Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Broda, Marsjanie i spódniczki

Irena Lipowicz
PAP
Zachęcamy rzecznika praw obywatelskich Irenę Lipowicz, by w ramach krzewienia równoœci płci sama dała odważny przykład i zaczęła przychodzić do pracy z przyklejonymi wšsami i brodš – piszš publicyœci.
Na wstępie uprzedzamy jednak ewentualne zarzuty. Nie, nie próbujemy obrazić prof. Lipowicz. W œwietle stanowiska, które sformułowała jako rzecznik praw obywatelskich w sprawie programu „Równoœciowe przedszkole", postulat przyklejania sobie zarostu przestaje przecież być obraŸliwy. Jest raczej logicznym rozwinięciem myœli, że należy bezkrytycznie chwalić wszystko, co służy idei walki ze stereotypami płciowymi. Idei, która – jak się okazuje – jest dla pani rzecznik nadrzędna wobec praw rodziców i praw dziecka, czyli nadrzędna wobec praw obywateli. Ważniejsza również od potrzeby zapewnienia elementarnych standardów pedagogicznych w edukacji. Skoro przykładowy Staœ z Pcimia Dolnego może być w przedszkolu zmuszany do zakładania peruki i spódniczki, szczytny cel równoœci płci wymaga tym większych ofiar od rzecznika praw obywatelskich.

Płeć nie ogranicza mnie...

Swoiœcie pojmowanš odwagš prof. Lipowicz już się zresztš wykazała, twórczo reinterpretujšc zadania swojego urzędu. Trzeba mieć sporo œmiałoœci, a może raczej tupetu, żeby zamiast bronić konstytucyjnych praw obywateli, do czego zostało się powołanym, aktywnie je ograniczać. W liœcie do ministra edukacji narodowej, będšcym reakcjš na nasz protest w sprawie programu „Równoœciowe przedszkole", RPO ochoczo pozbawia rodziców ich praw, piszšc, że owszem, mogš wychowywać swoje dzieci, ale... popołudniami i w weekendy.
Pięcioletni chłopcy ubierani w ramach równoœciowych zajęć w spódniczki sš pozbawiani tożsamoœci płciowej, wbrew woli swojej i swoich rodziców Prof. Lipowicz powołuje się m.in. na wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Można znaleŸć inne ciekawe wyroki. Na przykład w Niemczech rodzice lšdujš w więzieniu za odmowę posłania dziecka na lekcje edukacji seksualnej. Ostatnio taki los spotkał nawet rodziców, których córka na takich zajęciach Ÿle się poczuła i nie chciała wrócić do klasy. Czy tego rodzaju wyroki będš inspiracjš i punktem odniesienia do interpretacji polskiej konstytucji? Czy na tej podstawie instytucje publiczne powinny wyznaczać granice gwarantowanych nam przez ustawę zasadniczš praw? Czytajšc stanowisko w sprawach równoœciowych przedszkoli, można dojœć do konstatacji, że głównym sensem istnienia urzędu RPO jest walka ze stereotypami. W pierwszej kolejnoœci prof. Lipowicz najwidoczniej postanowiła zajšć się stereotypem niesłusznie zakładajšcym, iż rzecznik praw obywatelskich zajmuje się ochronš praw obywateli. W ramach walki z tym stereotypowym podejœciem postanowiła być rzecznikiem prymatu państwa nad obywatelem. Nie przeszkadza jej nawet to, że analizowany program wprost namawia nauczycieli do wdrażania jego zaleceń bez wiedzy rodziców (bo przecież ci drudzy „sami również kierujš się stereotypami"). Prawa rodziców to jedno, niestety, nie po raz pierwszy doœwiadczamy ich lekceważenia. A co z prawami dziecka? Pięcioletni chłopcy ubierani w ramach równoœciowych zajęć w spódniczki sš pozbawiani tożsamoœci płciowej, wbrew woli swojej i swoich rodziców. Dzieci to też obywatele, z prawem do poszanowania ich godnoœci. W ich obronie nie stanšł, niestety, rzecznik praw dziecka, który nie podjšł żadnych działań po naszej interwencji. Czy pani rzecznik praw obywatelskich prawa najmłodszych także nie interesujš? Najwidoczniej nie, bo paniš rzecznik interesuje tylko równoœć. Nie chodzi tu bynajmniej o zrównanie praw, które już nastšpiło, czego najlepszym dowodem jest fakt, iż pani Irena Lipowicz jest profesorkš i rzeczniczkš, a nie szwaczkš lub co najwyżej telegrafistkš na poczcie, do czego musiałaby się ograniczyć jeszcze 100 lat temu. Równoœć w programie ,,Równoœciowe przedszkole" jest rozumiana jako zamazywanie różnic. Wolnoœć od płci, zgodnie z zalecanym wierszykiem: „Bawię się, z kim chcę, robię to, co chcę, płeć nie ogranicza mnie". Istnienie różnic na poziomie psychicznym czy behawioralnym, a wynikajšcych „z natury", jest przez współpracujšce z Feminotekš autorki kwestionowane. Według nich widoczne zróżnicowania wynikajš – a jakże! – z zastosowanych wczeœniej stereotypów w wychowaniu.

Równi z Marsjanami

Szkoda, że pani rzecznik entuzjastycznie przyklaskuje takiemu rozumieniu równoœci. Pochwala program za przekonywanie dzieci, że bez względu na to, czy urodziły się dziewczynkš, czy chłopcem, majš w życiu takie same możliwoœci i szanse. Dokładnie takie same? To przecież absurd i oszukiwanie dzieci, bo każda z płci ma swoje uwarunkowania i ograniczenia oraz biologiczne cele. Chłopcom nie powiemy, że urodzš kiedyœ dziecko i będš je karmić piersiš, a dziewczynkom, że zapuszczš brodę i przegoniš w wyœcigach każdego chłopca. To samo dotyczy sfery psychicznej. Każdy, kto ma do czynienia z dziećmi, zauważy chociażby większš koncentrację dziewczynek na relacjach międzyludzkich, a chłopców na przedmiotach. Czy tak trudno zrozumieć, że prawdziwe poszanowanie odmiennej płci opiera się na akceptacji różnic, a nie na ich negowaniu? Rzeczniczkom równoœci najwidoczniej trudno, bo zamiast dać przestrzeń do rozwoju naturalnych zainteresowań, wolš trenować kilkuletnich chłopców w malowaniu paznokci swoim nauczycielkom. Oczywiœcie w ramach przygotowania do zawodu kosmetyczki (kosmetyka?). Dziewczynkom za to rozszerzajš horyzonty, zakładajšc czołówkę i malujšc buzie na czarno – na wypadek, gdyby same nie wpadły na to, by zostać kiedyœ „górniczkami". Według prof. Lipowicz takie podejœcie wcale nie oznacza kwestionowania lub relatywizacji tożsamoœci płciowej dzieci. Jeœli nakazywanie dzieciom odgrywania odmiennych ról płciowych z użyciem takich rekwizytów jak peruki czy spódniczki nie jest kwestionowaniem i relatywizacjš płci, to co by nimi było? Zabrakło nam wyobraŸni, prosimy o przykłady. Zauważyliœmy już, że pani rzecznik nie darzy zbyt wielkim szacunkiem rodziców. Szkoda jednak, że nie uwzględniła nawet zdania profesorów pedagogiki. Naukowcy Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN ostro skrytykowali bowiem „Równoœciowe przedszkole" właœnie za propagowanie wychowania apłciowego, „wysadzanie dziecka z jego biologicznej płci i kształtowanie niechętnego stosunku do niej". Pani rzecznik pisze, że „ustalanie i planowanie programu nauczania należy co do zasady do kompetencji państwa". Nie zauważyła, że „Równoœciowe przedszkole" nie jest programem napisanym przez instytucję państwowš, lecz stanowi propozycję dodatkowš stworzonš w ramach jednego z projektów unijnych. Autorki nie tylko nie realizujš w nim podstawy programowej wychowania przedszkolnego (okreœlonej w rozporzšdzeniu Ministerstwa Edukacji), ale wręcz krytycznie się do niej odnoszš. I to właœnie dlatego poprosiliœmy o interwencję i zainteresowanie różne instytucje publiczne od MEN po RPO majšce czuwać nad tym, żeby dzieci nie były uczone głupot przez ludzi z ulicy, bez wykształcenia pedagogicznego. Może za chwilę wejdzie do przedszkoli Fundacja im. Ericha von Dänikena, która będzie przebierać dzieci za małe zielone ludziki i kazać im wydeptywać kręgi w zbożu? Jeœli podeprš się jakšœ szczytnš ideš, np. równoœci Marsjanek i Marsjan, to czy pani rzecznik też konsekwentnie uzna, że rodzice nie majš prawa się niepokoić? Chyba że będzie nas przekonywać, podobnie jak robi to w przypadku „Równoœciowego przedszkola", że sš to „obiektywne informacje lub treœci". Poszukujšc Ÿródeł tego obiektywizmu, prosiliœmy m.in. ministerstwo edukacji o dokonanie oceny podstawy naukowej programu „Równoœciowe przedszkole". Nie znalazł się tam, niestety, żaden tak odważny urzędnik. Zamiast tego czytaliœmy kolejne odpowiedzi mówišce w dużym skrócie: to nie nasza sprawa.

Wywłaszczanie rodziców

I tu zabawny paradoks: MEN zrzeka się odpowiedzialnoœci za jakoœć programów nauczania i umywa ręce, zasłaniajšc się decentralizacjš systemu oœwiaty. Tymczasem RPO grzmi, że państwo ustala programy i obywatelom wara od tego (majš przecież popołudnia i weekendy). W tym błędnym kole ideologii i zaniechań rodzice mogš odnieœć wrażenie, że urzędnicy bawiš się z nimi w kotka i myszkę. Instytucje państwowe ze szczególnym uwzględnieniem Ministerstwa Edukacji nauczyły rodziców w ostatnich latach, że nie powinni się po nich spodziewać niczego dobrego. Dlatego teraz nie pozwolimy sobie wmówić, że ideologiczne eksperymenty na dzieciach majš cokolwiek wspólnego z troskš o równouprawnienie kobiet. Stłamszenie rodzicielskiej inicjatywy referendum w sprawie edukacji uœwiadomiło nam, że gra toczy się o coœ więcej niż tylko o reformę forsowanš przez rzšd. Obecne stanowisko rzecznika praw obywatelskich w sprawie „Równoœciowego przedszkola" potwierdza, że państwo konsekwentnie chce wywłaszczyć rodziców z prawa do decydowania o edukacji. Ale prędzej pani rzecznik broda wyroœnie, niż my zrezygnujemy z walki o nasze dzieci. Autorzy kierujš Fundacjš ?Rzecznik Praw Rodziców
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL