukru, 483 l piwa, 129 kg sera gouda. Statystyczny Anglik nabędzie za swoje zarobki cztery razy więcej mleka i cukru, a przeciętny Holender – cztery razy więcej piwa i trzy razy więcej sera.

Niska wydajność

Siła nabywcza naszych płac wciąż należy do najniższych w UE i jest dużo niższa niż w Europie Zachodniej. – Trzeba otwarcie powiedzieć, że mimo wielu lat szybkiego wzrostu, szybszego niż w strefie euro, jesteśmy wciąż na tle tej ostatniej społeczeństwem ubogim – komentuje Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.
– Siła nabywcza jest pochodną wydajności pracy, a ta jest u nas niższa niż na Zachodzie – dodaje prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Mimo poprawy w ostatnich latach produktywność pracy – liczona jako wartość PKB w cenach stałych na przepracowaną godzinę – jest o ok. 70 proc. mniejsza niż przeciętnie w Unii Europejskiej. – Udział produkcji o wysokiej wartości w całej gospodarce wciąż jest niewielki, do tego więcej osób niż w gospodarkach wysoko rozwiniętych pracuje w branżach niskodochodowych, np. rolnictwie, czy mocno rozproszonym handlu – wyjaśnia Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte Business Consulting.
– Polak, który pracuje na Zachodzie, jest bardziej wydajny niż Polak pracujący na tym samym stanowisku w kraju. Nie znaczy to, że inaczej pracuje, nagle staje się mniej lub bardziej leniwy. Zmienia się jego otoczenie pracy, w Polsce jest ono mniej efektywne, także przez złą organizację, nieuczciwych kontrahentów czy biurokrację – dodaje Mączyńska.
Pracodawcy nie mogą więc nam płacić wyższych pensji, pytanie, dlaczego ceny nie są dostosowane do ich wysokości? – Wiele rzeczy można w Polsce wytworzyć nieco taniej niż w krajach bogatych, ze względu na niższe koszty pracy, jednak różnica w cenie nie będzie tak duża jak w wynagrodzeniach – wyjaśnia Kaczor. – Niektóre materiały czy narzędzia potrzebne do wytworzenia dóbr czy usług kosztują tyle samo czy to w ubogiej Polsce, czy na drugim brzegu Odry w bogatych Niemczech – dodaje Kaczor. Innymi słowy, niektóre rzeczy mają po prostu ceny globalne i to, ile za nie płacimy, w niewielkim stopniu zależy od polskich płac, a w większym od tego, ile producent może uzyskać za nie na rynkach światowych. Są to np. paliwa (ropa, gaz), zboża i wiele surowców.

Ścieżka doganiania

Siła nabywcza wynagrodzeń w krajach UE będzie maleć, a docelowo powinna się wyrównać, twierdzą zgodnie eksperci. – Na tym polega cała polityka spójności, zbliżenie krajów pod względem rozwoju gospodarczego to cel Unii Europejskiej – podkreśla prof. Mączyńska. – W krajach o skrajnie różnych systemach gospodarczych nie można wprowadzić wspólnej waluty, co nie oznacza oczywiście wymogu unifikacji.
Ile czasu zajmie nam zbliżenie się pod względem wydajności poziomu płac do państw wysoko rozwiniętych? – Nie ma się co oszukiwać, osiągnięcie poziomu zamożności Europy Zachodniej, a co za tym idzie – siły nabywczej wynagrodzeń, to nie jest kwestia kilku czy nawet kilkunastu lat – ostrzega Tomasz Kaczor. – Musielibyśmy przez dziesięciolecia stale rozwijać się w tempie dwa razy szybszym niż strefa euro. A w najbliższych latach to mało prawdopodobne – dodaje Antczak.

POLECAMY

KOMENTARZE