Edukacja

Szara rzeczywistość sześciolatka w szkole

Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Pomimo zapewnień MEN szkoły wciąż borykają się z problemami organizacyjnymi i kompetencyjnymi w zakresie pracy z młodszymi uczniami.
Wczoraj prezydent podpisał kolejną już nowelizację ustawy o systemie oświaty, której celem jest wprowadzenie do szkół sześciolatków.
Kilkanaście dni wcześniej resort edukacji przedstawił raport, z którego wynika, że szkoły są świetnie przygotowane na przyjęcie młodszych uczniów. Skonfrontowaliśmy tezy raportu MEN z obserwacjami rodziców, którzy zdecydowali się posłać młodsze dzieci do szkół. Setki listów w tej sprawie napłynęło do Fundacji Rzecznika Praw Rodziców. MEN przekonuje, że nauka w pierwszej klasie wygląda inaczej niż kiedyś. Zajęcia dydaktyczne to nie sztywne lekcje, podczas których dziecko spędza 45 minut w ławce, nauczyciel robi przerwy w nauce, kiedy chce, i wtedy jest czas na zabawę w specjalnie do tego przygotowanych salach. Tyle teorii, teraz praktyka.
Pisze rodzic z Zespołu Szkół Samorządowych w Augustowie: „Lekcje tylko w ławkach, żadnych innych zajęć. 45 minut lekcji i przerwa". SP nr 11 w Inowrocławiu: „Ławki jedna przy drugiej nie pozwalają nawet na uatrakcyjnienie zajęć poprzez prowadzenie zabaw ruchowych". SP nr 4 w Jaśle: „Pierwsze klasy razem z sześciolatkami są 32-osobowe, nauka w ławkach od dzwonka do dzwonka, nie ma żadnych dywanów do zabawy, nawet gdyby były, to nie ma miejsca na ich rozłożenie". Dzieci moczyły się, bo wychowawczyni nie wiedziała, jak rozwiązać problem wyjścia do toalety. Ponownie raport MEN. Tym razem fragment o procesie dydaktycznym: „Szkoły zapewniają w coraz większym stopniu indywidualne podejście do każdego dziecka i dostosowanie metod pracy do tempa jego rozwoju". Teraz doświadczenia rodziców. SP nr 30 w Lublinie: „Nie ma żadnej taryfy ulgowej dla dzieci sześcioletnich (w klasach mieszanych, tj. złożonych z dwóch roczników), muszą po prostu doganiać dzieciaki o rok starsze". SP nr 61 w Warszawie: „Wychowawczyni nie wiedziała, jak rozwiązać problem wyjścia dzieci do toalety w czasie lekcji (czy iść z nim do toalety, czy zostać z klasą), w efekcie dzieci moczyły się. Nauczyciel angielskiego nie przyjmował do wiadomości, że dzieci nie potrafią pisać, i zadawał prace domowe, np. podpisz obrazki zwierząt". W swoim raporcie resort edukacji przekonuje, że polska szkoła jest nowoczesna i doskonale przygotowana do cywilizacyjnej zmiany, jaką jest obniżenie wieku szkolnego. „Rosnące kompetencje nauczycieli i lepsze wyposażenie szkół są gwarancją rozwoju najmłodszych uczniów" – pisze MEN. Obserwacje rodziców podają w wątpliwość i tę tezę. SP nr 113, Wrocław: „Rodzice dostali kartki z prośbą o przyniesienie wielopaku papieru toaletowego, ręczników papierowych i mydła. Dodatkową kartkę dostałam też ze świetlicy, do której muszę przynieść 30 zł na semestr lub kupić: artykuły papiernicze, drobne zabawki, środki higieniczne". SP w Zelgnie: „Głównym problemem jest pora dojazdu autobusu do szkoły. Mój jeszcze 4-latek (rocznik 2008), chodząc do «zerówki», na przystanku, skąd odbiera go szkolny autobus, musi stawić się na godzinę 6.35". SP nr 17 w Tarnowie: „W toalecie brak ciepłej wody, mydła oraz papieru toaletowego. Nauczyciele mają swój, który przynoszą i zabierają ze sobą. W szkole mojej córki są trzy szkoły, tzn. podstawówka, gimnazjum oraz liceum. Nie ma oddzielnych wejść, nie ma oddzielnych szatni". Reforma obniżająca wiek szkolny od lat budzi społeczny sprzeciw. W Sejmie oczekuje obywatelski wniosek o przeprowadzenie referendum w tej sprawie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL