Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Historia

Wspólnie namalują kanclerza

Mural Willy'ego Brandta powstanie dziś we Wrocławiu
AFP
We Wrocławiu ulice coraz szerzej otwierają się na sztukę. Mieszkańcy są za i nawet sami zaczynają tworzyć.
Murale, gry miejskie czy widowiska historyczne to niemal codzienność na ulicach stolicy Dolnego Śląska. Za tymi działaniami rzadko stoją urzędnicy, a częściej społecznicy, aktywiści, a przede wszystkim artyści, którzy wciągają innych.

Mural to nie reklama

Dziś mija 100. rocznica urodzin wielkiego kanclerza Niemiec, przyjaciela Polski – Willy'ego Brandta. Wśród wielu uroczystości z tej okazji jedna, niezwykła, odbędzie się właśnie we Wrocławiu. Na tamtejszym budynku Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy'ego Brandta powstanie mural z jego podobizną, a także z cytatami tego polityka. – To będzie wielka spontaniczna i oddolna inicjatywa. Zaprosiliśmy do niej studentów z Niemiec i Polski. Będą też dzieci z pobliskiego gimnazjum, ale czekamy także na mieszkańców – zaprasza dr Kamila Kamińska z Uniwersytetu Wrocławskiego, koordynatorka tych działań. Przyznaje, że akcja będzie miała kilka wymiarów. Po pierwsze, edukacyjny. Przybliży młodym ludziom postać kanclerza, poza tym będą to radosne i masowe urodziny polityka, które mają zjednoczyć wrocławian.
To nie będzie jedyny mural na budynku Centrum. Kolejny ma powstać w marcu. Murale wrosły już na stałe w pejzaż Wrocławia. Jest już kilkaset. – Zaczęliśmy z nimi wychodzić na ulicę w 2006 r. Przyjeżdżali je do nas malować artyści z całej Polski, a także z zagranicy – opowiada Tomasz Jakub Sysło, streetarter i koordynator takich projektów. Dodaje, że cieszy go bardzo, że to kolorowe murale, a nie reklamy zasłaniają Wrocław. Ale początki były trudne. – Jeden z pierwszych naszych murali powstał na ul. Prymasa Wyszyńskiego. Początkowo  mieszkańcy kamienicy byli mu przeciwni. Dziś nie wyobrażają sobie, by mogło go nie być – mówi Tomasz Jakub Sysło. Dodaje, że mieszkańcy z artystami wielokrotnie tworzą takie uliczne malowidła. – Wspólne pokolorowanie ściany daje im dużą frajdę – zauważa streetarter.

Współcześni opozycjoniści

Wrocławska sztuka uliczna to nie tylko murale czy graffiti. Na ulicach tego miasta odgrywane są widowiska historyczne czy gry miejskie. W inscenizacjach na wolnym powietrzu odtwarza się m.in. wydarzenia z... powstania warszawskiego. Dlaczego akurat je? – W naszym mieście żyła i wciąż żyje duża grupa uczestników tego powstania – tłumaczy Dominika Arendt -Wittchen z Inicjatywy  Historycznej, która pierwsze widowisko na ten temat wystawiła cztery lata temu. Teraz rekonstrukcje odbywają się już co roku, przyciągając tłumy na wrocławski rynek. – Na 70. rocznicę wybuchu powstanie chcemy zrobić duże widowisko z komentarzem historycznym – zapowiada Dominika Arendt-Wittchen. Dodaje, że organizatorom zależy na inscenizacjach w przestrzeni miejskiej, by wykorzystać choćby strukturę architektoniczną w czasie przedstawień, jak choćby kaskaderów wyskakujących z okien. W przyszłości grupa chciałaby w inscenizacjach wykorzystać też rzekę. W grach miejskich organizowanych przez Ośrodek Pamięć i Przyszłość biorą udział przede wszystkim uczniowie szkół ponadgimnazjalnych, ale też mieszkańcy. Dzięki takim projektom do tej pory młodzi ludzie mogli poznać działalność opozycji demokratycznej w swoim mieście, historię Solidarności Walczącej czy Międzyszkolnego Komitetu Oporu. – Młodzi ludzie mogą zobaczyć, jakie działania wykonywali bohaterowie z lat 80., ich rówieśnicy. Mogli się dowiedzieć, jak działały ówczesne władze, nie dać się złapać Milicji  Obywatelskiej i Służbie Bezpieczeństwa czy zorganizować manifestację – opowiada Wojciech Kucharski, autor scenariuszy z Ośrodka Pamięć i Przyszłość. Wspomina, że jedna z gier prowadziła uczestników tropem skarbów powojennego Wrocławia czy śladami 80 mln Solidarności, które wywieziono z tego miasta tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego. – Takie gry to alternatywna lekcja historii. To historia żywa. Uczestnicy stają się bohaterami i dzięki temu łatwiej zapamiętują fakty i zdarzenia niż na zwykłej lekcji – uważa Wojciech Kucharski.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL