Zielone chmury nad lokatorskim niebem

aktualizacja: 16.02.2014, 15:25
Berlin
Berlin
Foto: Fotorzepa, Dariusz Gorajski

Kamienicznicy w Berlinie często wykorzystują luki w prawie dotyczącym przyjaznych środowisku domów, by podnosić czynsze.

Kopenhagener Strasse jest spokojną uliczką w dzielnicy Prenzlauer Berg po wschodniej stronie wytyczonej przez mur berliński. Większość kamienic przy tej wybrukowanej ulicy została zbudowana pod koniec XIX wieku, kiedy Berlin przeżywał swoją wielką industrializację, jako odpowiedź na opisywaną przez Engelsa społeczną segregację w Manchesterze: niech białe i niebieskie kołnierzyki mieszkają pod jednym dachem. Przynajmniej taka była intencja - piszą dziennikarze "Guardiana".

Ekologiczne wymogi

Dziś domy przy Kopenhagener Strasse są nadal bliskie tego ideału. Front kamienicy pod numerem 46 zamieszkują studenci i pracownicy mediów. A w oficynie okalającej podwórko rodzina pielęgniarki mieszka na tym samym piętrze, co artyści i emeryci. Czynsz jest tam wciąż stosunkowo niski. Powiada się, że para, która mieszka w tej kamienicy od 1962 roku, płaci za wynajem 10 euro miesięcznie.
Ale ostatnio pod numerem 46 sprawy zaczęły się zmieniać. Rok temu budynek kupił inwestor, który ma już kilka posesji w całym Berlinie. Po czterech miesiącach przyszedł list, który zawiadamiał lokatorów o pilnych renowacjach, z instalacją gazowego ogrzewania, potrójnych szyb i dodatkowego ocieplenia włącznie. Nowy właściciel powołał się na ekologiczne wymogi, które niemiecki rząd chętnie promuje, i które lokalne samorządy przyjmują bez zmrużenia oka.  Haczyk był ukryty w końcówce pisma: czynsze wzrosną o ponad 300 proc.
Jeden z lokatorów, 73-letni emeryt, który mieszkał w poprzecznej oficynie, za trzypokojowe mieszkanie płacił do tej pory 370 euro miesięcznie. Nagle ujrzał kwotę do zapłacenia w wysokości 1,2 tys. euro. - Cóż, mili państwo, czyż nie powinniśmy zaakceptować tej szlachetnej oferty i ostatecznie mieszkać w luksusowym domu, jak normalni ludzie? - napisał we wrześniu ubiegłego roku na swoim blogu poświęconym tej kamienicy. Jego sarkazm skrywał rzeczywiste lęki - czytamy na łamach "Guardiana".  Po miesiącu od napisania tej notki emeryt - bloger zmarł w wyniku przewlekłej choroby serca. Sąsiedzi twierdzą, że miał poważne problemy ze snem.
Berlin wciąż uchodzi w Europie za raj dla lokatorów. Bez nowoczesnego lotniska i rozwiniętego sektora finansowego, które napędzałyby ceny nieruchomości, stolica Niemiec była od stuleci tanim miejscem dla europejskiej bohemy i artystycznej awangardy.
Tradycyjnie trudno było tu o kredyt hipoteczny. Lokatorzy wciąż cieszą się stosunkowo dobrą ochroną prawną. I tak odsetek właścicieli mieszkań, już przecież niski w całych Niemczech, w Berlinie jest jeszcze niższy. W 2011 roku właścicielami nieruchomości było 15,6 proc. berlińczyków. Dla porównania - w Londynie ten odsetek wynosi prawie 50 proc.
Jednak wielu berlińczyków obawia się, że miasto, które jest miejscem pierwszego wyboru dla młodych Europejczyków, straci ten walor. Od 2007 roku czynsze w Berlinie wzrosły o 28 proc., i cały czas idą w górę, prawie dwa razy szybciej niż średnia krajowa.

Alarmujące wzrosty cen

W październikowym raporcie Bundesbanku czytamy, że w wielkich niemieckich miastach, takich jak Berlin, nieruchomości mogą być przeszacowane o ok. 5 - 10 proc.
Posesja z kamienicą przy Linienstrasse w berlińskiej dzielnicy Mitte, ukazuje alarmującą wizję przyszłości miasta. Wartość posesji  wzrosła dziesięciokrotnie od 1997 roku. Wtedy sprzedano ją za równowartość 700 tys. euro. W międzyczasie nieruchomość zmieniła właścicieli czterokrotnie, by znów znaleźć się na rynku z ceną powyżej 8 mln euro.
Przypadki takie, jak wspomnianego emeryta - blogera nie są ani rzadkie, ani nowe. Wielu starszych ludzi, którzy są zmuszeni do opuszczenia swoich trzysypialnianych  mieszkań, zdaje sobie sprawę, że nie stać ich nawet na wynajem kawalerki w tym samym rejonie miasta.
Berlińskie zasoby mieszkań komunalnych zmniejszają się, pomimo że rośnie na nie popyt. Według Hanover's Pestel Institute, stolica Niemiec potrzebuje dodatkowo 500 tys.tanich mieszkań, podczas gdy miasto nie wybudowało żadnych czynszówek od początku 2000 roku.  Ocenia się, że rocznie będzie ubywać ok. 4,5 tys. mieszkań komunalnych.
Senat Berlina ogłosił, że znalazł fundusze na budowę w tym roku ok. 1 tys. tanich domów. Nie wiadomo, czy staną one na obrzeżach miasta czy w centrum. - Niebezpieczeństwem dla Berlina nie jest to, że upodobni się do Londynu, lecz to, że stanie się jak Paryż, gdzie ubodzy i starzy są wypychani na peryferia miasta - twierdzi na łamach "Guardiana" Andrej Holm, socjolog, który prowadzi blog na temat berlińskiej gentryfikacji.

Prawdziwe zagrożenie

W odróżnieniu od tych, którzy krytykują Berlin za to, że staje się atrakcją turystyczną, Holm uważa, że ta gentryfikacja przynosi miastu korzyści. 20 lat temu w niektórych częściach obecnie bardzo modnego Prenzlauer Berg, były uliczki bez oświetlenia, kamienice mające toalety jedynie w podwórkach i mieszkania ogrzewane piecami węglowymi. Teraz większość tego rejonu wygląda nowocześniej niż zachodnie części miasta.
Prawdziwym zagrożeniem dla Berlina nie jest więc gentryfikacja, lecz  gentryfikacja bez podniesienia standardów życia - czytamy na łamach "Guardiana". Postępujące reformy prawa lokatorskiego umożliwiły kamienicznikom, w przypadku "modernizacji energetycznej", przerzucenie ponad 11 proc. kosztów własnych na lokatorów.
Pojawiają się doniesienia o nadużyciach. W kolejnych dzielnicach, takich jak Prenzlauer Berg, Neukölln i Kreuzberg, kamienicznicy mają wykorzystywać tę regułę energetycznej modernizacji, po to, by wyrzucać starych lokatorów poprzez zawiadamianie o drogiej modernizacji. Potem mieszkanie, bez dokonywania jakichkolwiek prac, jest wystawiane na rynek po wyższej cenie. Ponieważ te przypadki przyciągnęły uwagę mediów, rząd zobowiązał się do ukrócenia takich praktyk.
Umowa koalicyjna pomiędzy Angelą Merkel a socjaldemokratami zawiera obietnicę zakazu zawierania nowych umów wynajmu z czynszem powyżej 10 proc. od średniej dla danego kwartału. Kolejne ograniczenie to limit czasu, w którym można przerzucać koszty renowacji na lokatorów. Jest to okres dziesięciu lat. A teraz te koszty można przerzucać w nieskończoność.
Czy te propozycje zostaną wprowadzone do prawa, to jeszcze zobaczymy. Zarówno inwestorzy, jak i krytycy gentryfikacji, są sceptyczni. Przewidują stopniowe odchodzenie Niemców od preferowania wynajmu i rosnącą tendencję do posiadania mieszkań na własność, szczególnie w modnych dzielnicach, takich jak Prenzlauer Berg.
Ograniczenia czynszowe tak naprawdę nie dotyczą starych i ubogich lokatorów. Wszystko, czego im trzeba, to mieszkania nie na poziomie średniego czynszu w dzielnicy, lecz znacznie poniżej tej średniej.
Przy Kopenhagener Strasse takie projekty, kiedykolwiek by nie nadeszły, to przyjdą za późno. Kilku lokatorów odrzuciło ofertę nowego właściciela kamienicy i zapowiedziało pozwanie go do sądu. Innym zabrakło hartu ducha albo zwyczajnie pieniędzy do podjęcia walki. W zeszłym tygodniu spod numeru 46 wyprowadziła się pierwsza rodzina.
Żródło: ekonomia.rp.pl

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE