Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Społeczeństwo

Modne ciuchy na cudzy rachunek

Przybywa osób, które kupujš ubrania tylko po to, by raz lub dwa się w nich pokazać i zwrócić do sklepu.
Celebryci korzystajš z wypożyczalni, często za darmo – a czasem nawet płacš im za to, żeby pokazali się w ciuchu tego, a nie innego projektanta. Zwykli œmiertelnicy „wypożyczajš" modne ubrania w sklepach. Jednym ani drugim nie przeszkadza, że noszš ubrania z metkami. Showman Kuba Wojewódzki miesišc temu został oblany jakimœ płynem na warszawskiej Pradze, gdy zmierzał na poranny program. Dopiero po kilku godzinach powiadomił o napaœci policję, a ubrania do badań oddał po kilku dniach. Przy swetrze była metka. – To z wypożyczalni – powiedział zdziwionym policjantom. – Wypożyczanie ubrań przez gwiazdy nie jest niczym dziwnym. To powszechne zjawisko, od lat znane na œwiecie i w Polsce – tłumaczy znana stylistka Joanna Horodyńska. Dodaje, że znane osoby chcš się pokazać na „œciance", czyli w tym miejscu na każdej imprezie, w którym pokazane sš logo sponsorów. Po co to robiš? To najprostszy sposób lansowania się. Wiadomo, że takie zdjęcia bardzo szybko trafiš do popularnych serwisów plotkarskich, a rozentuzjazmowane internautki będš komentować, co gwiazdy na sobie miały.
– Poza tym polskie gwiazdy oszczędzajš na ubraniach, ich szafy sš raczej puste niż pełne, więc korzystajš z wypożyczalni – wyjaœnia Horodyńska. Gdzie celebryci mogš dostać ubranie za darmo? – Najczęœciej w show roomach, ale też w sklepach, od projektantów czy przedstawicieli firm handlowych. Częœć z nich nawet płaci gwiazdom za pokazanie się w danej rzeczy, bo jest to transakcja wišzana. Firma wykłada pienišdze za zabranie na „œciankę" jej rzeczy, bo w zamian ma reklamę  – wyjaœnia Horodyńska. Kupujš drogie spodnie, bluzki, koszule, marynarki. Zestawy w sam raz na imprezy Stylistka zastrzega, że nie wszystkie gwiazdy korzystajš z wypożyczalni ubrań. Jej zdaniem jeœli ktoœ chce być oryginalny i podkreœlić ubraniem swój charakter, to nie będzie korzystał z wypożyczonych ubrań, lecz kupował wyszukane przez siebie lub stylistę. Ale nie tylko celebryci  wypożyczajš sobie ciuchy. Robiš tak też zwykli ludzie. Po prostu kupujš ubrania, by zwrócić je po jednorazowym, maksymalnie dwukrotnym użyciu. 40-letnia Małgorzata była na pogrzebie ojca kolegi w nowej markowej marynarce. Podczas uroczystoœci na cmentarzu zza kołnierza wysunęła jej się metka. Ktoœ ze znajomych zwrócił jej uwagę. – To nowa marynarka. Kupiłam jš tylko na tę okazję. Po pogrzebie od razu zwracam – tłumaczyła się znajomym. Agata jest tzw. opiekunem klienta w sklepie jednej ze znanych sieci w centrum Warszawy. – Dopóki nie zaczęłam pracy w sklepie, nie wiedziałam, że „wypożyczanie" ubrań to nagminne zjawisko. Czasem słyszałam, że ktoœ zwrócił jakiœ ciuch, bo w domu przestał mu się podobać, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, że można coœ kupić w pištek, iœć na imprezę w sobotę, a w poniedziałek oddać to sklepu – mówi. Z jej obserwacji wynika, że jest spora grupa klientów, zarówno kobiet, jak i mężczyzn, którzy tak robiš. – Po paru miesišcach pracy zaczynam już ich poznawać. To wcišż te same osoby. Kupujš drogie spodnie, bluzki, koszule i marynarki. Zestawy w sam raz na imprezy – mówi Agata. Opowiada, że wœród klientek jest kobieta w œrednim wieku, która zawsze kupuje jednorazowo ubrania za kilka tysięcy złotych. Potem je wszystkie, co do jednego, zwraca. – Dziewczyny mówiš, że to stylistka, która pracuje w telewizji przy jakimœ serialu i ubiera aktorów. Po większoœci zwróconych ubrań widać, że były noszone – twierdzi Agata. Zdradza, że kierownictwo sklepu każe pracownikom przymykać na to oko. Nie chce bowiem stracić klientów. Trudno przecież założyć, że któraœ klientka nie zechce jednak zostawić w swojej szafie ubrania na dłużej. Jest też bardziej prozaiczna przyczyna – wiele sprzedawczyń jest premiowanych za obroty w danym dniu czy na zmianie. Zwroty nie majš wpływu na zarobki. Agata mówi, że nie znosi poniedziałkowych zmian. Dlaczego? – Brzydzę się dotykać te ubrania i kiedy tylko mogę, biegam myć ręce. Od kiedy pracuję w sklepie, jeszcze nie zdarzyło mi się założyć jakiegoœ nowego ciucha bez prania. Wspomina, że kiedyœ jej koleżanka nagle zachorowała na œwierzb i wszyscy się zastanawiali, co było tego przyczynš. Jak same sieci podchodzš do tego zjawiska? – Wszystkie należšce do nas marki, m.in. Zara, akceptujš wymianę lub zwrot  towaru w cišgu 30 dni od daty sprzedaży, o ile nie noszš jakichkolwiek œladów użytkowania – napisała nam firma Inditex. Podkreœliła, że to jest jedyne kryterium, które muszš spełniać produkty zwracane do sklepu. Firma nie chciała zdradzić skali zwrotów. Hanna Wilgała z firmy LPP, do której należš m.in. marki Reserved, House, Mohito i Cropp, przyznaje, że zwroty zdarzajš się często, można oddać wszystko poza bieliznš. –  Klienci kupujš towar bez mierzenia lub na prezent i to powoduje dużš liczbę zwrotów – tłumaczy. Przyznaje, że najwięcej zwrotów jest w poniedziałki, w dużych miastach. – Sieć nie przyjmie rzeczy bez metek lub też takiej, po której widać, że była używana – zaznacza Wilgała. Zjawisko kupowania, noszenia i zwrotu ciuchów znane jest od lat, ale ostatnio przybiera na sile. Naukowcy nadali mu nawet nazwę wardrobing od angielskiego słowa wardrobe oznaczajšcego garderobę. Z badań przeprowadzonych na zlecenie brytyjskiego serwisu VoucherCodes.co.uk wynika, że jedna na szeœć kobiet przyznaje się, iż zdarza jej się zwracać zakupione wczeœniej ubrania, a co dziesišta zdradza, że zwracanie ubrań to nawyk, wręcz element zakupów. Co najczęœciej klientki oddajš z powrotem do sklepów? Ubrania okazyjne kupowane na œlub czy rozmowę o pracę. Oddawane sš też rzeczy drogie. Niemal co szósta badana stwierdziła, że kupuje ubrania bez zastanowienia, bo wie, że może je zwrócić. Zdaniem Anny Kędzierskiej, psychologa i trenerki umiejętnoœci psychospołecznych, wardrobing to zachowanie w stylu „zjeœć ciastko i mieć ciastko". – Zdradza niedojrzałoœć emocjonalnš. W pewnym sensie stawia też pod znakiem zapytania moralnoœć osoby, która kupuje z zamiarem jednokrotnego użycia ubrania i oddania go do sklepu – przekonuje psycholog. – To tak jakby kazać się obwieŸć taksówkš po mieœcie, wrócić do punktu, z którego zaczynaliœmy podróż, i za niš nie zapłacić – bo przecież cišgle jesteœmy w tym samym miejscu! Czy można to uznać za rodzaj kradzieży? Myœlę, że tak – mówi.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL