Komentarze

Tadeusz był prowadzącym z krwi i kości

Marcin Piasecki
Fotorzepa, Waldemar Kompala Waldemar Kompala
„Mówisz i mosz”, „Jak się mosz” – Tadeusz lubił się bawić swoim nazwiskiem. Często powtarzał też rymowankę związaną ze swoim imieniem: „Tadeusza nic nie rusza”. Mnóstwo osób chciałoby, żeby to była prawda.
Tadeusz Mosz zmarł we wtorek, miał zaledwie 60 lat. Dziennikarz ekonomiczny, stary wyga telewizyjny i radiowy, ale pracował również, o czym może mniej się pamięta, w prasie, między innymi w „Parkiecie". Ostatnio jego sztandarowym programem był magazyn EKG na antenie radia Tok Fm. Prawie wszyscy Jego goście pojawili się wczoraj na antenie w specjalnym wydaniu magazynu poświęconym Tadeuszowi. A przecież bycie gościem „u Mosza" wcale nie było sprawą łatwą. Pomijam sytuacje skrajne, kiedy Tadeusz wyczuł u swojego rozmówcy brak wiedzy lub przygotowania. Wówczas był bezlitosny, swoją ironią zapędzał biedaka do narożnika. Ale rozmowa w EKG miała z natury jakieś wewnętrzne napięcie, Tadeusz uwielbiał zaskakiwać, niekonwencjonalnie puentować, a także błyskawicznie zmieniać temat. Rozmówcy musieli bez przerwy pozostawać w wyższym stanie skupienia. A przecież w kółko, od lat, w audycji zadawał te same dwa pytania, żelazne punktu programu: „Czy jesteśmy bogatsi czy biedniejsi?" oraz „Co mnie dziwi?". Przynajmmniej część z nas, gości Tadeusza, na te pytania psioczyła, narzekała, że powinien wymyślić coś nowego. A potem... grzecznie odpowiadała.
Skąd ta pokora? Tadeusz był prowadzącym z krwi i kości. Całkowicie panował nad audycją – to jedno. Ale po drugie, jego goście mieli przekonanie, że uczestniczą w programie dobrym i ważnym, a codzienne opowiadanie o „zdziwieniach" naprawdę pozwala ukazać absurdy rzeczywistości gospodarczej. EKG, czyli „Ekonomia Kapitał Gospodarka" Tadeusza było programem ważnym przede wszystkim dlatego, że jego gospodarz potrafił wymusić na swoich gościach przystępną dyskusję o trudnych sprawach. A gdyby próbować znaleźć wspólny mianownik tych dyskusji, pewnie zabrzmi on bardzo górnolotnie, ale po prostu taki był – rozmawialiśmy o lepszej Polsce. Spierając się, niekiedy kłócąc na antenie, ale o to chodziło. O to chodziło Tadeuszowi. Jako radiowiec Tadeusz był spełniony, jako człowiek telewizji – nie. To paradoks, że prywatna, komercyjna stacja radiowa potrafiła wykorzystać Jego talent i stworzyć sztandarowy program ekonomiczny w polskich mediach. Natomiast telewizja publiczna, z która był związany od lat traktowała go źle. Skasowano jego ukochane dziecko, program „Plus Minus". Potem wpuszczano go na antenę z jakimś nowym pomysłem, by za chwilę się z tego wycofać. Ostatnio prawie w ogóle nie istniał na wizji. Dzisiaj, jak słyszę, TVP odgrywa fanfary na Jego cześć. Tyle, że ich ton brzmi lekko fałszywie.
Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL