Klęski żywiołowe

Infrastruktura powodziowa w Polsce

Fotorzepa
Premier zapewnia, że infrastruktura przeciwpowodziowa jest dobrze przygotowana. Inny obraz wyłania się ?z raportu Najwyższej Izby Kontroli, co podchwytuje opozycja.
Służby ratownicze w trybie kryzysowym przygotowują się na ewentualną powódź. Premier Donald Tusk przekonuje, że prace zapobiegające zapowiadanym ulewom podjęto, by nie powtórzyła się sytuacja z 2010 r.
– Dzisiaj mija czwarta rocznica tej wielkiej powodzi i dlatego jesteśmy przeczuleni. Poprosiłem o informacje o stanie zbiorników, które wówczas zawiodły – mówił na posiedzeniu Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. Jego zdaniem wnioski z tamtej klęski zostały wyciągnięte i tym razem służby i infrastruktura są dobrze przygotowane. – Jesteśmy po tych czterech latach mądrzejsi. Sporo rzeczy zrobiliśmy, wielu rzeczy się nauczyliśmy – zapewniał i podkreślał, że służby wykonały ogrom prac w ciągu ostatniego czterolecia.

Zbiornik widmo

Optymizmu Tuska nie podziela PiS. Na południe kraju udał się prezes partii Jarosław Kaczyński, by się przekonać, jak wyglądają przygotowania do powodzi. – Nie wierzymy w propagandę Tuska, szczególnie że dochodzą nas sygnały, że ostatnie lata źle przepracował i naraził Polaków na niebezpieczeństwo – mówił prezes PiS. W podobnym tonie atakują premiera politycy Polski Razem. Ich zdaniem Tusk nie wyciągnął wniosków z poprzednich klęsk. 12,5 mld zł - na tyle oszacowano straty spowodowane powodzią z 2010 roku. To prawie 1 proc. PKB – Rząd jest nieprzygotowany. Tak wynika z raportu NIK – przekonuje „Rz" Paweł Kowal, kandydat na europosła. Dodaje, że w raporcie z 2012 r. „NIK bardzo precyzyjnie pokazał, jakie prace należy wykonać", ale tego nie zrobiono. – Teraz Tusk i jego świta mogą postać na starych wałach, bo przecież nowych w dwa dni nie zbudują – kwituje. Przykład zaniedbań podaje inny kandydat Polski Razem Marek Migalski. – W Raciborzu miał powstać zbiornik Racibórz Dolny. W kwietniu 2013 r. decyzją minister Elżbiety Bieńkowskiej nie uznano jednak dokończenia budowy za priorytet i stracono 330 mln euro – mówi „Rz". Inwestycja ma zostać dokończona do 2017 r., ale nie wierzą w to nawet politycy PO. – To jest bardzo optymistyczny termin. Raczej mało realny. Problemem jest mały postęp prac – mówi „Rz" poseł PO Jacek Lassota. Mimo wszystko przekonuje, że infrastruktura przeciwpowodziowa jest na wyższym poziomie niż w 2010 r.

Czy szczęście dopisze

Zarzuty opozycji potwierdzają jednak kolejne raporty Najwyższej Izby Kontroli. Już we wspomnianym raporcie z 2012 r. NIK alarmował, że budowle hydrotechniczne są w coraz gorszym stanie, a nowych buduje się za mało. Aż ?70 proc. budowli piętrzących wodę ma ponad 25 lat, lecz zdaniem izby problemem nie jest ich wiek, ale brak remontów, który doprowadza do degradacji obiektów. W tym roku NIK sporządził kolejny raport, w którym zarzuca samorządom niewystarczające ograniczenie zabudowy na terenach zalewowych. W dokumencie podkreślono też, że w większości gmin nie informowano inwestorów o zagrożeniach związanych z lokalizowaniem przedsięwzięć na terenach zagrożonych powodzią. Poseł Lassota twierdzi jednak, że nie ma sprzeczności między zapewnieniami premiera a ocenami NIK. – Nie można powiedzieć, że problemy z ochroną przeciwpowodziową są w Polsce rozwiązane, ale dużo się robi. Faktycznie, za mało pieniędzy przeznacza się na utrzymanie tej infrastruktury – przekonuje. Zdaniem posła Krzysztofa Tchórzewskiego z PiS największym problemem jest to, że władze spychają kwestie zapobiegania powodzi na dalszy plan. – Robi się tylko to, co jest niezbędne. Nie ma żadnego systemowego działania. Ten chaos mnie boli – mówi „Rz". – Każdy rząd ma nadzieję, że szczęście dopisze i żadna klęska go nie dotknie – konkluduje Tchórzewski.

Zagrożone 7 proc.

– Doświadczenia z powodzi z 2010 r. zostały wyciągnięte, ale tylko połowicznie – mówi z kolei Paweł Soloch, ekspert ds. administracji publicznej bezpieczeństwa narodowego z Instytutu Sobieskiego. – Przede wszystkim nie nastąpił przełom w poprawie koordynacji działań służb, które w momencie wystąpienia powodzi reagują. Negatywnie oceniam w szczególności podział Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji na dwa resorty. Jego zdaniem to niedobrze, że służby podlegają jednemu ministrowi, a administracja innemu. To tylko niepotrzebnie komplikuje współdziałanie. – Być może jest to problem dostrzegalny na poziomie centrum – mówi Marek Nieć, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego w Nowym Sączu. – Na poziomie lokalnym wszystkie służby ściśle współpracują i nie sądzę, by była konieczna zmiana obowiązujących procedur – dodaje. W ocenie Pawła Solocha nie nastąpiła także oczekiwana mobilizacja środków na rozwój infrastruktury mającej chronić nas przed powodzią. – Autostrady w ciągu ostatnich siedmiu lat się rozrosły, w wypadku inwestycji wodnych czegoś takiego nie obserwujemy. A to przecież bardzo ważna kwestia, bo powodziami zagrożone jest aż 7 proc. powierzchni naszego kraju, a ich skutki dotykają bezpośrednio ponad 2,5 mln osób – mówi ekspert Instytutu Sobieskiego. – Mamy w kraju około 8 tys. km wałów przeciwpowodziowych, które powinny być stale modernizowane – zauważa prof. Waldemar Mioduszewski z Instytutu Technologiczno-Przyrodniczego w Falentach. – Bez zapewnienia odpowiednich środków finansowych trudno jest to zadanie realizować – dodaje.

Koszty dla samorządu

Paweł Soloch zwraca także uwagę na spóźnione prace legislacyjne nad ustawą o ochronie ludności. – Do tej pory opracowano jedynie założenia do projektu regulacji, która ma precyzyjnie określać zadania administracji państwowej i samorządowej, a także służb i straży w momencie wystąpienia zagrożeń, m.in. powodzi. Projekt zresztą – na obecnym etapie – oceniam negatywnie, gdyż wynika z niego, że główne środki zostaną skierowane na rozrost biurokracji, na dodatkowe etaty, a nie na konkretne działania, które zagrożeniom mają przeciwdziałać – mówi Soloch. Polska wdraża także unijną dyrektywę powodziową i na razie czyni to zgodnie z harmonogramem. – Mapy zagrożenia powodziowego zostały opracowane w terminie – mówi prof. Jan Żelazo ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. – Na ich podstawie są opracowywane plany zarządzania ryzykiem powodziowym. To z tych dokumentów powinny wynikać m.in. zasady współdziałania administracji, bo przecież powodzie się tworzą w układzie hydrograficznym, który się nie pokrywa z administracyjnym podziałem państwa na gminy, powiaty czy województwa – tłumaczy prof. Żelazo. Do map zagrożenia powodziowego gminy muszą dostosować też swoje miejscowe plany zagospodarowania. To w nich wskazane zostaną m.in. tereny wyłączone spod inwestycji. – Realizacja tego zadania może się wiązać z ogromnymi kosztami dla gmin – mówi Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich. – Poza kosztem sporządzenia samego planu dojść mogą odszkodowania dla właścicieli wypłacane w związku ze spadkiem wartości nieruchomości znajdujących się na terenach zagrożonych zalaniem – wyjaśnia samorządowiec.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL