Publicystyka

Uwłaszczmy naukowców

Leszek Grabarczyk
archiwum prywatne
Dajmy naukowcom pełną swobodę działania i nieograniczoną możliwość rozwijania przedsiębiorczości. Dopiero wtedy możemy stać się bardziej innowacyjni – uważa zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.
Innowacyjność, innowacyjność, innowacyjność – to słowo ciągle nas otacza. I choć wszyscy wiedzą, że warto myśleć nieszablonowo, to jednak mało kto zastanawia się nad tym, po co. Gdy słyszę to słowo niemal w każdej reklamie lub tekście prasowym mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach to już tylko slogan. Ponoć jeśli staniemy się bardziej innowacyjni, będziemy piąć się w unijnych rankingach innowacyjności. Tymczasem ona nie jest celem samym w sobie. Jest – o czym od dawna uczy historia – środkiem służącym zabezpieczeniu egzystencji narodów i państw, które właśnie dzięki innowacyjności uzyskują przewagę konkurencyjną w gospodarce.

Zamiast „ścieżek zdrowia"

Warto zadać sobie pytanie, co musimy zmienić w naszych postawach, sposobie myślenia i działaniach, aby wyzwolić w Polsce innowacyjność. Niewątpliwie trzeba uwolnić i pobudzić przedsiębiorczość świata akademickiego. A raczej jego części. Dlaczego tylko części? Ponieważ wielu naukowców ze swojej natury będzie się koncentrowało na odkrywaniu, poszerzaniu granic poznania i tworzeniu nowej wiedzy, a więc na tym wszystkim, co jest właściwe im i nauce. Na przedsiębiorczość i prowadzenie biznesu postawią więc dwa, może trzy tysiące przedstawicieli świata akademickiego, którzy mają jednak decydujące znaczenie dla rozwoju polskiej innowacyjności. Muszą mieć pełną swobodę działania. Trzeba stworzyć im nieograniczoną możliwość rozwijania przedsiębiorczości. Drogą do osiągnięcia tego celu może być sfinalizowanie rozpoczętego już projektu zakładającego „uwłaszczanie" naukowców. Dzięki temu będą mogli samodzielnie decydować o tym, jak przekuć swój pomysł na biznes, ale także o tym, czy skorzystać z finansowego wsparcia prywatnego inwestora. Zredukujmy biurokratyczną nadbudowę swoistych „ścieżek zdrowia" w administracji, a wówczas nastawieni proinnowacyjnie i proprzedsiębiorczo naukowcy staną się bardziej zmotywowani i tym samym bardziej efektywni. Uwolnienie tego potencjału może zaowocować ciekawymi, może wręcz przełomowymi wdrożeniami.

„Tak" dla większego ryzyka

„Uwłaszczanie" naukowców i wyzwolenie ich potencjału zdadzą się na nic, o ile nie wzrośnie zaufanie państwa do obywatela i administracji do naukowca. Bez tego trudno mówić o rozwoju innowacyjności. I nie myślę tu jedynie o Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Narodowym Centrum Badań i Rozwoju czy innych instytucjach bezpośrednio związanych z innowacyjnością, ale o całej administracji publicznej. A więc również o urzędach kontroli skarbowej, Najwyższej Izbie Kontroli i wszelkiego rodzaju instytucjach ? zwłaszcza kontrolnych – z którymi mogą się stykać przedstawiciele świata nauki czy biznesu, wdrażający innowacje. To oznacza zaś, że musimy zmienić, a właściwie podwyższyć, jakość kapitału ludzkiego w administracji. Bez dodatkowej, pogłębionej wiedzy o naturze zjawisk i nowych mechanizmach rozwoju przedsiębiorstw nasza innowacyjność po prostu nie „wystrzeli". Warto też pamiętać, że około połowa środków finansowych na badania i rozwój pochodzi dziś od państwa. Trudno w tej sytuacji oczekiwać skokowego wzrostu nakładów na prace badawczo-rozwojowe (B+R) bez jednoczesnego otwarcia się państwa, czyli de facto jego administracji, na większe ryzyko i na nowości. Owszem, bez tej zmiany pieniądze mogą zostać wydane, a raczej – roztrwonione, ponieważ nie musi się to przełożyć na rozwój innowacyjności w naszym kraju. Czego zatem potrzebujemy od administracji publicznej? Wyższej jakości kapitału ludzkiego, większej akceptacji ryzyka i nastawienia na cele i efekt końcowy, a nie tylko na realizacje procedur, jak to się często dzieje obecnie. Urzędnicy powinni być rozliczani właśnie z efektów założonych działań. Konieczna jest jeszcze jedna zmiana: instytucje i agencje państwowe muszą znacznie częściej niż obecnie realizować swoje inicjatywy nie samodzielnie, ale w partnerstwie z organizacjami spoza sektora publicznego. Zapis w ustawie, że dana agencja ma finansować określone zadanie, nie może być usprawiedliwieniem dla postępowania według schematu: „rozpiszemy procedury i samodzielnie je realizujemy". Dzięki działaniu w partnerstwie z prywatnymi przedsiębiorstwami możliwe staje się zarówno współdzielenie ryzyka, jak i współdecydowanie, a tym samym nastawienie na bardziej biznesowe efekty. Autor jest zastępcą dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, współpracuje z Kongresem Obywatelskim, był mówcą w ramach VIII Kongresu Obywatelskiego w październiku 2013 r.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL