Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Felietony

Kubki smakowe jako ideologiczna wyrocznia

Szymon Hołownia
Fotorzepa, Maciej Kaczanowski Maciej Kaczanowski
W poprzednim „Plusie-Minusie" Dominik Zdort u progu karnawału (czyli „mięsopustu") potępił „lewackie wegetarianizmy i weganizmy" oraz zalecił miłoœć do tradycyjnej (i prawicowej) golonki, flaków, kiszeczek, ozorów oraz innych pozostałoœci martwych zwierzšt, którymi lubi się zajadać.
Ja nie lubię. Nie lubię też tego tekstu Dominika. I bardzo chciałbym wyjaœnić Dominikowi (którego bardzo lubię), dlaczego. Po pierwsze więc, nie po drodze mi z sugestiš, że dziœ należy jeœć mięso, bo ludzie kiedyœ jedli mięso. Taki dogmatyczny tradycjonalizm bywa formš reakcji na zidiocenie tych, co utożsamiajš postęp z rozwojem (postšpienie o krok, gdy się stoi nad przepaœciš, z rozwojem nie ma przecież nic wspólnego). Mędrzec nie będzie jednak przecież budował swoich postaw na prostym odreagowaniu. Lepiej posłuchać rady Pisma: mieć w swoim skarbcu zarówno rzeczy stare, jak i nowe. Dziœ wiemy już, że znacznej częœci z nas do życia wystarczš roœliny (wbrew temu, co głosi branża mięsna i jej eksperci). Zadawanie stworzeniu œmierci tylko dla przyjemnoœci smakowania uważam więc za dewiację i nie chcę w niš popadać. Nie pytam ?o prawa zwierzšt, ale o moje obowišzki. Nie zadawać cierpienia stworzeniu, jeœli mój żywotny interes tego nie wymaga. A tu gdzie żyję, w czasach, w których żyję ?– zwykle nie wymaga. To proste. Taka postawa stałej (i trudnej) rezygnacji z tego, co niekonieczne, wydaje mi się bardziej „postna" niż duchowy efekt jojo: przez szeœć dni kšpać się w woni wędzonki, by w pištek mocniej cierpieć, jej sobie odmawiajšc. Post nie jest po to, bym wyostrzył sobie smak, ale żebym odzyskał wolnoœć i mógł zaspokajać głód u innych. Jeœli moje udręki na pištkowej parówkowej pustyni nie czyniš œwiata lepszym, to psu na budę cały taki post.
I na moment wróćmy jeszcze do tradycji. Moje unikanie mięsa nie jest „lewackie". Autorytetem dla mnie nie jest Peter Singer, sš nim natomiast Ojcowie Pustyni. Oni mięsa nie jedli w ogóle. Ich spadkobiercy (mnisi kartuscy, mnisi prawosławni) też go nie jedzš. Dla moich prapradziadków „mięsopust" był rzadkš okazjš do pożywienia się rarytasem oraz spożycia œwištecznych zapasów (bo nie było lodówek). Mięso w obsesyjnych iloœciach pojawiło się na naszych stołach dopiero z nadejœciem patologii, jakš jest chów przemysłowy. To ona doprowadziła do wykreowania nieistniejšcych potrzeb, „przebiałkowania" ludnoœci i – co powinno ukłuć serce tradycjonalisty – odcięcia nas od kulinarnych zwyczajów naszych przodków. Dla nich nie schabowy był podstawš diety, oni wyczarowywali cuda z ziemniaków, kapusty, fasoli, ziół. Muzš felietonu Dominika jest jego wysoce mięsożerna (a więc prawicowa) koleżanka. Czy pozwoli, bym zaprosił kiedyœ owš damę na wegetariański obiad nie po to, by zbrukać jej katolicyzm albo prawicowoœć, ale by wykazać, że oba nie majš zwišzku z mięsożernoœciš? Nie jestem wege-misjonarzem, odczepię się od każdego, kto mi powie: „a ja chcę jeœć mięso, bo lubię i basta". Nie chciałbym jednak, by ktoœ taki zbyt łatwo odczucia swoich kubków smakowych podnosił do rangi dogmatu. Autor jest twórcš portalu stacja7.pl
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL