Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o prawie

Użyczenie wyjaśniam na przykładzie osiołka

Ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier, Wykładowca prawa rzymskiego na Uniwersytecie Jagielońskim, duszpasterz prawników Archidiecezji Warszawskiej
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Rozmowa z Ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier wykładowcš prawa rzymskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim, duszpasterzem prawników Archidiecezji Warszawskiej
Rz: Jak się księdzu profesorowi żyje z takim nazwiskiem? Franciszek Longchamps de Bérier: Budzi ciekawoœć, ale pozwala na szybkš identyfikację. Nie wiedziałem, że żona mojego kuzyna jest już w szpitalu, a tu SMS od znajomego: „Ktoœ o księdza nazwisku właœnie dziœ rodzi". Czekałem grzecznie na wiadomoœć od stryja, że ma wnuczkę, a gdy się opóŸniała, zadzwoniłem z żartobliwš awanturš, że oto „obcy" mi donoszš... Nosili je znani przodkowie – też prawnicy. To pomaga czy przeszkadza?
Zdarzajš się nieporozumienia. Kiedyœ, kiedy przeglšdaem zasoby internetowe Biblioteki Narodowej, zauważyłem, że pomylono mnie z dziadkiem, profesorem administratywistš, po którym otrzymałem imię. Przypisano mi jego ksišżkę „Współczesne kierunki w nauce prawa administracyjnego na zachodzie Europy", a mojš habilitację na temat nadużycia prawa – jemu. Trudno się dziwić, skoro prócz tematyki prac rozróżnia się nas według dat urodzenia i œmierci. A i tu może powstać zamieszanie, bo urodziłem się w paŸdzierniku 1969 roku, a dziadek zmarł w maju tegoż roku. Napisałem wyjaœnienie do Biblioteki Narodowej. Podczas studiów kojarzono księdza profesora z przodkami? Zazwyczaj tak, co było ułatwieniem w tym choćby, że wykładowcy nie mieli problemów z prawidłowym przeczytaniem nazwiska. Profesora Romana Longchamps de Bérier znajš wszyscy. Ten wybitny cywilista był stryjecznym bratem mego pradziadka. O dziadku zaœ dowiadywałem się wiele od jego uczniów i przyjaciół. Z każdym potrafił rozmawiać, jego teksty nadal sš cytowane. Musiał być dla nich ważny, skoro w 30. i w 40. rocznicę œmierci zamawiali za niego mszę œwiętš. Co było pierwsze: powołanie kapłańskie czy prawnicze? Od wczesnej młodoœci wiedziałem, że chcę być duchownym. I to było pierwsze. Z przyjemnoœciš czytałem ks. Józefa Tischnera, który mówił, że najpierw jest filozofem, a potem księdzem. Postanowiłem sobie, że najpierw będę księdzem, a potem wszystkim innym. W domu jednak postawiono rozsšdny warunek: najpierw doktorat. Wybrał ksišdz profesor prawo jako drogę do doktoratu. Na to też miała wpływ rodzina, czyli dziad i pradziad – znani prawnicy? Mój tata jest matematykiem, mama geografem, a w domu panował szacunek do prawa. Zanim wybrałem kierunek studiów, ojciec – ot, tak – wspominał, że dziadek powtarzał, iż to prawo rzymskie czyni prawnika... Studiował ksišdz profesor prawo w USA. Kiedy wrócił do Polski, były chyba dla takich prawników nieograniczone możliwoœci kariery. Nie skusił się ksišdz? Nie. Byłem pewien swojego powołania. Choć muszę się przyznać, że przez chwilę pracowałem w tzw. biznesie: robiłem pienišdze. Reprezentowaliœmy dom wydawniczy, który wygrał przetarg na druk polskich banknotów. Czyli służył ksišdz profesor mamonie... To była uczciwa praca. A banknoty sš dobrej jakoœci. Na dłużej jednak nie zwišzał się ksišdz z bardziej praktycznš, aktualnš dziedzinš prawa. Prawo rzymskie mnie zafascynowało. Egzamin zdałem u jednego z najbardziej wymagajšcych profesorów – Henryka Kupiszewskiego. Po wstawieniu oceny powiedział, abym zastanowił się nad pracš naukowš, a „prawo rzymskie to prawdziwa nauka, nie jakieœ tam badanie linii papilarnych". I szansa rozwoju: trzeba znać francuski, angielski, włoski, niemiecki oraz grekę i łacinę. Zaproponował mi, żebym zastanowił się nad wyborem seminarium już na drugim roku. I tak też się stało. Wzoruje się ksišdz na nim? Zaczerpnšłem z jego wykładów osiołka – moi studenci, kiedy tylko daję przykład z osiołkiem, zaczynajš się uœmiechać. A profesor tłumaczył nam zawiłoœci instytucji prawnych właœnie na osiołkach: kupowanych, użyczanych itd. Pomyœlałem: „takie typowo œródziemnomorskie zwierzę... O, gdybym był profesorem prawa rzymskiego, też używałbym podobnego przykładu". I o dziwo, zostałem. Uważam, że osiołek to wdzięczna postać. Jest ksišdz duszpasterzem prawników archidiecezji warszawskiej. Dużo ma ksišdz pracy? Na prawników chyba czyha więcej pokus... To nie jest zawód hańbišcy. Wykonywanie go nie musi utrudniać zbawienia. Mamy wielu œwiętych prawników – chociażby œwięty Tomasz Morus czy œwięty Iwo Helory. Prawnicy potrafiš trzymać się etyki.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL