Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Magdalenka. Teoria spiskowa, która okazała się prawdš

Spacerowicze rocznik '88. Od lewej: ks. Bronisław Dembowski, Jacek Ambroziak, Bronisław Geremek, Jacek Kuroń, Aleksander Kwaœniewski
Muzeum Niepodległoœci/EAST NEWS
Podczas rozmów i libacji w należšcym do MSW „obiekcie specjalnym nr 115” nie doszło do zawarcia pisemnej zmowy pomiędzy komunistami a częœciš elity solidarnoœciowej, bo nie na tym polegajš doskonałe polityczne spiski. Konsekwencjš tych spotkań była jednak póŸniejsza niesłychanie silna pozycja polityczna uczestników negocjacji, abolicja dla zbrodniarzy komunistycznych i przyzwolenie na niszczenie archiwów tajnych służb.
Lech Wałęsa 15 wrzeœnia 1988 r. spotkał się w rzšdowym pałacyku na Zawracie z gen. Czesławem Kiszczakiem, Stanisławem Cioskiem i ks. Alojzym Orszulikiem, aby ustalić szczegóły zakulisowych rozmów między komunistycznš władzš a „konstruktywnš opozycjš". Wałęsa na widok szefa MSW od razu zadeklarował, że wcale nie chce „zakładać natychmiast »Solidarnoœci«".

Dzień póŸniej doszło do pierwszych rozmów w Magdalence, których podstawowym celem – jak to deklarowali reprezentanci opozycji – miała być relegalizacja „Solidarnoœci".  W rzeczywistoœci reżim Jaruzelskiego zgodził się na oficjalne przywrócenie szyldu „Solidarnoœci" dopiero w kwietniu 1989 r. i to już po zamknięciu obrad Okršgłego Stołu.

Trzeba przyznać, że Kiszczak przystępował do tych rozmów w pełni przygotowany. Ten wieloletni oficer kontrwywiadu i wywiadu wojskowego, który w ostatniej dekadzie PRL podporzšdkował sobie w dodatku służby cywilne, doskonale znał przeszłoœć i słaboœci swoich interlokutorów oraz zasady politycznych szachów z tajnymi służbami w tle. Jakby dla podkreœlenia roli tajnych służb w operacji okršgłostołowej do roboczych i poufnych kontaktów reprezentantów władz z przedstawicielami „Solidarnoœci" wyznaczył w dodatku doœć specyficzne miejsce: „obiekt specjalny" nr 135 w Magdalence należšcy do Departamentu I MSW (wywiadu cywilnego). W dodatku spore, jeœli nie kluczowe, znaczenie w przygotowaniu i obsłudze tych rozmów odegrał cieszšcy się sympatiš wielu opozycjonistów Krzysztof Dubiński. Był on od 1974 r. funkcjonariuszem MSW, w lipcu 1988 r. zaœ został mianowany zastępcš naczelnika Wydziału Informacji i Sprawozdawczoœci w gabinecie ministra spraw wewnętrznych, by po zakończeniu rozmów okršgłostołowych trafić do Departamentu I MSW. Major Dubiński, jak czytamy w jednej z jego charakterystyk, „aktywnie uczestniczył w przygotowaniu materiałów zwišzanych z obradami i funkcjonowaniem Okršgłego Stołu". W ten sposób gospodarzem i kreatorem Magdalenki były tajne służby PRL. To one stały się ważnym transformatorem ustroju.

Faza nr 1 Przyczyna zmian

Stan gospodarki posadził władze przy Okršgłym Stole" – powiedział w lutym 1989 r. uczestniczšcy w zakulisowych rozmowach z komunistami Lech Kaczyński. To prawda. Nikt i nic komunistów w istocie nie obalało tak skutecznie jak katastrofalny stan gospodarki. Głównš determinantš ugody pomiędzy władzami PRL i „konstruktywnymi" z „Solidarnoœci" z przełomu 1988 i 1989 r. była kondycja finansowa i niewypłacalnoœć reżimu Jaruzelskiego wobec zachodnich kredytodawców z rozmaitych banków komercyjnych (skupionych głównie w Klubie Paryskim) i ich rzšdowych żyrantów. Wspierani przez wywiad cywilny eksperci rzšdowi uczestniczšcy w kolejnych turach rozmów z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Klubem Paryskim już w latach 1986–1987 sygnalizowali swoim zwierzchnikom, że „przeprogramowanie istniejšcych zaległoœci płatniczych, przesunięcie bieżšcych płatnoœci i nowe kredyty z MFW i Banku Œwiatowego" sš możliwe jedynie wówczas, kiedy ekipa Jaruzelskiego zdecyduje się na wprowadzenie zasadniczych zmian w systemie ekonomiczno-politycznym PRL. Stšd też Departament I MSW nieustannie alarmował Wojciecha Jaruzelskiego, że bez poluzowania gospodarki i otwarcia się na „konstruktywnš opozycję" system PRL znajdzie się nad przepaœciš wynikajšcš z bankructwa państwa. W tym sensie podjęcie rozmów z konstruktywnš opozycjš w sierpniu 1988 r. było niezbędne dla wiarygodnoœci PRL i możliwoœci prowadzenia rozmów z MFW i Klubem Paryskim w sprawie zadłużenia. Ten kierunek i postulaty miała wesprzeć „Solidarnoœć". Bez niej operacja ratowania reżimu na arenie międzynarodowej nie mogła się udać. Nieprzypadkowo szef wywiadu gen. Zdzisław Sarewicz pisał wówczas, że „zgodna prezentacja powyższych postulatów przez rzšd i œrodowisko opozycyjne – niezależnie od szans ich realizacji wymusiłaby – według ekspertów MFW – zmianę nastawienia wierzycieli do polskich problemów finansowych". Jednoczeœnie rozpoczynał się wówczas proces liberalizacji stosunków gospodarczych, ale i wielki skok partyjnej nomenklatury oraz społecznoœci tajnych służb na „bazę materiałowo-kapitałowš sektora państwowego".

Faza nr 2 Warunek ugody

Aby solidarnoœciowa opozycja mogła skutecznie zaœwiadczyć swojš odpowiedzialnoœć i troskę za stan gospodarki PRL, trzeba było jš wpierw zdezintegrować przez podział i przeformatować w kierunku bardziej konstruktywnym. Nieprzypadkowo we wrzeœniu 1986 r. Wałęsa, ignorujšc stanowisko działaczy podziemia nawet głównego nurtu (z Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarnoœć") i Komisji Krajowej NSZZ „Solidarnoœć" wybranej na zjeŸdzie w 1981 r., powołał jawnš strukturę władzy nad zdelegalizowanym zwišzkiem – Tymczasowš Radę „Solidarnoœci", której skład dobierał, konsultujšc się ze œrodowiskiem Kuronia i Michnika oraz najbliższym otoczeniem. Powołanie TRS było zgodnym z interesami władz faktycznym zamachem stanu, sankcjonujšcym pozbycie się z kierownictwa „Solidarnoœci" ludzi sprzeciwiajšcych się ugodzie z komunistami. W ten sposób zaczęto realizować koncepcję budowy zupełnie nowej „Solidarnoœci" – „od góry w dół", bez „tych głupich" i „ekstremy", jak mówił już kilka lat wczeœniej w rozmowach z komunistami Wałęsa. Komuniœci i ich tajne służby nie kryli satysfakcji. To, co się stało, było zbieżne z realizowanš od jakiegoœ czasu przez bezpiekę operacjš o kryptonimie „Brzoza", która także stawiała na partnerski dialog z „konstruktywnymi" działaczami „Solidarnoœci", przy jednoczesnym zaniechaniu jakichkolwiek dalszych represji. Był to – jak pisali w memoriale dla Wojciecha Jaruzelskiego Jerzy Urban, Stanisław Ciosek i gen. Władysław Pożoga – „doniosły, dodatkowy czynnik powodujšcy rozkład podziemia". Nawet konferujšcy potajemnie wówczas z bezpiekš Kuroń miał stwierdzić, że powołanie TRS „spowodowało niezamierzonš korzystnš sytuację dla władz" i „wytworzyło rozdŸwięki w szeregach opozycji". Temu wszystkiemu towarzyszyła doœć zdumiewajšca deklaracja  Lecha  Wałęsy, który  do spółki ze Stefanem Bratkowskim, Bronisławem Geremkiem, Tadeuszem Mazowieckim, Stanisławem Stommš, Klemensem Szaniawskim, Jerzym Turowiczem, Janem Józefem Szczepańskim i Andrzejem Wielowieyskim zaapelował do władz amerykańskich o zniesienie sankcji gospodarczych nałożonych na PRL po wprowadzeniu stanu wojennego. Grupa, której przewodził Wałęsa, wystšpiła także z proœbš o nadanie PRL klauzuli najwyższego uprzywilejowania w stosunkach gospodarczych! Jaruzelski użył w ten sposób noblisty i szyldu opozycji do próby wycišgnięcia dogorywajšcej Polski Ludowej z międzynarodowej izolacji.

Faza nr 3 Nowa „Solidarnoœć"

Pod koniec 1987 r. w miejsce TKK i TRS powołano kolejny byt – Krajowš Komisję Wykonawczš NSZZ „Solidarnoœć". Z ponad setki członków Komisji Krajowej NSZZ „Solidarnoœć" z 1981 r. w KKW ostało się jedynie szeœciu sojuszników „warszawki" i Wałęsy – Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Stefan Jurczak, Bogdan Lis, Antoni Stawikowski i Antoni Tokarczuk! Jeden z rzeczników i beneficjentów tej zmiany w „Solidarnoœci" Jan Lityński ogłosił wówczas na łamach podziemnego „Tygodnika Mazowsze", że „Solidarnoœć" nie może już więcej odpowiadać na wszystkie propozycje komunistów „totalnym i głoœnym »nie«!". Ale żeby tak było, należało wyrzucić z niej prawie wszystkich członków władz krajowych i większoœć ludzi tworzšcych struktury zwišzkowe w regionach. Rzeczywiœcie ta nowa „Solidarnoœć" była coraz bardziej konstruktywna i przewidywalna. Doceniało to trio (Pożoga-Urban-Ciosek) doradców Jaruzelskiego, które w styczniu 1988 r. tak pisało do towarzysza generała: „Uważamy, że naszym realistycznym celem powinno być ustawiczne oswajanie bardziej ugodowego skrzydła nastawionego na koegzystencję z »reżimem«, asymilowanie i neutralizowanie tego skrzydła, budowanie przepaœci między nim a opozycjš radykalno-nielegalnš (...). Taktyka oswajania to wytršcanie opozycji możliwoœci uprawiania sprzeciwów natury ogólnej i głoszenia pięknie brzmišcych haseł, natomiast wmanewrowanie jej w dyskusje o konkretach, zmuszanie do uwzględniania realnie istniejšcej sytuacji oraz rzeczywiœcie możliwych rozwišzań. Taka platforma uczestnictwa umiarkowanej opozycji w życiu kraju oddzieli jš najsilniej od fundamentalistów". W ten sposób, kosztem wziętej w dwa ognie antykomunistycznej „ekstremy", holowano wiernego neosolidarnoœciowego partnera z Matkš Boskš w klapie, z którym można było w przyszłoœci zawrzeć prawdziwš transakcję epoki – Okršgły Stół i bezkonfliktowe przejœcie z PRL do postkomunizmu III RP, dla jednych z solidarnoœciowego styropianu na salony władzy, dla drugich z SB do UOP, z PZPR do SdRP, z Komitetu Centralnego do zarzšdu banku...

Faza nr 4 Osuszanie przedpola

Nadszedł wreszcie czas ostatecznej rozgrywki, który przypadł na strajk sierpniowy 1988 r. Już po dwóch dniach strajkowania (24 sierpnia) pojawiła się konkretna oferta – zgoda komunistów na rozmowy Okršgłego Stołu, a w konsekwencji również ustalenie œcieżki ku pluralizmowi zwišzkowemu (w domyœle relegalizacji „Solidarnoœci"), ale w zamian za zakończenie strajku. Dla wtajemniczonych w poufny dialog „opozycji" z władzš nie było to zaskoczeniem. Scenariusz ten był bowiem przedyskutowany przez Kuronia w Departamencie III MSW już dwa dni wczeœniej (22 sierpnia 1988 r.). W komunikacie z tej rozmowy funkcjonariusze bezpieki napisali m.in., że Kuroń przewiduje, iż „podjęte zostanš bezpoœrednie rozmowy z Lechem Wałęsš bez żadnych warunków wstępnych ze strony rzšdu. W czasie tych rozmów strona rzšdowa wyraża zgodę na wprowadzenie pluralizmu zwišzkowego z dniem 1 stycznia 1989 roku, natomiast Lech Wałęsa zobowišzuje się do podjęcia natychmiastowych działań w kierunku wygaszania strajków". Tak się w istocie stało. Zgodnie z planem Kuronia Wałęsa natychmiast pozytywnie zareagował na propozycję Kiszczaka, deklarujšc w liœcie, że jest gotów do dialogu, „nie stawiajšc żadnych warunków wstępnych ani ograniczeń tematycznych". PóŸniej, podczas bezpoœredniej rozmowy z Kiszczakiem, zadeklarował, że chce „Solidarnoœci" „czysto zwišzkowej" i krytykował „moment rozpoczęcia" strajków. Ale Kiszczak wystšpił wobec niego jak surowy przełożony i oœwiadczył: „Czekamy przez 20 godzin na działalnoœć pana Lecha Wałęsy w sprawie wygaszenia strajków. Do tego czasu będzie powstrzymane ewentualne użycie œrodków wymuszajšcych przestrzeganie prawa". Wałęsa się wystraszył. Przyznał to w pamiętniku: „Wiłem się jak piskorz, atakowałem z prawa i z lewa, ale generał Kiszczak postawił rzeczowe, twarde warunki: legalizacja »Solidarnoœci« będzie możliwa tylko wtedy, gdy rozmowy Okršgłego Stołu zakończš się parafowaniem narodowego porozumienia; obecnie strajki powinny wygasnšć w cišgu osiemnastu godzin; następne ustalenia w sprawie Okršgłego Stołu poczynimy za dwa tygodnie, a w tym czasie przygotujemy wstępne listy negocjatorów i doradców. Oczywiœcie nie byłem zadowolony, ale też nie mogłem zbytnio podskakiwać. Kilkanaœcie strajkujšcych zakładów to nie kilkaset jak w sierpniu 1980, a generał powiedział bez ogródek, że i tak beton partyjny próbuje torpedować każdš ofertę ugody z opozycjš". Był to spory sukces komunistów i osobiœcie zwierzchnika tajnych służb.

Faza nr 5 Haki i „pożyteczni idioci"

Dlaczego nie wypominamy przeciwnikom ich grzechów, zbrodni, a byłoby co. (...) O nas mówi się stalinowcy. A dlaczego wszystkim Woroszylskim, Mazowieckim nie przypominamy peanów na czeœć Stalina? (...) Czy tak bardzo nam na nich zależy, że dajemy się opluwać, milczymy, nie przypominamy ich nieprawoœci?" – mówił wówczas Kiszczak. Okazało się jednak, że komunistom tak bardzo zależało na byłych stalinowcach, których po stronie solidarnoœciowo-opozycyjnej było wielu, że argumentu z ich haniebnej przeszłoœci nigdy nie użyli. Nie mogli go wykorzystać też jako œrodka nacisku zgromadzonej przez SB wiedzy o agenturze po stronie „opozycyjnej". Musiało tak być, ponieważ jej wiarygodnoœć w oczach opinii publicznej była warunkiem zduszenia społecznej opozycji wobec „kontraktu". Znamienna pod tym względem była argumentacja Władysława Frasyniuka, który podczas pierwszych rozmów w Magdalence mówił do komunistów: „Trzeba jasno powiedzieć, że my, siadajšc razem z panami do stołu, działamy nie we własnym interesie: zabiegamy w ten sposób o wasz interes. Dla dobra kraju, dla dobra społeczeństwa, które wam nie wierzy i które nie chce was słuchać, staramy się zapewnić waszš wiarygodnoœć". Zapewne nie miał wówczas pojęcia, że władze PRL robiły to samo w stosunku do Wałęsy, Mazowieckiego, Geremka i innych reprezentantów „strony solidarnoœciowo-opozycyjnej", dbajšc o ich społecznš wiarygodnoœć. Co ciekawe, także Michnik zwracał się do komunistów o niezmuszanie tzw. strony solidarnoœciowej do nadmiernych ustępstw, ponieważ osłabi to jej autorytet w społeczeństwie, a bez tego autorytetu nie będš już potrzebni stronie rzšdowej. W każdym razie na przełomie 1988 i 1989 r. obie strony politycznego dialogu (a w zasadzie już nie strony, bo przecież okršgły stół ma to do siebie, że raczej symbolicznie łšczy, a nie dzieli) zdawały sobie sprawę z wagi całego przedsięwzięcia. W obozie władzy o wszystkim decydowali Jaruzelski z Kiszczakiem, a po stronie neo-„Solidarnoœci" warszawski salon. Kuroń nie krył satysfakcji z pozycji, jakš on i jego œrodowisko zajęło, podporzšdkowujšc sobie Wałęsę i rekonstruowany, choć na innych warunkach i w nowym kształcie, zwišzek. Od tej pory to Kuroń i jego polityczni przyjaciele mieli decydować o politycznych karierach ludzi „Solidarnoœci". Po kolejnej turze jego rozmów w MSW funkcjonariusze Departamentu III MSW pisali: „w przekonaniu większoœci osób z opozycji uczestnictwo w rozmowach otwiera szerokie możliwoœci kariery politycznej. Przed ludŸmi majšcymi szanse na takie uczestnictwo staje alternatywa: albo ukorzyć się przed œrodowiskiem postkorowskim i złożyć niejako deklarację lojalnoœci, albo zachować samodzielnoœć. Jacek Kuroń, w prowadzonych rozmowach, stara się wytwarzać wrażenie, że może on co najmniej odsunšć każdego niewygodnego działacza opozycyjnego".

Faza nr 6 Ostateczna podmiana

W tej sytuacji stało się zupełnie oczywiste, że Lech Wałęsa musi wyrazić zgodę na zamknięcie się w „złotej klatce", jakš wymyœlił dla niego salonik wszechmocnego Kuronia, zgłaszajšc pod koniec 1988 r. pomysł powołania Komitetu Obywatelskiego przy przewodniczšcym NSZZ „Solidarnoœć". Komitet Obywatelski przy Wałęsie, którego członków nikt przecież demokratycznie nie wybierał, ale dobierał według towarzysko-politycznego klucza, stał się politycznš czapš nad całš „Solidarnoœciš". Przypominał też powołanš dwa lata wczeœniej Radę Konsultacyjnš przy Przewodniczšcym Rady Państwa, z tš tylko różnicš, że Jaruzelski, w przeciwieństwie do Wałęsy, posiadał w tym gremium realnš władzę i decydujšcy głos. Zamiast „ekstremistów", czyli władz „Solidarnoœci" wybranych w demokratycznych wyborach, komuniœci ostatecznie wykreowali „konstruktywnego partnera". W marcu 1989 r. na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR Kiszczak mówił wprost: „Równolegle z szerokš falš rozmów w zespołach i podzespołach »okršgłego stołu« ukształtował się odrębny, poufny nurt dialogu. Miał on formę spotkań roboczych w wšskim gronie z udziałem Wałęsy oraz obserwatorów strony koœcielnej". Kiszczak miał zapewne na myœli rozmowy prowadzone w „obiekcie specjalnym" numer 135. Wiosnš 1989 r. stały się one jeszcze bardziej konstruktywne, kiedy zaczšł w nich uczestniczyć Michnik. Według władz PRL, w tym szefa bezpieki gen. Henryka Dankowskiego, Michnik – obok Geremka i Mazowieckiego – stał się w tym czasie „głównym architektem polityki opozycji w trakcie Okršgłego Stołu". Był radykalnym rzecznikiem porozumienia z komunistami. Już pod koniec lutego 1989 r. tłumaczył kolegom z „Solidarnoœci" „koniecznoœć rezygnacji z tzw. rozliczania za czas stanu wojennego, aby nie psuć atmosfery i nie dawać do ręki konserwie partyjnej broni. Podczas jednej z biesiad Michnik zwrócił się w stronę Kiszczaka z toastem: „Piję, panie generale, za taki rzšd, gdzie Lech będzie premierem, a pan ministrem spraw wewnętrznych".

Faza nr 7 Narodziny systemu III RP

W ten sposób rozpoczynał się proces okreœlany póŸniej przez Lecha Kaczyńskiego mianem „fraternizacji" i „zblatowania". Kaczyński uważał za niemal pewne, że w Magdalence nie doszło do zawarcia pisemnej zmowy pomiędzy komunistami a częœciš elity solidarnoœciowej, bo nie na tym polegajš doskonałe spiski. Konsekwencjš tych rozmów jednak była partycypacja „fraternizujšcych się" w póŸniejszych przywilejach władzy i nieporównywalnie silniejsza pozycja majštkowa i polityczna aniżeli tych, którzy w procesie magdalenkowego „zblatowania" udziału nie wzięli. I okršgłostołowy spisek na tym przede wszystkim polegał. PóŸniejsza abolicja dla zbrodniarzy komunistycznych, przyzwolenie na niszczenie archiwów tajnych służb i partii i „gruba linia" („gruba kreska") sš jedynie tego potwierdzeniem i konsekwencjš. Jeden z ojców i patronów tego systemu – Jacek Kuroń, już w 1977 r. wyznał podczas spotkania z kolegami, że „w wolnej Polsce listy agentów i pracowników SB powinny być dokładnie opracowane przez opozycję, ale nie można ich ujawniać, aby nie stwarzać sytuacji przeœladowania przez otoczenie tych ludzi". W ten oto sposób podjęty po ogłoszeniu w Zwišzku Sowieckim „głasnosti" wspólny wysiłek władz PRL i „zreformowanej" „Solidarnoœci", akceptowany, a nawet wspomagany przez zainteresowany w utrzymaniu w Polsce spokoju Zachód, doprowadził do zaprezentowania Polakom operacji Okršgłego Stołu jako historycznego „obalenia komunizmu". O tej realistycznej, ale i negatywnej ocenie Okršgłego Stołu oraz jego następstw zapominajš często ci wszyscy, którzy próbujš wykorzystać autorytet zmarłego tragicznie prezydenta do podtrzymania fałszywego mitu pokojowej zmiany systemu. ? Autor jest historykiem, opublikował właœnie kolejnš swojš ksišżkę pt. „Wałęsa. Człowiek z teczki" (Wyd. Zysk i S-ka)
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL