Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Społeczeństwo

Magister na wózku widłowym

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Absolwenci wyższych uczelni wracajš do szkół œrednich czy pomaturalnych. Po co? By wyrwać się z bezrobocia.
Zbyt dobre wykształcenie utrudnia znalezienie pracy. Młodzi ludzie ukrywajš więc czasem fakt ukończenia studiów, kończš kursy przeznaczone dla osób bez kwalifikacji albo wręcz wracajš do szkoły œredniej. – Zdarzajš się już absolwenci wyższych uczelni, którzy nie mogšc znaleŸć pracy zgodnej z ukończonym, najczęœciej humanistycznym kierunkiem, proszš nas o skierowanie na kurs np. operatora wózka widłowego z programem komputerowym pozwalajšcym podejmować pracę w dużych, podwarszawskich centrach logistycznych. Albo zdobywajš zawód kierowcy miejskiego autobusu czy kosmetyczki – opowiada Lech Antkowiak, wicedyrektor Urzędu Pracy m.st. Warszawy. Tak zrobił Paweł z Warszawy, który od kilku miesięcy pracuje na budowie.
– Pracę dostałem po kursie na operatora maszyn budowlanych, na który wysłał mnie urzšd pracy. Gdyby nie to, nie wiem, jak by wyglšdała moja sytuacja – opowiada. Rodzice nie mogš łożyć na jego utrzymanie, więc sam musi zarabiać. Plany i marzenia miał jednak zupełnie inne niż praca na budowie. Najpierw studiował prawo kanoniczne, a potem przeniósł się na historię.  – W tym czasie pracowałem dorywczo, a okazało się, że mogę dostać etat na budowie, jeœli skończę odpowiedni kurs. Przerwałem studia, by mieć pracę. Dyplom uczelni nie jest mi do tego potrzebny – tłumaczy Paweł. Mówi, że nie wie, czy wróci na uczelnię. – Z tych studiów niewiele dla mnie wynika – tłumaczy. A na budowie z uprawnieniami może zarabiać nawet kilka tysięcy złotych miesięcznie.

Liczy się fach w ręku

Zdaniem dyr. Antkowiaka młodzi Polacy powoli zaczynajš rozumieć, że dyplomy, zwłaszcza te uzyskane na słabej uczelni i kiepskim kierunku, nic im nie dajš. – Chcš mieć konkretny zawód, bo wiedzš, że inaczej nie będš w stanie utrzymać rodziny. A pracodawcy  chętnie zatrudniajš pracowników z konkretnymi umiejętnoœciami – tłumaczy. Najlepiej, jeœli tych umiejętnoœci jest wiele.  Z takiego założenia wyszedł Artur Niezabitowski, który  kończy studia na Politechnice Œlšskiej na kierunku mechanika i budowa maszyn. Rok temu zdecydował, by – wcišż studiujšc, wrócić do technikum informatycznego. – Łatwiej będzie mi po tym kierunku znaleŸć pracę, a potem w niej awansować – tłumaczy. Tak zresztš doradzali mu lokalni pracodawcy. Zastanawiał się, czy nie wybrać jeszcze jednego kierunku w technikum – geodeta bšdŸ leœnictwo. – Z jednej strony mnie to interesuje, a z drugiej będę miał jeszcze większe uprawnienia – tłumaczy. Podkreœla, że dziœ im więcej „papierów", tym większe szanse na rynku pracy. Niezabitowski na wybór podobnej drogi namówił kuzynkę,  która w tym roku ukończyła fizykę medycznš. – Pracy nie ma. Chodziła dodatkowo do technikum o podobnej specjalnoœci jak studia, ale z większymi uprawnieniami niż po uczelni – tłumaczy. Adam  Stawicki z Miejskich Zakładów Autobusowych w Warszawie zauważa większe zainteresowanie zdobywaniem uprawnień do prowadzenia autobusów przez studentów. Młodzi ludzie, skierowani do MZA na kursy przez urzędy pracy, robiš prawo jazdy na autobus, a potem uzyskujš uprawnienia do wożenia ludzi. Wtedy mogš już kierować miejskimi solarisami czy neoplanami. – Wielu z nich to miłoœnicy komunikacji – opowiada. Aby jednak pójœć na taki kurs, trzeba się zarejestrować w poœredniaku i wyprosić w nim skierowanie. Osoba, która nie ma pracy, raczej sama nie zgłosi się do firmy, by zdobyć kwalifikacje kierowcy. Ich zdobycie (kurs prawa jazdy oraz kwalifikacja wstępna) kosztuje 12 tys. zł.

Przedłużenie liceum

Zdaniem dyr. Antkowiaka zdobywanie dodatkowych kwalifikacji jeszcze w czasie studiów lub zaraz po nich to bardzo pozytywne zjawisko. – Niech Polacy studiujš to, co ich interesuje. Ale niech też wiedzš, że równoczeœnie muszš zdobywać konkretne umiejętnoœci – tłumaczy. Jest przekonany, że ten trend będzie się pogłębiał, bo o pracę dla osób o nieokreœlonych kwalifikacjach coraz trudniej. Podobnego zdania jest psycholog społeczny prof. Janusz Czapiński. – Na taki krok powinni decydować się zwłaszcza ci, którzy zakończyli naukę na poziomie licencjata. Badania pokazujš, że zwrot z inwestycji w takie wykształcenie jest żaden, więc lepiej od razu szukać innego zajęcia i nie myœleć o tym, że przeczytało się kilka ksišżek więcej niż ci, którzy na takich studiach nie byli – tłumaczy. Autor Diagnozy Społecznej uważa, że w najbliższych latach znacznie zmniejszy się liczba kierunków licencjackich,  które absolwentom nie dajš żadnych umiejętnoœci. – To będzie naturalna selekcja – uważa. Podkreœla, że studia licencjackie, zwłaszcza częœć kierunków humanistycznych, to nic innego jak przedłużanie szkoły œredniej. – Wszyscy idš na studia, ale przecież nie wszyscy muszš je kończyć – podsumowuje.

Frytki po SGH

Zupełnie inne zdanie na ten temat ma prof. Elżbieta Kryńska, ekonomistka z Uniwersytetu Łódzkiego. – W Polsce można zaobserwować niekorzystne zjawisko. Młodzi ludzie zbyt łatwo godzš się na wykonywanie pracy, do której nie trzeba skończyć studiów – tłumaczy, choć zastrzega, że zdarza się to we wszystkich wysoko rozwiniętych krajach. Młodzi ludzie tłumaczš, że sytuacja na rynku pracy jest tak trudna, że nie majš wyjœcia. 28-letni Mateusz, absolwent zarzšdzania i ekonomii w Szkole Głównej Handlowej, kilka miesięcy temu wystarał się o pracę w jednej z warszawskich restauracji McDonald's. Majšc ukończone studia, wydaje klientom hamburgery, frytki i kawę. – Przez blisko rok szukałem jakiegokolwiek zajęcia. Wydawało mi się, że mam dobre wykształcenie i nie powinno być z tym problemu – opowiada. – Wierzyłem, że moja wiedza pozwoli mi znaleŸć pracę. Dziesištki wysyłanych CV nic nie dawały. Po kilku miesišcach zaczšłem wręcz ukrywać, że mam studia, bo liczyłem, że dzięki temu znajdę robotę – wspomina. W McDonald's dostał pracę podczas tzw. castingu. – Sprawdzano na nim osobowoœć i predyspozycje. O studia nikt mnie tutaj nie pytał, bo do tego, co robię, nie sš one potrzebne – tłumaczy Mateusz. Zarabia 12 zł za godzinę. Umowę ma jeszcze na miesišc, ale wierzy, że firma  jš przedłuży. – W tych trudnych czasach jestem zadowolony z tego, co mam – mówi. Dodaje, że gdyby po raz kolejny przyszło mu szukać nowej pracy, na pewno nie ujawni już pełnego wykształcenia. – Chyba że sytuacja na rynku poprawi się na tyle, że znów będzie się ono liczyć dla pracodawców – tłumaczy. Eksperci zwracajš uwagę, że takich historii byłoby mniej, gdyby młodzi ludzie przed wyborem drogi życiowej korzystali z pomocy doradców zawodowych. Tych jednak jest w urzędach pracy tak mało, że nie sš w stanie obsłużyć tych, którzy już majš problemy ze znalezieniem pracy i chcš się przekwalifikować. O organizowaniu indywidualnych spotkań w szkołach praktycznie się nie myœli. – A tymczasem jeœli nie chcemy mieć problemów z bezrobociem absolwentów, powinniœmy starać się dotrzeć do młodych ludzi już na etapie gimnazjum, a najpóŸniej liceum – uważa prof. Kryńska.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL