Komentarze

Kenia nas wyprzedza w postępowych małżeństwach

Tomasz P. Terlikowski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Ryszard Waniek
Twój Ruch powinien się wstydzić. W postępowości wyprzedza nas bowiem już nie tylko Szwecja, Wielka Brytania czy Francja, ale nawet Kenia. I nie jest to przesada.
W afrykańskiej Kenii rozwinęła się bowiem właśnie debata nad nietradycyjnym (przynajmniej w Europie i świecie zachodnim) podejściem do małżeństwa, które mogłoby zachwycić każdego postępowca. Kenijscy parlamentarzyści uznali bowiem, ni mniej ni więcej, tylko że jest gigantycznym problemem fakt, iż inspirowane chrześcijańską moralnością prawo ogranicza prawa poliamorystów, czyli że mężczyzna, który tego chce, nie może mieć kilku żon.
Ten skandal dyskryminacji nie po chrześcijańsku podchodzących do małżeństwa ma zostać przełamany przez nowe prawo rodzinne. Niestety, część niepostępowych afrykańskich kobiet przekonuje, że jeśli poliamoria (no dobra, w wydaniu afrykańskim po prostu poligamia) ma zostać wprowadzona, to tylko za zgodą pierwszej żony. Ale na to postępowi Afrykanie mają prostą – jakże dobrze znaną – odpowiedź, że nie wolno ograniczać potrzeb ludzkich, że każdy powinien mieć prawo do życia po swojemu. Nie zabrakło także argumentu, że wszyscy, którzy są przeciwko męskiej poliamorii, w istocie występują przeciwko dzieciom pochodzącym z takich związków. „Jestem synem drugiej żony mojego ojca, gdyby nowe prawo funkcjonowało wówczas, nie byłoby mnie na świecie" – przekonywał deputowany Benjamin Washiali. A muzułmański polityk dodawał, że nie może być tak, że chrześcijańskie standardy narzucane są innym. Po co o tym piszę? Odpowiedź jest prosta. Jeśli jesteś – drogi Czytelniku – przeciwko kenijskim rozwiązaniom prawnym, jeśli uznajesz, że naruszają one jakieś zasady i normy, to w istocie opowiadasz się za uznaniem, że istnieją jednak zasady i normy niezmienne, i że małżeństwo jest związkiem dwóch (a nie więcej) osób. To zaś oznacza, że „nietradycyjne" związki nie są małżeństwami, a złem społecznym, z którym należy walczyć, bo krzywdzą one kobiety. Tyle że to oznacza, że w istocie nie jesteś w pełni postępowy, i że uznajesz, że państwo może narzucać pewne standardy życia. A w takiej sytuacji można i trzeba zadać pytanie: dlaczego państwo nie może ich również narzucać w obronie innej prawdy o małżeństwie, która jest zresztą o wiele bardziej powszechna i uniwersalna, czyli zasady, że tworzy je mężczyzna i kobieta dla zrodzenia i wychowania dzieci?
Zgoda na uznanie, że małżeństwo jest czym innym, otwiera drogę także do tego, żeby zaakceptować rozwiązania kenijskie. I aż trudno nie zadać pytania: kiedy i Twój Ruch wprowadzi je pod debatę publiczną? Autor jest filozofem, ?redaktorem portalu Fronda.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL