Polityka

Doradcy ministrów za 8 mln zł

Rząd mówi ”nie” zmniejszeniu gabinetów politycznych
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Najwięcej zarabia się w gabinetach politycznych w resortach nauki, obrony i spraw zagranicznych. Średnie wynagrodzenia przekraczają w nich 11 tys. zł.
Gabinety polityczne budzą duże emocje. Szczególnie po ujawnieniu, że niektórym ministrom doradzają studenci. Jednak rząd sprzeciwia się projektom ograniczenia liczebności tych gremiów.
Gdy rząd zdecydował się na pilną nowelizację budżetu i zwiększenie deficytu o 16 mld zł, poseł SLD Ryszard Zbrzyzny poprosił ministerstwa o informacje o gabinetach. „Oszczędności można osiągnąć [...]  także prowadząc optymalną politykę zatrudnienia" – napisał. Z danych wynika, że w 2012 r. suma wydatków na wynagrodzenia w gabinetach politycznych wyniosła 7,7 mln zł, jednak w 2013 r. można zaobserwować tendencję wzrostową. W pierwszej połowie roku wydatki wyniosły już 3,9 mln zł.
Największy pod względem zatrudnienia gabinet miało w połowie 2013 r. Ministerstwo Gospodarki. Pracowało tam siedem osób. Resort spraw wewnętrznych i Kancelaria Premiera miały z kolei po sześciu doradców. Tak przynajmniej było w resortach, które ujawniły liczbę zatrudnionych w nich doradców. Bo np. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji podało tylko liczbę etatów w gabinecie politycznym – 7,9 (nie wszyscy doradcy pracują w pełnym wymiarze). W sumie we wszystkich gabinetach było 77,6 etatu. – Nie bacząc na trudną sytuację pracowników sfery budżetowej, sowicie wynagradza się członków gabinetów politycznych ministerstw – uważa Zbrzyzny, bo średnie miesięczne wynagrodzenie w połowie 2013 r. w gabinetach wyniosło 7,7 tys. zł. Najlepiej zarabiało się w resortach nauki, obrony i spraw zagranicznych. Średnia pensja z dodatkami wyniosła w nich ponad 11 tys. zł. Czym zajmuje się gabinet polityczny? – Między innymi komunikacją społeczną, koordynacją pracy ministra, dbaniem o jego wizerunek, współpracą z innymi resortami – tłumaczy zespół prasowy Ministerstwa Nauki. – Gabinet odpowiedzialny jest za polityczne decyzje kierunkowe, ale do jego zadań należy też pomoc ministrowi w związku z udziałem w setkach uroczystości. Gabinety są i były potrzebne, tak teraz, jak i za poprzednich rządów – dodaje Janusz Sejmej z Ministerstwa Pracy. Politolog dr hab. Rafał Chwedoruk mówi jednak, że utrzymywanie gabinetów jest dla ministrów przede wszystkim wygodne. – Pracownicy nie muszą przechodzić przez procedurę rekrutacji, więc minister może zatrudnić praktycznie każdego, np. zasłużonego działacza młodzieżówki – wyjaśnia. Świadczyć o tym mają ostatnie informacje na temat wieku doradców. W sierpniu pisaliśmy w „Rz", że szefowi MSW Bartłomiejowi Sienkiewiczowi doradza 21-latek, którego jedynym doświadczeniem zawodowym jest współpraca z radami rodziców w dwóch warszawskich szkołach. Młodego doradcę, 23-letniego studenta, miał były minister transportu Sławomir Nowak. Mianowany pod koniec listopada szef resortu finansów Mateusz Szczurek ma z kolei w gabinecie 21-letniego studenta i 24-letnią radną PO. – Gabinety się rozrastają, jednak niepokojące jest też co innego. Kiedyś nie do pomyślenia było, by jakąkolwiek decyzję podejmował gabinet polityczny. Dziś jest to nagminne, choć jego członkowie nie ponoszą formalnie odpowiedzialności – mówi prof. Krystyna Łybacka, była minister edukacji w rządzie SLD. W Sejmie złożyła projekt ustawy ograniczającej liczbę doradców w ministerstwach do dwóch. Całkowitej likwidacji gabinetów chce z kolei PiS. Projekty utknęły w Sejmie, bo sprzeciwia się im rząd. „Wprowadzenie rozwiązań w życie mogłoby przynieść więcej negatywnych skutków niż korzyści, zwłaszcza w zakresie zmniejszenia obsady etatowej w kierownictwach resortów realizujących wiele skomplikowanych zadań" – napisał rząd w odniesieniu do projektu SLD. – Politycy, którzy chcą ograniczyć finansowanie partii, a jednocześnie nie mają nic przeciwko takiej formie zatrudnienia, popadają w sprzeczność – komentuje Rafał Chwedoruk.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL