Prawo nie dostrzega kamer monitoringu wizyjnego

aktualizacja: 17.07.2013, 08:34
Wojciech Klicki, prawnik

Kamery monitoringu wizyjnego mocno wkroczyły w naszą rzeczywistość. Problem w tym, że nasz system prawny usilnie ich nie dostrzega – pisze prawnik.

Są już wszędzie – na rogach ulic, w hipermarketach, tramwajach, a nawet lasach. Montowane i wykorzystywane przez tych, którzy mają na to ochotę. Kamery monitoringu wizyjnego w ostatnich latach mocno wkroczyły w naszą rzeczywistość. Jednak system prawny usilnie ich nie dostrzega, a problem braku regulacji funkcjonowania kamer staje się coraz pilniejszy.

Dookoła nas

Jak wynika z badań Fundacji Panoptykon, w 89 proc. polskich miast zainstalowany jest monitoring finansowany z lokalnego budżetu. Dotyczy to wszystkich miast wojewódzkich i 86 proc. miast powiatowych. Na przykład w Gdańsku w 2012 r. funkcjonowało 2066 kamer zainstalowanych ze środków publicznych, z czego 117 było zintegrowanych w ramach miejskiego systemu monitoringu. Jednak kamery publiczne są tylko drobnym wycinkiem rzeczywistości – lwią większość kamer, z którymi spotykamy się na co dzień, stanowią kamery prywatne. Ciężko nawet oszacować, ile ich jest. Pewne wyobrażenie mogą w tym zakresie dawać badania z Wielkiej Brytanii – mekki monitoringu miejskiego: według British Security Industry Association kamery należące do władz stanowią tylko od 1,2 do 1,7 proc. wszystkich kamer obecnych w przestrzeni publicznej.
Funkcjonowanie monitoringu stanowi realne zagrożenie dla prywatności. Dla przykładu Rzecznik Praw Obywatelskich zajmował się rządowym programem „Monitoring wizyjny w szkołach i placówkach" (prowadzony w latach 2007–2010 przez Ministerstwo Edukacji Narodowej), w ramach którego umieszczano w szkołach kamery rejestrujące obraz oraz dźwięk. Zdaniem RPO stanowiło to zachwianie równowagi pomiędzy koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa a prawem do prywatności. Odrębną kategorią spraw są problemy związane z wynajmowaniem mieszkań, np. najemcy komunalnego , którego lokal znajdował się w zasięgu zainstalowanych przez wspólnotę mieszkaniową kamer. Decyzja o ich instalacji została podjęta przez wspólnotę mieszkaniową, a najemca – mimo naruszenia jego prywatności – nie miał żadnych prawnych możliwości działania.Jednak problemy związane z monitoringiem mają znacznie szerszy charakter. Dzisiaj nie wiemy, czy teren, na którym się znajdujemy, objęty jest monitoringiem, do kogo należy konkretna kamera, jak długo przechowywane są nagrania z niej i komu udostępniane. Nierozstrzygnięte jest również pytanie o ogólną możliwość instalacji monitoringu: czy są miejsca, w których powinien on być zakazany i czy montaż powinien być uzależniony od spełnienia jakichś wymogów, np. oceny, czy nie wystarczyłoby zastosowania mniej ingerujących w prywatność środków.

Pilna sprawa

O ustawie regulującej funkcjonowanie monitoringu mówi się od lat. Jej potrzebę dostrzegają nie tylko rzecznik praw obywatelskich, generalny inspektor ochrony danych osobowych i organizacje pozarządowe, ale również Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Jeszcze w zeszłym roku MSW poprosiło m.in. Fundację Panoptykon o przedstawienie stanowiska w sprawie ram przyszłej regulacji. W marcu odbyło się pierwsze (i jak dotąd jedyne) spotkanie robocze, którego uczestnicy omówili „wstępną diagnozę obszarową" przyszłej regulacji. Niestety, na spotkaniu omawiane były wyłącznie propozycje partnerów społecznych, a MSW nabrało wody w usta: gospodarze tylko słuchali i zbierali opinie, po to, by na ich podstawie przygotować projekt. Jednak mimo upływu wielu miesięcy wciąż nie powstała nawet najbardziej robocza i wstępna wersja założeń projektu. Można się zastanawiać, dlaczego w resorcie, którego szef mówi publicznie o potrzebie stworzenia ustawy „przeciwko Wielkiemu Bratu", od tak dawna nie udaje się przygotować choćby jej zrębów. Może chodzi o to, że każde z potencjalnie przyjętych rozwiązań będzie dla kogoś niekorzystne: niezadowoleni będą albo przedstawiciele biznesu, albo reprezentanci miast, albo obrońcy praw człowieka? Paradoksalnie wydaje się, że wszystkie te środowiska zdają już sobie z tego sprawę i są na to gotowe. Czas na kolejny krok: on zaś należy do MSW. ?
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE