Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Marian i Stasio. Żywoty przez parę chwil równoległe

Stanisław Drabich w Alejach Jerozolimskich
Ze zbiorów rodziny Drabichów
Po 70 latach drugie i trzecie pokolenie ocalonych z wojennej hekatomby Żydów i Polaków wcišż odkrywa nieznane karty swojej domowej historii.

O œwicie pod dom na peryferiach Warszawy zajechał samochód. Wysiadło zeń trzech mężczyzn. Znaczki w klapach płaszczów zdradzały funkcjonariuszy gestapo.

Wolska 107, ?wiosna 1943 roku

W mieszkaniu na parterze rozległo się pukanie.

– Pan Stanisław Drabich? – gospodarz przytaknšł, nie okazujšc zdenerwowania pytaniem. – Czy jest tu ktoœ jeszcze?

– Marian, otwórz – zawołał w stronę sypialni, wpuszczajšc Niemców do œrodka. Do pokoju wszedł zaspany krępy blondynek o błękitnych oczach.

– Kim jesteœ? – spytał po polsku gestapowiec.

– To syn moich przyjaciół – odpowiedział gospodarz.

– Niech się ubierze – padł rozkaz.

Wyszli z budynku, za którym długim wšskim pasem cišgnęły się zagony cebuli. Tajniacy prowadzili Drabicha pod ręce, chłopak szedł z tyłu. Wepchnęli aresztowanego do auta.

Marian obszedł wóz, jakby chciał wsišœć z drugiej strony. Wyostrzonymi ze strachu zmysłami ogarniał całš scenę. Jezdnię, tory, nadjeżdżajšcy tramwaj. Instynktownie rzucił się w jego stronę. Zanim tajniacy się zorientowali, był na tylnym podeœcie mknšcego wagonu. Dwie siedzšce kobiety spojrzały po sobie, ich twarze wykrzywił grymas: „Żyd".

Wyskoczył już na pierwszym przystanku, nim konduktor odkrył pasażera na gapę. Nie miał przy sobie ani grosza. Puœcił się biegiem w stronę miasta. Wspomniał wczorajszy dzień. Niedzielnš wizytę w cukierni ze Stasiem, jak go nazywał, a potem wyprawę do kuzynów Drabicha na Pragę. Dom na przeciwnym krańcu miasta wydał mu się jedynš szansš.

Zwolnił, wyrównał krok. Miał przed sobš dwie godziny marszu przez Œródmieœcie pełne okupantów, szpicli i czujnych oczu donosicieli. Nie mógł zwracać na siebie uwagi. W kieszeni miał wprawdzie fałszywš metrykę chrztu, którš zaprzyjaŸniony z Drabichem ksišdz wystawił na nazwisko Mariana Rudzkiego. Przy dokładniejszej rewizji odkryto by jednak także głęboko ukrytš kartę meldunkowš Mosze Icchoka Rozenbluma z Dzielnej 31 w getcie. Zdjęcie na niej było dlań wyrokiem œmierci.

Burakowska 20, koniec lutego 1867 roku

Mistrz bednarski Jan Drabich umarł w wieku 53 lat, pozostawiajšc ciężarnš żonę i gromadkę pociech. Syn ubogiego krawca i przekupki handlujšcej owocami doszedł do niejakiej pozycji i majštku, w czym pomocny był ustosunkowany szwagier Antoni Radziński, cieszšcy się wówczas sławš muzyk, uczeń Elsnera, przez blisko pół wieku organista u Œwiętego Krzyża. Na kilka lat przed œmierciš Drabich sprzedał swój dom przy ulicy Ogrodowej i nabył sporš posesję w Powšzkach. Co prawda niebawem uszczupliły jš władze carskie, zabierajšc częœć ziemi pod esplanadę Cytadeli, ale i tak osieroceni bliscy mieli zapewniony byt.

Dwa miesišce póŸniej przyszło na œwiat ostatnie dziecko. Pogrobowiec Roman miał dwóch znacznie starszych braci: rzeŸnika Jana oraz Marcelego, który prowadził rodzinne gospodarstwo przy Burakowskiej. Kiedy w 1893 roku zmarła ich matka, a zaraz po niej najstarszy Jan, dwaj pozostali podzielili schedę. Marceli osiadł na Nowym Mieœcie, a jego potomkowie mieszkali w kamieniczkach przy Koœcielnej 16 i Zakroczymskiej 4 aż do powstania.

Roman wybrał zaœ Wolę, wieœ szybko się rozrastajšcš, choć nadal jeszcze leżšcš za rogatkami, gdzie coraz to większe fabryki kontrastowały z wiekowymi dworkami i chatami krytymi strzechš. Przez ożenek z Apoloniš Dutkowskš wszedł w kršg tamtejszych ogrodników ze znanych miejscowych rodzin: Grabowskich, Kaszyńskich, Szczecińskich, Rzšców.

Long Island, zima 2008 roku

Dla Susan Rostan Europa to już zamierzchła przeszłoœć. Jej rodzina wyemigrowała z Galicji do Ameryki sto lat temu. Ale jej mšż Robert należy do drugiego pokolenia ocalonych z Holokaustu. Właœnie zostali dziadkami, co w Susan obudziło typowš przy takich okazjach chęć, by wyrysować drzewo przodków wnuczki. Kłopot w tym, że Robert, urodzony już po wojnie we Francji, o losach swoich bliskich w czasach Zagłady i wczeœniej nie wie prawie nic.

Jego zmarła w 2000 roku matka Elżbieta Rozenblum nigdy mu o tym nie opowiadała. Wojenna trauma uczyniła miniony horror tematem zakazanym. Dzieciom nie wolno było pytać, a doroœli milczeli. Kilkakrotne zmiany nazwisk i krajów osiedlenia skutecznie zatarły większoœć œladów. Jeszcze chwila, a historia ich życia w Polsce na zawsze pogršżyłaby się w niepamięci. Ostatnim jej depozytariuszem jest dobiegajšcy osiemdziesištki wuj Roberta, Marian. Susan delikatnie, lecz z determinacjš zaczyna więc dršżyć otwór w murze, który oddzielił ich życie w Nowym Jorku od tego, co wydarzyło się po drugiej stronie oceanu.

Praga, lato 1943 roku

Na poddaszu swego praskiego domu gospodarze trzymali kozę. Dzisiaj może to wydać się œmieszne, za okupacji miało ogromne znaczenie. Kuzynostwu Drabicha koza dawała jednak nie tylko mleko dla ich córeczki. Stanowiła też alibi wobec co bardziej wœcibskich sšsiadów, usprawiedliwiajšc większe niż zazwyczaj zakupy żywnoœci.

Oprócz kozy na ich poddaszu mieszkał bowiem potajemnie Jakub Rozenfarb z synem Józefem i córkš Dankš oraz bratem jej przyjaciółki Elżbiety, Marianem Rozenblumem. Uciekłszy gestapowcom na Woli, spędził w tych warunkach blisko rok. Dni cišgnęły się bezczynnie, ale rozmawiali niewiele. Dla młodego chłopca lekarstwem na strach i apatię okazała się lektura „Pana Tadeusza".

Czasem odwiedzała ich Elżbieta, która się nie ukrywała. Miała „dobry" wyglšd i mocne papiery na nazwisko Rajewska, pracowała jako pielęgniarka. Zimš 1943 roku na pewien czas zamieszkała nawet razem z bratem w Alejach Jerozolimskich, co nieomal skończyło się tragicznie. Kobieta, która wynajęła im pokój, chyba się domyœlała, że sš Żydami, ale nie miała zastrzeżeń. Ktoœ inny musiał ich wydać. Uciekli przed gestapowcami tylnymi, kuchennymi schodami i wpadli do gabinetu lekarskiego w drugiej klatce kamienicy. Doktor kazał im usišœć w poczekalni i udawać pacjentów. Niewiele by to pomogło, skoro Elżbieta miała na sobie zaœnieżony szlafrok. Niemcy tu jednak nie przyszli, a Marian wkrótce wrócił na Pragę.

Wolska 107, ?marzec 1930 roku

U Drabichów prym wiodš synowie nieżyjšcego od dwóch lat Romana. Starszy, Józef, kończy aplikację adwokackš. Niedługo rozpocznie własnš praktykę, ale jego los naznaczy cišgła obecnoœć œmierci. Pierwsza, ukochana żona, bliska krewna Maria Krajewska, umrze na cukrzycę parę lat po œlubie. Z drugš, Mariš Traczyńskš, będzie miał kilkoro dzieci, ale tylko jedno przeżyje okres niemowlęcy. A potem przyjdzie wojna, z której ocaleje jedynie sam z synem. Na razie jednak nic nie zwiastuje katastrofy.

Młodszy z braci, Stanisław, rocznik 1907, prowadzi rodzinne gospodarstwo i aktywnie działa w Towarzystwie Przyjaciół Woli. Nadzoruje remonty ulic, budowę kanałów, urzšdzanie parku Sowińskiego. Józef jest radcš prawnym TPW, należy też do Stronnictwa Ludowego. Afiliacja nietypowa wœród mieszczan, cišżšcych wtedy ku endecji, o którš i on się otarł, kiedy studiujšc na Uniwersytecie Warszawskim, należał do korporacji Aquilonia. Ale ludowej opcji politycznej pozostanie wierny aż do końca życia. W latach 30. przeciwdziała infiltracji SL przez komunistów, broni chłopów w procesach wytaczanych za udział w strajkach.

Jednym z lokatorów ich domu jest krawiec Izrael Rozenblum. Mieszka na piętrze z żonš Rywkš i szóstkš dzieci. Właœnie urodzili mu się dwaj najmłodsi synowie, bliŸniacy Mosze i Menachem. Rozenblumom robi się tu coraz ciaœniej. Izrael ma zmysł do interesów, ale brak mu kapitału. Decyduje się zatem poprosić Stanisława o pożyczkę. Czy Drabich zgodził się jej udzielić ze względu na sympatię do pięknej córki Rozenblumów, Elżbiety? Pewnie nigdy już się nie dowiemy, czy to jej dotyczy legenda rodzinna Drabichów, mówišca o zwišzku uczuciowym Stanisława z Żydówkš.

Izrael szybko rozkręca handel ubraniami. Pod koniec międzywojnia jest już zamożnym człowiekiem. Rozenblumowie mieszkajš wtedy przy Ptasiej 4, nieopodal Goœcinnego Dworu, gdzie znajdujš się dwa należšce do Izraela sklepy. Posiada jeszcze jeden, dla lepszej klienteli, w którymœ z pryncypalnych miejsc Warszawy, ale sam się w nim nigdy nie pojawia. Prowadzi go Polak i nic ma nie zdradzać, że nie jest to „handel chrzeœcijański".

Najstarsi z rodzeństwa, Adam i Leon, pomagajš ojcu, a Elżbieta pracuje w składzie przyborów dentystycznych Dentorex znanych w tej branży Szmuela i Frejdy Mańskich. Tuż przed wojnš właœciciele wyemigrowali do Stanów, a Izrael kupił od nich firmę dla narzeczonego córki, Beniamina Rutmana. Elżbieta prowadziła jš potem również w getcie, przy Solnej 18. Interesy idš tak dobrze, że Rozenblum myœli o kupnie studebakera i rozwinięciu usług spedycyjnych. Nadszedł jednak 1 wrzeœnia 1939 roku i plany te nigdy nie doszły do skutku.

Przekonany, że Niemcy będš przeœladować tylko przedsiębiorców żydowskich, Izrael z pierworodnym synem Adamem oraz zięciem Rutmanem ucieka na zajętš przez Sowietów Białostocczyznę. Wiosnš 1940 roku bieżeńców NKWD deportowało do obwodu archangielskiego. Uwolnieni z zesłania po traktacie Sikorski-Majski, resztę wojny spędzš w Bucharze w republice uzbeckiej. Do Polski wrócš w ramach repatriacji w roku 1946.

World Wide Web, 2013 rok

Minęło pięć lat, odkšd zostałem ojcem. Przez ten czas, wiedziony podobnym instynktem co Susan Rostan, systematycznie badałem dzieje swojej rodziny. Przez internetowy portal genealogiczny nawišzałem kontakt z potomkami dwóch linii Drabichów: wywodzšcych się od Marcelego, za którego wyszła siostra mojego prapradziadka, i od Romana. Ich współczesne informacje dopełniły wielopokoleniowego wywodu. Razem wiedzieliœmy już bardzo dużo. Wkrótce miało się jednak okazać, że dalece nie wszystko.

Pod koniec marca napisała do mnie Susan Rostan. Od lat poszukiwała informacji o członku tej rodziny, którymi akurat dysponowałem. Upewniwszy się, że to nie pomyłka, napisała: „Bardzo uradowałeœ mojego wuja. Stanisław Drabich ocalił życie jemu, mojej teœciowej, jak też teœciowi i jego rodzinie oraz licznym znajomym. Dlatego musi być upamiętniony. Napisałam o tym ksišżkę". To było jak grom z jasnego nieba. Stanisław nigdy się nie ożenił, zmarł bezpotomnie. Dzieci i wnuki jego brata o tej karcie z życia stryja nie miały aż dotšd pojęcia.

Kazimierzowska 85, powstanie '44

Modernistyczna kamienica na rogu Rakowieckiej, bezpoœrednio sšsiadujšca z więzieniem, tylko w pierwszych godzinach walki była w zasięgu powstańców. Od 2 sierpnia tę okolicę kontrolowali Niemcy. Stšd wyprowadzali ataki w głšb powstańczego Mokotowa i tu wracali, by odpoczšć na terenie pobliskich, jeszcze carskich koszar. Gardłowe głosy żołdaków i krzyki rozstrzeliwanych przenikały nawet grube mury.

Stanisław Kudelski ich nie słyszał. W konspiracji podoficer Kedywu, walczył w tym czasie w Œródmieœciu w Batalionie Kiliński. Ale w jego mieszkaniu pozostali dwaj goœcie. Marian Rozenblum mieszkał tu od marca wraz z Józefem Rozenfarbem. Kiedy po wybuchu powstania Niemcy nakazali opuœcić budynek, Józef bał się wyjœć, żeby nie rozpoznano w nim Żyda. Obaj schronili się więc w przygotowanej uprzednio skrytce w piwnicy. Pod nosem przeœladowców przetrwali aż do 17 stycznia 1945 roku. Ocaleni z obydwu rodzin mieszkali u Kudelskiego jeszcze przez kilka powojennych miesięcy.

Marian do dzisiaj wspomina Drabicha z czułoœciš: „Stasio był jedynš osobš poza gettem, która nam pomogła, a której nie płaciliœmy". Podkreœla wyjštkowš bezinteresownoœć wybawcy i swojš wdzięcznoœć wobec niego, co wywołuje sprzeciw spisujšcej jego relację Susan Rostan: „Zastanawiam się, czy to rzeczywiœcie coœ zmienia. Pienišdze nie mogły być wystarczajšcš motywacjš, żeby ryzykować życie". „To byli naprawdę dobrzy ludzie" – dodaje polubownie Rozenblum.

Złote carskie ruble, popularnie zwane œwinkami, poróżniły towarzyszy niedoli. Józef zakopał je w mokotowskiej kryjówce, ale już póŸniej nie mógł ich odnaleŸć. Podejrzewał, że Marian je wykradł. Po dłuższych poszukiwaniach skarb udało się wreszcie wykopać, ale fałszywe oskarżenie zacišżyło na ich póŸniejszych relacjach. Wspólnota dramatycznych doœwiadczeń nie budowała wzajemnego zaufania ani nie łagodziła niszczšcego wpływu na przeœladowanych, co pokazały najbliższe powojenne lata. Nitki ich losów i łšczšce ich więzi będš się rwać raz po raz.

Wolska 107, ?4 sierpnia 1944 roku

Wojna rok po roku wyludniała dom Józefa Drabicha. Pierwszej okupacyjnej zimy zmarła matka. Po kolejnym porodzie œmierć zabrała jego drugš żonę, a rok wczeœniej gestapo zabrało brata.

Opowiada jego wnuczka Aleksandra Komska: „Czwartego dnia powstania dziadka razem z moim tatš, niespełna trzyletnim, dwumiesięcznš córkš, teœciowš i innymi mieszkańcami zabrano na miejsce egzekucji. Niemcy rozdzielili mężczyzn od kobiet i dzieci. Poczštkowo dziadek miał nadzieję, że będš zabijać tylko mężczyzn. Gdy zorientował się, że się myli, uznał, że nie ma nic do stracenia. Nastšpiło jakieœ zamieszanie, ktoœ ważny przyjechał. Ludzie leżeli wtedy na ziemi. Dziadek zdołał pokazać mojemu tacie, żeby się doń przyczołgał. Inni byli wœciekli, że cokolwiek próbuje robić. Nie mógł pojšć, dlaczego wszyscy nie próbowali uciec. Dysproporcja między liczbš ofiar i oprawców była tak duża, że wielu udałoby się uratować. Gdy mój tata był już blisko, dziadek po prostu wstał, złapał go i rzucił się do ucieczki. Opowiadał, że był tam wysoki mur, około trzymetrowy. Przerzucił nad nim dziecko i sam jakoœ przeskoczył. Gdy poszedł tam po wojnie, nie mógł uwierzyć, że zdołał to zrobić. Tego dnia oprócz nich uratowała się jeszcze tylko jedna lub dwie osoby, które przeżyły strzał".

RzeŸ pochłonęła większoœć wolskich krewnych i sšsiadów Drabichów. Ich domy spalono, a ruiny rozebrano. Po wojnie nie było tu do czego wracać, zwłaszcza dawnym właœcicielom posesji, odebranych dekretem Bieruta.

„Dziadek z tatš trafili do dulagu w Pruszkowie, ale nie byli tam długo. Uratowała ich perfekcyjna znajomoœć niemieckiego dziadka i typowo ťaryjskaŤ uroda ojca. Lekarz wystawił zaœwiadczenie, że tata ma tyfus, i wyrzucili ich z obozu. Resztę wojny spędzili u rodziny, tułajšc się. Na Wolę nigdy nie wrócili – mówi Komska. – Dziadek nie wspominał czasów wojny. Radził sobie z ciężkimi wspomnieniami, wypierajšc je z pamięci. Mój tata dopiero jako dorosły człowiek dowiedział się, jak przeżyli powstanie".

Neuilly, 7 marca 1949 roku

Elżbieta urodziła Roberta już pod Paryżem. Jej mšż Józef przekształcił dotychczasowe nazwisko Rozenfarb na Rostan, żeby upamiętnić swego brata Stanisława, zmarłego w dzieciństwie na białaczkę, oraz by ich pochodzenie było trudniej rozpoznawalne. Wprawdzie władze francuskie pozwalały polskim Żydom osiedlać się nad Sekwanš, ale nie byli oni tam mile widziani, a ich prawa pozostawały ograniczone.

Józef i Elżbieta pobrali się jeszcze w Polsce, gdy wyszło na jaw, że jej pierwszy mšż Beniamin Rutman nie wrócił z ZSRR do kraju, lecz trafił do Afryki. Widziała go jeszcze tylko raz, wiele lat póŸniej, w Ameryce. Zanim wyjechali do Francji, Rostanowie adoptowali osieroconš żydowskš dziewczynkę. W Paryżu któregoœ dnia porwali jš ze szkoły jej krewni i wywieŸli do Izraela, gdzie odtšd się wychowywała. Z Elżbietš mogła się ponownie spotkać dopiero w 1960 roku, po osišgnięciu pełnoletnoœci. Małżeństwo Rostanów nie przetrwało tej kolejnej traumy. Kiedy się rozeszli, Józef wyjechał do Kanady.

Polskę postanowili zaœ opuœcić po pogromie kieleckim. Choć ich samych nie dotknšł powojenny antysemityzm, nie mogli dłużej żyć w kraju, w którym stracili większoœć swoich bliskich. Marian już przedtem z żydowskiego sierocińca w Zatrzebiu koło Falenicy trafił do szkoły syjonistycznej w Anglii. Stamtšd jako pierwszy popłynie za ocean.

Natomiast starszy brat Elżbiety, Adam, wybrał Francję, gdzie zmienił nazwisko na Rodier. Jego œladem poszła siostra z ich ojcem oraz swoimi – jeszcze – mężem Józefem i przybranš córkš. W Paryżu musieli zaczynać wszystko od nowa. Jak 20 lat wczeœniej, Izrael Rozenblum znów szył spodnie. I znów musiał prosić innych o pomoc, bo jako cudzoziemiec nie miał prawa posiadać własnego zakładu. Jego chałupniczš działalnoœć oficjalnie firmowała pewna Francuzka. Umarł w 1952 roku, na jego paryskim nagrobku widniejš też imiona żony i trzech synów – ofiar Zagłady.

Cztery lata póŸniej Elżbieta i mały Robert na zawsze wyjechali z Europy. W Nowym Œwiecie wszyscy rozpoczęli nowe życie, mocno zatrzaskujšc drzwi za dawnym.

Pawiak, 16 lipca 1943 roku

Mężczyzn wyprowadzano na podwórze, układano warstwami na leżšco w budach i wywożono po kilkudziesięciu. Egzekucja trwała 1 godz. 50 minut" – zapisano w raporcie podziemia. Niemcy rozstrzeliwali więŸniów w zrujnowanych po likwidacji getta domach przy Gęsiej. Rozplakatowane wieczorem niemieckie obwieszczenia tłumaczyły, że był to odwet za atak gwardzistów PPR na kolumnę SA.

Zginęło ponad 130 więŸniów Pawiaka. Na liœcie zamordowanych, sporzšdzonej przez więziennš konspirację, Stanisław Drabich figuruje pod przeinaczonym nazwiskiem: Drabicki. Może udało mu się zataić swš prawdziwš tożsamoœć i dzięki temu ocalić resztę rodziny? Faktem pozostaje, że wbrew praktyce hitlerowców nie objęły jej represje.

Od chwili aresztowania Józef Drabich starał się uratować brata od niechybnej zguby. Gestapo miało mocne dowody przeciw Stanisławowi: fałszywe dokumenty jego żydowskiej lokatorki Nory Goldman. Żona bankowca i poliglotka nie umiała żyć w cišgłym ukryciu. Pracowała jako tłumaczka na mieœcie i niemiecki szef jš zdemaskował. Niewiele brakowało, by mecenas Drabich dzięki swoim szerokim kontaktom – sięgajšcym władz tajnego SL „Roch" i Departamentu Sprawiedliwoœci Delegatury Rzšdu na Kraj – wykupił brata z aresztu. Był już ponoć umówiony z jakimœ konfidentem gestapo, lecz w ostatniej chwili okazało się, że jest za póŸno. Stanisław został stracony. Przed œmierciš zapewne przeszedł œledztwo w alei Szucha, jednak nikogo nie wydał, skoro Niemcy nie trafili na trop jego kuzynów na Pradze i ukrywajšcych się tam Rozenfarbów.

Getto, lato 1942 roku

Podczas wielkiej akcji likwidacyjnej Niemcy wywieŸli matkę Mariana Rozenbluma, Rywkę Wilde, i jego brata bliŸniaka Menachema. Najpewniej oboje zostali zagazowani w Treblince. Dwaj inni bracia, Leon i Hil, podzielili ten los wiosnš 1943 roku, jeszcze przed wybuchem powstania w getcie.

W czasie akcji zginęła także Etel Rozenfarb, matka Józefa i Danki. Stała podczas ulicznej selekcji razem z córkš. Dankę uratowała jej uroda, na którš zwrócił uwagę oficer SS. Kiedy na jego gromkie „Raus!" uciekała stamtšd co sił w nogach, matka po raz ostatni odprowadzała jš wzrokiem. Tę historię, która przeœladowała Dankę do końca życia, wnuki Etel poznały dopiero 68 lat póŸniej.

Mariana z tej samej selekcji wyreklamowała niemiecka Żydówka, kierujšca biurem w szopie Schultza, gdzie był gońcem. Opuœcił getto 18 stycznia 1943 roku dzięki elektrykowi, który wychodzšc do pracy za murami, wzišł go ze sobš jako rzekomego pomocnika. Prosto stamtšd chłopak udał się pod wskazany mu przez siostrę adres: na Wolskš 107.

* * *

W lipcu 2013 roku Stanisław Drabich został oficjalnie zaliczony w poczet Sprawiedliwych wœród Narodów Œwiata. Warszawska ambasada Izraela wkrótce ma wręczyć jego rodzinie pamištkowy medal i dyplom. Marian Rozenblum złożył w Yad Vashem relacje także o zasługach pozostałych swoich wybawców: małżeństwa z Pragi i Stanisława Kudelskiego, który tytuł Sprawiedliwego otrzymał na wniosek innych ocalonych już w 1986 roku. ?

Personalia „kuzynostwa z Pragi" nie zostały ujawnione na życzenie ich potomków.

Autor jest krytykiem literackim, varsavianistš i genealogiem

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL