Ratunek dla Starego Kontynentu

aktualizacja: 21.05.2014, 12:43
Mikołaj Budzanowski
Mikołaj Budzanowski
Foto: Fotorzepa, Robert Gardzin?ski Robert Gardzin?ski

Sytuacja na Ukrainie jest impulsem do działań na rzecz stopniowego zastępowania gazu z Rosji surowcem wydobywanym na terenie Unii Europejskiej – pisze były minister Skarbu Państwa.

Kryzys gazowy w stosunkach z Rosją w 2006 roku  był powodem zaproponowania przez premiera Kazimierza Marcinkiewicza na łamach „Financial Times" idei „paktu muszkieterów". Inicjatywa ta zakładała solidarność w kwestiach energetycznych wszystkich krajów Unii Europejskiej i NATO w myśl dewizy rodem z powieści Aleksandra Dumasa („jeden za wszystkich, wszyscy za jednego"). Jednak wówczas brak akceptacji ze strony Francji i Niemiec doprowadził do szybkiego zarzucenia projektu.
W 2014 roku premier Donald Tusk, również na łamach „Financial Times", tym razem w odpowiedzi na konflikt na Ukrainie zaproponował unię energetyczną. Miałaby się opierać na sześciu filarach: wspólne zakupy gazu, mechanizm europejskiej solidarności, wspólne inicjatywy inwestycyjne w zakresie energetyki, wydobycie gazu łupkowego, wykorzystanie tradycyjnych źródeł energetycznych oraz partnerstwo z krajami spoza UE. Do projektu pozytywnie odnieśli się m.in. prezydent Francji, kanclerz Niemiec oraz premier Hiszpanii, a zainteresowanie realizacją zadeklarował kandydat na szefa Komisji Europejskiej Jean Claude Juncker.
Pierwszym realnym sukcesem nowej propozycji jest przełamanie obecnego marazmu instytucji UE i nadanie tonu dyskusji europejskiej. Inicjatywa jest postulatem pogłębiania integracji w czasie, gdy rośnie grono przeciwników projektu wspólnotowego. Ten pomysł jest również wyrazem budowania wizerunku Polski jako orędownika solidarności w Europie. Istotne jest, że problemy bezpieczeństwa surowcowego zostały podniesione przez kraje Europy Środkowej w sytuacji niezrozumiałego zachowania m.in. Bułgarii i Austrii czy niestabilnego stanowiska Węgier w sprawie South Streamu.

Wolny i otwarty rynek

Podstawowym czynnikiem uzdrawiającym relacje gazowe Unii Europejskiej i Rosji będzie wolny rynek. Wiele osób może postrzegać ten postulat jako mało realistyczny, ale spójrzmy na inny strategiczny surowiec – ropę naftową. Ropa z polskich rafinerii – Orlenu oraz Lotosu – pochodzi prawie wyłącznie ze źródeł rosyjskich, ale jej cena oparta jest na wskaźnikach rynkowych ARA, punktu referencyjnego wartości płaconych za paliwa i ropę w Amsterdamie, Rotterdamie i Antwerpii.
Biorąc rozwiązania dotyczące ropy za wzór, najprostszym mechanizmem odpolitycznienia zakupów gazu byłoby uruchomienie europejskiej giełdy hurtowej surowca. Taka giełda zlikwidowałaby tzw. regionalizację cen surowca przez głównych dostawców gazu do Europy. Podobne rozwiązania znalazły zastosowanie – i to z sukcesem – w USA (Henry Hub), jak również w Wielkiej Brytanii (National Balancing Point) oraz Niemczech (Gaspool/Net Connect Germany). Referencyjnym wskaźnikiem dla Unii Europejskiej mógłby być TTF (Title Transfer Facility) – holenderski ośrodek handlu gazem, najbardziej płynna giełda gazu w Europie lub też kilka giełd: NBP/TTF oraz Gaspool/NCG.
Koło ratunkowe w kwestii uwolnienia rynku dostaw gazu rzuciła także Komisja Europejska. Efektem prowadzonego przez nią postępowania antymonopolowego może być wypracowanie mechanizmów likwidujących klauzule take-or-pay oraz odniesienie do europejskiej ceny giełdowej gazu przy jednoczesnym odejściu od referencji do cen ropy. Taki efekt sporu otworzyłby możliwości prowadzenia postępowań także przeciwko dostawcom gazu skroplonego. Ciekawą propozycją mógłby być zakaz – w ciągu najbliższych pięciu lat – importu gazu do UE, którego ceny są powiązane z cenami ropy, chyba że ze względu na interes europejski zgodzi się na to Komisja Europejska.
Jeżeli udałoby się przeforsować wolnorynkowe rozwiązania, pozostaje pytanie, co z kontraktami już podpisanymi. Polska umowa obowiązuje do 2022 roku, w innych krajach do 2034 roku. Potrzebne jest rozwiązanie prawne obowiązujące wszystkie kraje i przedsiębiorstwa europejskie oparte na referencji do najbardziej płynnej giełdy gazu.

Karpacki Pierścień Energetyczny

Europa musi mówić jednym głosem w zakresie inwestycji infrastrukturalnych. Potrzebne są  inteligentne inwestycje służące celom wspólnotowym, a nie interesom wybranych krajów i firm. Polska w nowej infrastrukturze europejskiego bezpieczeństwa energetycznego może pełnić – z uwagi na stare wyeksploatowane złoża węglowodorów oraz pokłady solne – rolę głównego miejsca składowania surowców. Musimy wykorzystać optymalne położenie geograficzne i geologiczne. Zamiast magazynów na CO2 budujmy w Polsce podziemne magazyny na gaz. To znacznie lepsze rozwiązanie i bezpieczniejsze dla mieszkańców.
Istotnym obszarem nowej fali inwestycji powinny być międzysystemowe połączenia. Konieczna jest rozbudowa infrastruktury w kierunku Litwy, na wzór połączenia elektroenergetycznego, połączeń z Niemcami i południowymi sąsiadami. Nową inicjatywą na rzecz bezpieczeństwa dostaw może być nowy łącznik gazowy pomiędzy Polską a Ukrainą. Dzisiejsza infrastruktura jest niewystarczająca i oparta na starej technologii. Modernizacja połączenia rewersowego w Drozdowiczach oraz sieci gazowej w południowej i wschodniej Polsce, połączonych z budową fizycznego rewersu w Wielkich Kapuszanach na Słowacji (podobnie jak w wypadku gazociągu jamalskiego w Mallnow), a także nowy łącznik Polska–Słowacja to projekty, które stworzyłyby Karpacki Pierścień Energetyczny. Gdy dodamy do tego wolę ukraińskiego rządu, aby wdrożył europejskie zasady regulacji na rynku energii, uzyskamy dostęp do całego ukraińskiego rynku gazu oraz do jednych z największych w Europie magazynów. Powstanie gazowy hub z wyjściem we wszystkich kierunkach.
Infrastruktura nie może być elementem pogłębiania uzależnienia się od Rosji. Przykładem pozornie korzystnej koncepcji była budowa pieremyczki przez terytorium Polski. Mogłoby się wydawać, że był to projekt opłacalny dla nas jako gospodarzy, ale dostawy taniego gazu z Rosji nie kształtowałyby zachęt do inwestowania w polskie zdolności wydobywcze, a Ukraina zostałaby odsunięta na dalszy margines. Podobnie niekorzystne z punktu widzenia Unii jest podpisane ostatnio memorandum w sprawie South Stream. Jeśli zakładamy, że myślimy o bezpieczeństwie energetycznym w kategoriach wspólnotowych, to Wspólnota nie może sobie pozwalać na popełnianie błędów politycznych, takich jak zbyt późna reakcja i opieszałość – jak miało to miejsce w kontekście Nord Stream, a dziś South Stream.
Zamiast symbolicznych sankcji i gestów solidarności Unia musi pokazać realne działania na rzecz rozwiązania problemów energetycznych. Unijne wsparcie projektów, które będą łączyć kraje Europy Środkowej i Wschodniej z Europą Zachodnią, jest kwestią fundamentalną. Od 25 lat cieszymy się odzyskaną wolnością, jednak w obszarze infrastruktury gazowej nadal jesteśmy zbyt często zakładnikami szantażu gazowego.

Importujmy ?model biznesowy

W bieżącej debacie publicznej pojawia się często argument importowania gazu z Ameryki jako swoiste antidotum na problemy w kontaktach z Rosją. Zapominamy jednak, że to amerykański model biznesowy wydobycia dużo szybciej i efektywniej zapewni nam bezpieczeństwo niż amerykańskie błękitne paliwo.
Europa musi postawić na nowe technologie wydobywcze i wsparcie przemysłu przez programy poszukiwań surowców, m.in. w Polsce. Doskonałą okazją do tego jest nowa perspektywa finansowa Unii Europejskiej, która już od tego roku może wspomagać nowe projekty technologiczne w obszarze energetyki. Nie zapominajmy, że bez własnego wydobycia gazu nie możemy mówić o uniezależnieniu się cenowym od dostawców gazu, a przez to o ambitnych planach gospodarczych, podnoszeniu konkurencyjności. Wzorem w tym zakresie pozostają Stany Zjednoczone. Europa musi być konsekwentna w swoich dążeniach, nie zniechęcać się do gazu łupkowego. Problemem nie jest brak surowca, ale brak odpowiednich technologii.
Każdego roku grożą nam kryzysy gazowe na wschodniej granicy, dlatego potrzeba nam wspólnych wysiłków na rzecz podniesienia tempa inwestycji. Mamy wszystkie atuty: pieniądze, potrzebę wykreowaną przez kryzys na Ukrainie, zasoby oraz zaplecze intelektualne. Brakujące ogniwo trzeba importować zza oceanu.
Bez własnego wydobycia gazu nie możemy mówić o uniezależnieniu się cenowym od dostawców gazu, a przez to o ambitnych planach gospodarczych, podnoszeniu konkurencyjności. Wzorem w tym zakresie pozostają Stany Zjednoczone. Europa musi być konsekwentna w swoich dążeniach, nie zniechęcać się do gazu łupkowego. Problemem nie jest brak surowca, ale brak odpowiednich technologii.
Warto przenosić do Europy kulturę podejmowania ambitnych projektów, a nie tylko mylnego asekuranctwa. Nasz niski poziom niezależności energetycznej wiąże się również z brakiem posiadania najbardziej innowacyjnych przedsięwzięć. Zbyt rzadko zadajemy sobie pytanie, dlaczego w Europie nie powstał Google czy Apple, dlaczego nie ruszyliśmy z projektem wydobycia gazu łupkowego o wiele wcześniej.
Dlatego niezbędne jest zwiększanie inwestycji w obszar badawczy i nowoczesnych technologii. Potrzebny jest starannie przemyślany program pod kątem nowych inicjatyw rozwijania technologii energetycznych.
Europa potrzebuje nowego instrumentu finansowego – Europejskiego Programu Energetycznego. Instrument ten byłby skierowany do przedsiębiorców oraz uczelni. W obszarze badawczym i wdrożeniowym powinno się wprowadzić mechanizm współfinansowania od ?75 proc. do 95 proc. Podobnie jak na technologie magazynowania energii w programie „Horyzont 2020". Nowa inicjatywa mogłaby pozyskać wsparcie EBI oraz EBOR. Głównym obszarem inwestycyjnym powinny być unijne projekty infrastruktury energetycznej oraz projekty poszukiwawcze i wydobywcze.
Udział funduszy europejskich w finansowaniu technologii innowacyjnych i niekonwencjonalnych w obszarze wydobycia da gwarancję dostępu do wiedzy wszystkim decydentom. W efekcie nie będzie dylematu, czy technologia jest szkodliwa dla środowiska czy zdrowia ludzkiego. Tylko bezpieczne technologie będą mogły zostać wdrożone. Doświadczenie ostatnich lat dowodzi, że gaz i ropa niekonwencjonalna nie zostaną wydobyte bez nowych, innowacyjnych technologii, a spółki europejskie boją się inwestować w nieznane. Potrzebny jest więc instrument wsparcia.
Podobny mechanizm został powołany w 2008 roku, czyli European Energy Program for Recovery, z którego m.in. finansujemy budowę terminalu LNG w Świnoujściu.

Wspólny interes

Zmiany potrzebują szczególnego impulsu, a takim impulsem jest obecny kryzys. Droga od pomysłu do implementacji przez unijną machinę urzędniczą jest bardzo długa. Projekt Unii Energetycznej powinien zostać przyjęty na poziomie Rady Europejskiej, ale, co znacznie ważniejsze, wytyczne szybko powinny być opracowane przez Komisję.
Historia i doświadczenie uczą, że wrogowie wspólnej polityki gazowej w dniu publikacji w „Financial Times" zaczęli działać na rzecz osłabienia tej inicjatywy. Polska sama niedługo stanie się poligonem doświadczalnym nowej idei unii energetycznej: późną jesienią 2014 roku upływa termin kolejnego zgłoszenia Gazpromowi możliwości renegocjacji ceny kontraktu gazowego. Do tego momentu trzeba się dobrze przygotować, a najlepiej mieć po swojej stronie przyjęte wytyczne Unii Europejskiej, które już raz w 2010 roku pomogły polskiemu rządowi wynegocjować lepsze warunki zasad współpracy z Gazpromem. Trzeba powrócić do tego dobrego przykładu.
Unia Energetyczna może być kolejnym istotnym etapem w projekcie zjednoczeniowym Europy. Faktycznym warunkiem siły Unii Europejskiej jednak jest kształtowanie jej samowystarczalności energetycznej. Realizacja strategii powinna zakładać stopniowe zastępowanie gazu z Rosji surowcem wydobywanym na terenie Wspólnoty.
Autor jest byłym ministrem Skarbu Państwa. Obecnie jest wiceprezesem ds. rozwoju i innowacji Grupy Kapitałowej Boryszew
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE