Świat

Ukraina wybrała Europę

ROL
Kijów odrzuca szantaż Kremla i ostatecznie stawia na stowarzyszenie z Unią Europejską. Dla Brukseli pozostaje jednak jeszcze jeden problem: los Julii Tymoszenko
Ukraiński rząd przyjął projekt umowy, której sednem jest utworzenie przez kraje Unii i naszego wschodniego sąsiada strefy wolnego handlu.
– To jest fundamentalna, wręcz historyczna decyzja. Świadczy o europejskich aspiracjach Ukraińców – mówi „Rz” rzecznik Komisji Europejskiej ds. poszerzenia Peter Stano. Wysoki rangą dyplomata w Radzie UE posuwa się dalej: „cieszymy się, że Ukraina nie dała się zastraszyć Rosji tak, jak to było z Armenią” – przyznaje naszej gazecie.
Na decyzję Kijowa Moskwa zareagowała ze wściekłością. Rosyjskie MSZ nazwało Ukraińców „pasożytami”. Kreml ostrzegł także, że wprowadzi na granicy rosyjsko-ukraińskiej ochronę celną przed „zalewem europejskich towarów”, jaka nastąpi po wejściu w życie układu stowarzyszeniowego. Już teraz wiele ukraińskich produktów jest przedmiotem drobiazgowej, trwającej nawet 1,5 miesiąca, kontroli rosyjskich służb celnych. Moskwa zgadza się w niektórych przypadkach na zrezygnowanie z tych formalności pod warunkiem złożenia depozytu odpowiadającego 15 procent wartości ładunku. To mniej więcej tyle, ile płacą ceł kraje, które nie należą do strefy wolnego handlu z Rosją. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że Kremla sam sobie strzela gola. Mimo niechęci wielu krajów Unii do mocniejszego angażowania się w sprawy ukraińskie Bruksela poczuła się bowiem zmuszona do wystąpienia w obronie Kijowa.

Błąd Kremla

– Sposób, w jaki postępują Rosjanie, jest niedopuszczalny. To nie jest zgodne z regułami stosunków międzynarodowych – oburza się komisarz ds. poszerzenia UE Stefan Fuele. – Jeśli nie podpiszemy umowy z Ukrainą, to wepchniemy ją w objęcia Rosji wbrew stanowisku 80 procent Ukraińców, którzy wierzą w europejskie przeznaczenie swojego kraju. Rosyjska polityka jest błędna, nie przyniesie pożądanych przez Kreml efektów i wzmacnia zaangażowanie Unii wobec Ukrainy – powiedział w środę na konferencji zorganizowanej w Paryżu Alfred Gusenbauer, były kanclerz Austrii. To jeden z tych krajów Unii, który do tej pory był wyjątkowo sceptyczny wobec zacieśnienia współpracy z Ukrainą. Zdaniem ekspertów Ukraina może stracić 2–3 mld euro z wartego 22 mld euro rocznie eksportu do Rosji. Jednak były szef Komisji Europejskiej Romano Prodi uważa, że dzięki układowi stowarzyszeniowemu ukraińska sprzedaż do Unii stopniowo podwoi się z 40 do 80 mld euro. Na decyzję ukraińskiego rządu ambasador UE w Kijowie Jan Tombiński zareagował z entuzjazmem. – Nie widzę już teraz ze strony Unii zagrożeń dla podpisania umowy – powiedział. Peter Stano jest jednak bardziej ostrożny. Ostateczną decyzję 21 października ma podjąć w tej sprawie Rada UE. Wszystko będzie zależało od tego, na ile do tego czasu Ukraina spełni trzy warunki: da gwarancję, że w przyszłości nie będzie w sposób selektywny wykorzystywać wobec polityków wymiaru sprawiedliwości, dostosuje ordynację wyborczą do norm europejskich oraz stworzy bardziej przychylne warunki prowadzenia biznesu. – Największe znaczenie ma oczywiście punkt pierwszy, sprawa Julii Tymoszenko – przyznaje Peter Stano.

50 procent szansy na sukces

Od wielu miesięcy negocjacje z władzami w Kijowie o losie Tymoszenko prowadzi Aleksander Kwaśniewski i były szef Europarlamentu Pat Cox. Swój raport mają przedstawić w Parlamencie Europejskim na przełomie wrześnie i października. Od jego konkluzji w znacznym stopniu będzie zależała decyzja unijnych stolic. Czy to oznacza, że jeśli liderka pomarańczowej rewolucji nie wyjdzie w najbliższych tygodniach na wolność, nie dojdzie do zawarcia układu stowarzyszeniowego w Wilnie w listopadzie? Niekoniecznie. – Rada UE oczekuje, że Ukraina „rozwiąże problem selektywnego wymierzania sprawiedliwości, naprawi wynikłe stąd szkody i da gwarancje, że taka praktyka nie powtórzy się w przyszłości”. To sformułowanie może być przedmiotem różnej interpretacji. My nie chcemy rozstrzygać, czy Tymoszenko jest winna, czy nie – tłumaczy Stano. Proszący o zachowanie anonimowości wysokiej rangi dyplomata UE zaangażowany w rozmowy z Ukraińcami ujawnia oczekiwania Unii: zgoda na leczenie Julii Tymoszenko za granicą. Jego zdaniem szanse na to, że dojdzie do porozumienia w tej sprawie przed szczytem w Wilnie, nie są jednak większe, niż 50 procent. – Sytuacja jest trudna, z dużymi szansami na sukces, ale także na porażkę. Janukowycz i Tymoszenko szczerze się nienawidzą, tu wchodzi w grę wiele zaszłości. Janukowycz chciałby doprowadzić do podpisania umowy stowarzyszeniowej bez uwolnienia Tymoszenko, bo mógłby pokazać, że odniósł sukces i nie uległ presji z zagranicy. Ale Unia otwarcie określiła swoje oczekiwania i nie może się z nich wycofać. To jest wojna nerwów, która będzie trwała do ostatniego momentu – komentuje nasz rozmówca.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL