Płk Kukliński dla Polaków to raczej bohater

aktualizacja: 10.03.2014, 01:05
Maja Ostaszewska i Marcin Dorociński jako Kuklińscy w filmie „Jack Str...
Maja Ostaszewska i Marcin Dorociński jako Kuklińscy w filmie „Jack Strong”
Foto: Rzeczpospolita, Marcin Makowski Marcin Makowski

Więcej jest dobrze oceniających słynnego szpiega niż uznających go za zdrajcę.

Najwięcej jest Polaków, którzy uznają, że nie można jednoznacznie stwierdzić, czy płk Ryszard Kukliński był bohaterem, czy zdrajcą – wynika z sondażu IBRiS Homo Homini przeprowadzonego dla „Rz". Taką odpowiedź daje  37 proc. badanych. Niewiele  mniej (33 proc.) ankietowanych ocenia, że oficer wojsk PRL, który przekazał Amerykanom m.in. plany stany wojennego, uważa go za bohatera.
Za zdrajcę uznaje go jedynie 9 proc. badanych. To mniej osób niż te, które przyznają, że nie znają tej postaci. W badaniu zadeklarowało to 13 proc. ankietowanych (miesiąc temu, gdy pytaliśmy, ile osób wie, kim był Kukliński, 70 proc. odpowiedziało pozytywnie, 30 proc. nie znało tej postaci). Pozostali nie mają w tej sprawie zdania. To również mniej więcej co dziesiąty Polak.
Jeszcze większa różnica między antagonistycznymi postawami występuje, gdy odrzuci się tych, którzy nie znają postaci Kuklińskiego. Wtedy 37 proc. uważa go za bohatera, a tylko 9 proc. za zdrajcę. Określić się jednoznacznie nie potrafi 42 proc. badanych.
Z wyników cieszy się Filip Frąckowiak z Izby Pamięci Pułkownika Kuklińskiego w Warszawie. – Przewaga osób, które uważają go za bohatera, nad tymi, którzy sądzą, że był zdrajcą, jest znaczna – ocenia. Jednak martwi go postawa największej grupy badanych.
– Ta liczba osób, które nie potrafią go ocenić, bardzo źle świadczy o kondycji moralnej naszego społeczeństwa i jest to wynik propagandy postkomunistycznej, która przy okazji ostatnich dyskusji przekonywała, że trzeba się wstrzymać od oceny, bo nie wszystko jeszcze na ten temat wiemy, a jest to nieprawda. Jest się na czym oprzeć – przekonuje.
To aluzja do dyskusji z okazji premiery filmu „Jack Strong" Władysława Pasikowskiego, który wszedł do kin 7 lutego, tuż przed dziesiątą rocznicą śmierci pułkownika. Z danych dystrybutora wynika, że do końca zeszłego tygodnia, czyli w niespełna miesiąc, obejrzało go 1,034 mln widzów.
Z informacji na stronie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej wynika, że film ten był najchętniej oglądany w prawie każdy weekend swojego wyświetlania.
Już w tej chwili przebił zeszłoroczne hity: „Drogówkę" Wojciecha Smarzowskiego i „Wałęsę. Człowieka z nadziei" Andrzeja Wajdy.
Kopie filmu o Kuklińskim nie dotarły jeszcze jednak do wielu mniejszych miast.
Według Frąckowiaka wielu mieszkańców tych miejscowości występuje do producenta z prośbą o przekazanie kopii i organizuje pokazy. Skąd o tym wie? – Zapraszają mnie na prelekcję przed i po filmie – mówi.
Zainteresowanie przeżywa też muzeum, które prowadzi. – Ciągną tłumy. Przychodzi co najmniej dwa razy tyle osób, co dotąd – zapewnia. – Izba otwiera się specjalnie nawet poza godzinami funkcjonowania, na życzenie wycieczek, które przyjeżdżają do kina i chcą pogłębić swoją wiedzę po seansie lub się do niego przygotować.
Bo to właśnie brak wiedzy jest zdaniem Frąckowiaka przyczyną tego, że tak duża liczba Polaków nie jest w stanie jednoznacznie ocenić czynu Kuklińskiego. Przypomina, że zmiany w programie nauczania historii prowadzą do ograniczenia liczby godzin poświęconych na czasy po II wojnie światowej.
– Jeżeli się nie uczy ludzi historii, to oni potem nie wiedzą, jak się na takie tematy wypowiedzieć – wskazuje i przekonuje, że takich dylematów nie ma młodzież ze szkół, które zapraszają go na spotkania. – Jeśli dostają informacje o tym, w jakim otoczeniu działał Kukliński, to wszystko jest dla nich zrozumiałe.
Sondaż przeprowadzono telefonicznie w dniach 7–8 marca na 1100-osobowej grupie Polaków. Błąd oszacowania wynosi 3 pkt proc.
Zobacz mapę ataku ZSRR, którą Kukliński przekazał USA

POLECAMY

KOMENTARZE