Francuski anioł i jego partnerka

aktualizacja: 09.12.2013, 08:59
Philippe Jaroussky
Philippe Jaroussky
Foto: materiały prasowe

Niedzielny koncert w Filharmonii Narodowej wyjaśnił warszawskiej publiczności, dlaczego Philippe Jaroussky jest idolem Francji.

Ma 35 lat i cieszy się uznaniem na świecie, ale szczególną pozycję zajmuje w swojej ojczyźnie. Jego płyty królują na listach sprzedaży, są eksponowane w każdym sklepie, a plakaty zdobią witryny, choć on stara się nie wyróżniać ani strojem, ani fryzurą. A jego koncerty przyciągają tłumy. Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że Philippe Jaroussky specjalizuje się w interpretacji muzyki dawnej. Ma ona duże grono zagorzałych fanów, ale nie jest to przecież muzyka mas.
Co zatem sprawia, że Philippe Jaroussky, śpiewając arie sprzed 300 i więcej lat, jednak fascynuje masy? Są tego przynajmniej dwa powody: Przede wszystkim – wyjątkowy głos. Kontratenorów, mamy dziś wielu w świecie (nie to, co jeszcze ćwierć wieku temu), ale on śpiewając zdaje się przekraczać granice wyznaczone dla mężczyzny. Jego anielski głos zbliża się do sopranu, a im wyższe bierze dźwięki, tym brzmi bardziej naturalnie i dźwięcznie.
I jest jeszcze powód drugi. Wcielając się w bohaterów barokowych oper Philippe Jaroussky przekazuje ich namiętności, rozterki, radość czy gniew tak, jakby byli współczesnymi ludźmi. Zachowuje styl i konwencję muzyki, pozbawia ją natomiast patosu, jest za to w jego interpretacjach szczerość i prawda. A także – ogromna skala emocji, czego dowodem były choćby dwie zaśpiewane w Warszawie tak odmienne arie: nostalgiczna, pełna bólu z „Il Giustino" Vivaldiego, oraz gniewna, żywiołowa z „Xerxesa" Händla.
Oto dlaczego Jaroussky'ego słucha się z taką uwagą. Niedzielny koncert w Filharmonii Narodowej nie tylko jednak z tego powodu wyjątkowy. Tej klasy artystów będziemy gościć niewielu w obecnym sezonie, a tu słynny francuski kontratenor przyjechał nie sam lecz ze swą rodaczką, Nathalie Stutzman.
Ją także dobrze znają miłośnicy muzyki dawnej. Obdarzona jest ciemnym, ciepłym altem, który, co prawda, traci naturalną giętkość, gdy wspina się w górę skali, ale jej głos świetnie łączył się w duetach z kontratenorem partnera, Stutzmann i Jaroussky zdają się tak samo oddychać, zaczynać i kończyć w tym samym momencie każdą frazę, a ich interpretacje — również solowe – cechuje podobna swoboda interpretacji.
Starsza od Jaroussky'ego o 13 lat Nathalie Stutzmann od pewnego czasu, próbuje również nowego fachu. W 2009 roku założyła kameralną orkiestrę Orfeo 55, którą dyryguje. I to była kolejna niespodzianka niedzielnego koncertu. Ci muzycy pracują ze sobą zaledwie czwarty sezon, a tworzą precyzyjny zespół. Ich gra pełna jest radości muzykowania, każda fraza pulsuje życiem, co potwierdza zarówno umiejętności instrumentalistów, jak również dyrygencki talent Nathalie Stutzmann.
Jacek Marczyński

POLECAMY

KOMENTARZE