Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Syfilis i lustracja

Irena Lasota
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Bardzo lubię park Łazienkowski i przy każdym pobycie w Warszawie staram się choćby przejœć obok, popatrzeć i powšchać.
Mam dobrze rozwinięty zmysł węchu i obawiam się, że jak to bywa w naturze, kosztem innych zmysłów, chyba najbardziej wzroku (zawsze się wstydziłam, że nie rozpoznaję ludzi, nawet bardzo znajomych, zwłaszcza jeœli zmieniš uczesanie, nałożš lub zdejmš okulary czy po prostu siwiejš. Teraz z wielkš radoœciš dowiedziałam się, że tak  jak wszystkie nasze cechy, jest to jednostka chorobowa, która ma oczywiœcie swojš nazwę: prozopagnozja). A Łazienki majš swoje zapachy w różnych porach roku czy dnia i oczywiœcie w różnych miejscach. Nie można by sobie wyobrazić przyjem-niejszego miejsca pracy. Właœnie w Łazienkach, w kawiarni Trou Madame (nazwa odnosi się do starej francuskiej gry towarzyskiej, a nie do żadnego œwiństwa) pracowałam w 1969 roku. Po wydarzeniach marcowych 1968 roku aresztowano i zatrzymano setki studentów, wyrzucono z uczelni kolejne setki, a jeszcze inne setki zabrano do wojska. Goršco zresztš w tym miejscu polecam ksišżkę profesora Jerzego Eislera „Polski rok 1968" (której nakład jest już wyczerpany), która spotkała się z niechęciš niektórych „komandosów". Dlaczego? Bo opisujšc Marzec jako masowš falę protestów, która zalała całš Polskę, odbierała im (w jakimœ sensie muszę napisać: nam) tytuł samotnych, niezrozumianych bohaterów walki z PRL.
A w PRL był taki obyczaj, a może nawet prawo, że każdy musiał być gdzieœ zatrudniony (choć niekoniecznie musiał pracować). I wszędzie istniał „wydział kadr", który podlegał, co najmniej w praktyce, MSW, które starało się usilnie, żeby nikt „z Marca" nie znalazł przyjemnej pracy. Po różnych nieudanych próbach znalezienia pracy zobaczyłam na parkanie ręcznie (z jakiegoœ powodu SB lubiło używać zwrotu „odręcznie") napisanš kartkę, że kawiarnia w Łazienkach poszukuje kelnerek. Popędziłam więc do kierownika bez żadnej większej nadziei i po bardzo udanym interview powiedziałam coœ w rodzaju „a pan i tak mnie nie zatrudni, bo ja jestem z Marca", na co pan kierownik, którego twarz mimo prozopagnozji œwietnie pamiętam, powiedział „a ja jestem z AK" i przyjšł mnie od ręki. Przebrana w strój Łowiczanki serwowałam przez kilka miesięcy kawę i lemoniadę, głównie znajomym i znajomym znajomych. Rówieœnicy przychodzili dla przyjemnoœci, starsi, jak szybko zrozumiałam, z moralnego obowišzku wspomożenia zbuntowanej młodzieży, czyli żeby mi dać napiwek, który sięgał i 100 proc. (dostawałam dziesięć złotych za kawę, która kosztowała pięć). Zanim jednak zostałam kelnerkš, musiałam przejœć swoistš lustrację – musiałam przynieœć zaœwiadczenie, że nie choruję na żadnš chorobę wenerycznš. I teraz można by się zastanowić, czy bardziej obraŸliwe jest żšdać od porzšdnej panienki, która ma tylko roznosić napoje i ciastka, zaœwiadczenia, że nie ma syfilisu (wszak nie jest on przekazywany w kawie czy bajaderkach), czy żšdać od wykładowców akademickich zaœwiadczenia, że nie majš w swojej biografii donosów, kłamstw czy współpracy z tajnš policjš. Nawet w czasach PRL można było nabrać obrzydzenia do tajnych współpracowników policji. Niechlujna cenzura przepuszczała niepoprawne politycznie ksišżki, takie jak na przykład „Trzej muszkieterowie", w której występowali tępieni przez naszych bohaterów „sekretni pachołkowie kardynała Richelieu". I d'Artagnan był dużo popularniejszy od nieszczęsnego (zmyœlonego zresztš po częœci) Pawlika Morozowa, który doniósł na swojego ojca kułaka. Oczywiœcie dzisiaj żyjemy w innych czasach. Tomasz Turowski, szpieg i TW, jest lansowany (znów ci „komandosi"...) na bohatera naszych czasów przez te same autorytety moralne i polityczne, wedle których oburzajšce (moralnie i politycznie) jest podsłuchiwanie całego œwiata przez amerykańskš NSA, natomiast nienaganne, a nawet czasami wręcz pochlebne, było podsłuchiwanie i donoszenie na przyjaciół, rodzinę czy po prostu na przyzwoitych ludzi. Można by uproœcić pytanie do słynnego dylematu: dżuma czy cholera? Czy w dzisiejszych czasach wolimy złapać uleczalnš, bšdŸ co bšdŸ, chorobę ciała, czy dawać się zarażać przez nosicieli choroby duszy, względnie też sumienia? Jak się zresztš dowiedziałam z akt IPN, mojš karierę łowickiej kelnerki wykorzystało i zniszczyło dwóch TW. O tym jednak innym razem.
ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL