Komentarze

Tusk: podatki w górę. „Koniec i kropka”

Bartosz Marczuk
Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała
Premier z liberała przekształcił się już nie tylko w socjaldemokratę, ale socjalistę. Receptą na to „by ludziom żyło się lepiej” mają być wyższe podatki. Jeszcze wyższe – dodajmy.
Obecny gabinet przejdzie do historii jako lider fiskalnej ofensywy. Po podwyżce VAT i składki rentowej, zamrożeniu progów w PIT teraz składkami ZUS obejmie każdy rodzaj pracy. Trzymajmy się za kieszenie. Oto co dzisiaj powiedział premier Donald Tusk na sobotniej konwencji PO: "Dylemat jest prosty, chociaż okrutny – czy mamy podjąć wspólną decyzję o rozpoczęciu procesu oskładkowania i opodatkowania tych źródeł dochodu, które dziś nie są oskładkowane, żeby zbudować system, możliwie szczelny, bezpieczny dla przyszłych emerytów i sprawiedliwy, ale ze świadomością, że oznacza to opodatkowanie tych, którzy dzisiaj płacą niższe podatki". A później przyznał wprost: „Likwidacja śmieciówek, to jest zwiększenie opodatkowania lub oskładkowania wobec tych, którzy dziś tego nie płacą. Koniec kropka".
Koniec kropka: podatki - bo składki do ZUS to de facto podatek, co przyznał nawet przy okazji debaty o OFE minister Jacek Rostowski - mają być wyższe. Tak jakby już nie były wysokie. W marcu 2012 roku pisałem tekst, w którym odniosłem się do takich samych postulatów zgłaszanych przez... Janusza Śniadka, posła PiS, byłego szefa NSZZ Solidarność. Nie przypuszczałem, że półtora roku później przyjedzie mi napisać podobne słowa pod adresem premiera Donalda Tuska, którego rodowód jest liberalny. Powtórzmy zatem: panie premierze, obejmijmy składkami ZUS transakcje kupna mieszkania i samochodu, a następnie czas rozmów przez telefon. Później zostanie tylko ogłosić wspólnie z PiS wspólną ideą: płaćmy więcej, a będzie lepiej.
Ta kuracja nas dobije. Dlaczego? Zabieranie przedsiębiorczym, zaradnym, pracującym ludziom ich pieniędzy, aby łatać zionącą w ZUS dziurę, to droga donikąd. Spowoduje wzrost szarej strefy, zniechęcenie do biznesu, ucieczkę za granicę. Już teraz biznes w Wlk. Brytanii można prowadzić za niespełna 100 zł miesięcznie. W Polsce kosztuje to ponad 1 tys. Co gorsza, uderzy w tych, na których najbardziej powinno nam zależeć, czyli z trudem rodzącą się klasę średnią. „Bogacze" wyniosą się do rajów podatkowych. Postulaty posła Śniadka i premiera Tuska są szkodliwe nie tylko z tego powodu. Jeśli zmusimy ludzi do płacenia wyższych składek do ZUS, to zabierzemy im pieniądze, które wydają na pewno lepiej niż państwo. Co więcej będą oni uciekać w taką formę zatrudnienia, by uniknąć dodatkowych danin. Ciekawe jest dlaczego premier z równie gorącą co przy okazji podnoszenia podatków energią nie szuka pieniędzy tam gdzie je marnujemy. Dlaczego na przykład nic nie mówi już o reformie KRUS, emerytur górników czy Karty Nauczyciela? Czy dlatego, że najprościej jest „przywalić" składkami ZUS w rozporoszoną, ciężko pracującą, ale niezorganizowaną grupę? A bitwa z silnymi lobby kosztuje? Najlepszą metodą na walkę z umowami śmieciowymi i złym traktowaniem pracowników przez firmy jest szybki wzrost gospodarczy. Wtedy - jak było na przykład w latach 2007-2008 - sami właściciel firm przekształcają umowy-zlecenia w stałe kontrakty, podnoszą pensję, zabiegają o pracowników. Powodem jest obawa o utratę personelu. Podnoszenie kosztów pracy na pewno szybszego wzrostu gospodarczego nie spowoduje. Jean-Baptiste Say pisał, że nie ma dobrych podatków. Są tylko mniej lub bardziej złe. Najgorszy z nich jest podatek nakładany na pracę. To karanie ludzi za ich aktywność i przedsiębiorczość. Politycy powinni to wreszcie zrozumieć.
Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL