Rzecz o prawie

Użyczenie wyjaśniam na przykładzie osiołka

Ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier, Wykładowca prawa rzymskiego na Uniwersytecie Jagielońskim, duszpasterz prawników Archidiecezji Warszawskiej
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Rozmowa z Ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier wykładowcą prawa rzymskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim, duszpasterzem prawników Archidiecezji Warszawskiej
Rz: Jak się księdzu profesorowi żyje z takim nazwiskiem?
Franciszek Longchamps de Bérier: Budzi ciekawość, ale pozwala na szybką identyfikację. Nie wiedziałem, że żona mojego kuzyna jest już w szpitalu, a tu SMS od znajomego: „Ktoś o księdza nazwisku właśnie dziś rodzi". Czekałem grzecznie na wiadomość od stryja, że ma wnuczkę, a gdy się opóźniała, zadzwoniłem z żartobliwą awanturą, że oto „obcy" mi donoszą... Nosili je znani przodkowie – też prawnicy. To pomaga czy przeszkadza?
Zdarzają się nieporozumienia. Kiedyś, kiedy przeglądaem zasoby internetowe Biblioteki Narodowej, zauważyłem, że pomylono mnie z dziadkiem, profesorem administratywistą, po którym otrzymałem imię. Przypisano mi jego książkę „Współczesne kierunki w nauce prawa administracyjnego na zachodzie Europy", a moją habilitację na temat nadużycia prawa – jemu. Trudno się dziwić, skoro prócz tematyki prac rozróżnia się nas według dat urodzenia i śmierci. A i tu może powstać zamieszanie, bo urodziłem się w październiku 1969 roku, a dziadek zmarł w maju tegoż roku. Napisałem wyjaśnienie do Biblioteki Narodowej. Podczas studiów kojarzono księdza profesora z przodkami? Zazwyczaj tak, co było ułatwieniem w tym choćby, że wykładowcy nie mieli problemów z prawidłowym przeczytaniem nazwiska. Profesora Romana Longchamps de Bérier znają wszyscy. Ten wybitny cywilista był stryjecznym bratem mego pradziadka. O dziadku zaś dowiadywałem się wiele od jego uczniów i przyjaciół. Z każdym potrafił rozmawiać, jego teksty nadal są cytowane. Musiał być dla nich ważny, skoro w 30. i w 40. rocznicę śmierci zamawiali za niego mszę świętą. Co było pierwsze: powołanie kapłańskie czy prawnicze? Od wczesnej młodości wiedziałem, że chcę być duchownym. I to było pierwsze. Z przyjemnością czytałem ks. Józefa Tischnera, który mówił, że najpierw jest filozofem, a potem księdzem. Postanowiłem sobie, że najpierw będę księdzem, a potem wszystkim innym. W domu jednak postawiono rozsądny warunek: najpierw doktorat. Wybrał ksiądz profesor prawo jako drogę do doktoratu. Na to też miała wpływ rodzina, czyli dziad i pradziad – znani prawnicy? Mój tata jest matematykiem, mama geografem, a w domu panował szacunek do prawa. Zanim wybrałem kierunek studiów, ojciec – ot, tak – wspominał, że dziadek powtarzał, iż to prawo rzymskie czyni prawnika... Studiował ksiądz profesor prawo w USA. Kiedy wrócił do Polski, były chyba dla takich prawników nieograniczone możliwości kariery. Nie skusił się ksiądz? Nie. Byłem pewien swojego powołania. Choć muszę się przyznać, że przez chwilę pracowałem w tzw. biznesie: robiłem pieniądze. Reprezentowaliśmy dom wydawniczy, który wygrał przetarg na druk polskich banknotów. Czyli służył ksiądz profesor mamonie... To była uczciwa praca. A banknoty są dobrej jakości. Na dłużej jednak nie związał się ksiądz z bardziej praktyczną, aktualną dziedziną prawa. Prawo rzymskie mnie zafascynowało. Egzamin zdałem u jednego z najbardziej wymagających profesorów – Henryka Kupiszewskiego. Po wstawieniu oceny powiedział, abym zastanowił się nad pracą naukową, a „prawo rzymskie to prawdziwa nauka, nie jakieś tam badanie linii papilarnych". I szansa rozwoju: trzeba znać francuski, angielski, włoski, niemiecki oraz grekę i łacinę. Zaproponował mi, żebym zastanowił się nad wyborem seminarium już na drugim roku. I tak też się stało. Wzoruje się ksiądz na nim? Zaczerpnąłem z jego wykładów osiołka – moi studenci, kiedy tylko daję przykład z osiołkiem, zaczynają się uśmiechać. A profesor tłumaczył nam zawiłości instytucji prawnych właśnie na osiołkach: kupowanych, użyczanych itd. Pomyślałem: „takie typowo śródziemnomorskie zwierzę... O, gdybym był profesorem prawa rzymskiego, też używałbym podobnego przykładu". I o dziwo, zostałem. Uważam, że osiołek to wdzięczna postać. Jest ksiądz duszpasterzem prawników archidiecezji warszawskiej. Dużo ma ksiądz pracy? Na prawników chyba czyha więcej pokus... To nie jest zawód hańbiący. Wykonywanie go nie musi utrudniać zbawienia. Mamy wielu świętych prawników – chociażby święty Tomasz Morus czy święty Iwo Helory. Prawnicy potrafią trzymać się etyki.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL