Muzyka

Eugeniusz Oniegin w nowojorskiej Metropolitan

materiały prasowe
Galowej premierze „Eugeniusza Oniegina" w nowojorskiej Metropolitan towarzyszyły protesty, a potem pojawiły się krytyczne recenzje. Nie dotyczą jednak wykonawców, w tym Mariusza Kwietnia i Piotra Beczały — pisze Jacek Marczyński.
To było inne niż zwykle otwarcie sezonu w najważniejszym teatrze operowym świata. Fakt, że dyrekcja postanowiła pokazać nową inscenizację „Egeniusza Oniegina" Piotra Czajkowskiego, z udziałem najsławniejszego rosyjskiego dyrygenta Walerego Gergiewa i jego rodaczki Anny Netrebko, dał pretekst do wystąpień nie mających nic wspólnego z operą.
Ponad 9 tys. osób podpisało się w internecie pod petycją domagających się, by Anna Netrebko i Walery Gergiew, uchodzący za osoby zaprzyjaźnione z prezydentem Putinem, odcięli się od jego polityki dyskryminacji homoseksualistów w Rosji. Oboje tego nie uczynili, za to specjalne oświadczenie dla mediów wydał dyrektor Metropolitan, Peter Gelb. Stwierdził, że MET nie powinna być miejscem dobrze opłacanej walki ze społeczną niesprawiedliwością na świecie. Dodał też: „Jesteśmy dumni, że prezentujemy wielkiego rosyjskiego kompozytora-geja i fakt ten mówi sam za siebie".
Przed samym przedstawieniem na jednym z balkonów widowni pojawił się wielki transparent z napisem: „Putin, skończ swą wojnę z rosyjskimi gejami". Dopiero, gdy sprawców incydentu usunięto z sali, rozpoczął się spektakl. A po premierze dyskutowano już wyłącznie o samym przedstawieniu, choć niemal równie gwałtownie jak w kwestii rosyjskich gejów. „Nigdy Rosja nie wydawała się tak mała, a opera tak długa" – tym zdaniem rozpoczęła recenzję w serwisie „Bloomberga" Manuela Hoelterhoff. Spektakl trwał cztery i pół godziny, co okazało się trudne do zniesienia. Opinie operowych blogerów, a jest ich w Ameryce, wielu, są wyjątkowo dosadne, zwłaszcza że wielu z nich kupuje najtańsze, stojące miejsca w Metropolitan. Winę za dłużyzny ponosi częściowo Walery Gergiew, który choć doskonale czuje muzykę rosyjską, to jednak orkiestrę prowadził momentami zbyt ospale. Najwięcej słów krytycznych skierowano jednak do reżyserki, a właściwie reżyserek. Metropolitan postanowiła przenieść londyńską inscenizację Deborah Warner, która jednak rozchorowała się. Próby dokończyła doangażowana w ostatnim momencie jej przyjaciółka, Fiona Shaw. W tym samym czasie przygotowywała własną premierę w Wlk. Brytanii, więc w Nowym pracowała z doskoku, nie było jej nawet na próbach przedpremierowych. Wiele scen zostało zatem niedopracowanych, a pomysł inscenizacyjny umieszczający akcję w czasach Czajkowskiego, oceniono za zbyt tradycyjny i konwencjonalny. Tylko Anna Midgette z „Washington Post" napisała, że „niektórymi scenami była zafascynowana". Inni krytycy z rozrzewnieniem wspominają poprzedni poetycko-symboliczny spektakl Roberta Carsena, który musiał ustąpić miejsca nowej inscenizacji. Pełna zgodność panuje natomiast w ocenie wykonawców. Za bohaterkę premiery uznano Annę Netrebko. O pozycji rosyjskiej śpiewaczki świadczy fakt, że po raz trzeci z rzędu Metropolitan przygotowuje na otwarcie sezonu premierę, w której ona mogłaby wystąpić w głównej roli. W „Eugeniuszu Onieginie" nigdy dotąd Nowy Jork jej nie słyszał. „Było wiele spekulacji, jakie role powinna Netrebko śpiewać, bo stało się jasne, że opery bel canto nie mogą być dłużej jej glebą — pisze „Wasington Post". – To „Oniegin" jest tym, czym żyje". Wszyscy chwalą też Polaków. Najważniejszy amerykański krytyk operowy Anthony Tommasini pisze, w „New York Timesie", że „wspaniały polski tenor Piotr Beczala o jasnym dźwięcznym głosie" jest idealnym Leńskim. „Beczała był poetycki i wzruszający, gdy zakładał okulary przed pojedynkiem" („Bloomberg"). „Obok Netrebko Beczała śpiewał najlepiej tego wieczoru" (internetowy serwis: „Likely Impossibilities"). Bardzo wnikliwie analizowano kreację Mariusza Kwietnia jako Eugeniusza Oniegina. „Inteligentny, elegancki i zaangażowany Mariusz Kwiecień pozostał jednak mniej znaczącym bohaterem" – napisał Martin Bernheimer w „Financial Times" i to jest najmniej pozytywna opinia o jego występie. Pozostali krytycy prasowi i internetowi docenili sposób, w jaki pokazał swojego bohatera: od oziębłości i znudzenia w I akcie aż po wybuch uczuć w finale opery. A Anthony Tommasini tak ocenił polskiego barytona: „Oniegin Kwietnia jest przystojny i świadomy tego, co mu się należy. A głos, ciemny i męski, jeśli nie miał tego wieczoru takiej charyzmy jak u Netrebko czy Beczały, to nadal sposób śpiewania Kwietnia jest zwiewny i ekscytujący". Tysiące śpiewaków na świecie marzy, by Anthony Tommasini tak o nich napisał.
Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL