Wojna adwokacko - radcowska o obronę ?w sprawach karnych jest bezsensowna

aktualizacja: 25.06.2013, 08:28

Złości mnie bezsensowna wojna o obronę w sprawach karnych, niezrozumiała i nie do zaakceptowania nie tylko dla mnie, ale także dla ogromnej rzeszy adwokatów i radców – pisze prawnik Rafał Dębowski.

Szczerze żałuję, że nie zaliczam się do grona znajomych radcy prawnej Barbary Kras, autorki publikacji „»Przyjacielskie« tezy brzmią fałszywie" („Rz" z 18.06.2013 r.). Jestem głęboko przekonany, że gdyby Pani Dziekan znała mnie osobiście, nie dałaby takiego tytułu i nie kwestionowałaby mych słów o przyjaźni, zawartych w felietonie pt. „Też chciałbym to wiedzieć" („Rz" z 17.06.2013 r.). Z dużym szacunkiem podchodzę bowiem do tego zawodu.

Bezsensowna wojna

Przyjaźń nie zwalnia mnie jednak z obowiązku powiedzenia gorzkiej prawdy, gdy przyjaciel błądzi. Więc tym razem już bez ogródek napiszę: szczerze mnie złości bezsensowna wojna o obronę w sprawach karnych, niezrozumiała i nie do zaakceptowania nie tylko dla mnie, ale także dla ogromnej rzeszy adwokatów i radców, codziennie ramię w ramię wykonujących swoje obowiązki. Nie rozumieją jej też doskonale znający rynek usług prawnych publicyści, jak choćby redaktor Tomasz Pietryga („Prawnicza wojna bez sensu", „Rz" z 13.06.2013 r.), a której już kompletnie nie pojmują obywatele. Prawnicy, z którymi rozmawiam, wręcz mówią jasno: nie chcemy się o to spierać! Mamy swoje zainteresowania zawodowe i nie chcemy ich na siłę zmieniać. Nie chcemy stać się zakładnikami starego powiedzenia: divide et impera. I to oni mają rację!
Doskonale pamiętam nie tak odległe czasy, gdy na posiedzeniach komisji sejmowych i senackich wspólnie walczyliśmy o to, co jest istotą naszych samorządów. O prawa i interesy adwokatów i radców prawnych. Dziś jesteśmy rozbici i podzieleni, a czasem nawet osamotnieni. Ot, choćby w walce o nowelizację k.p.c. wprowadzającą obowiązek podawania numeru PESEL. O ile łatwiej byłoby przekonać decydentów do zmian, gdyby protest adwokatury w tej słusznej sprawie poparły władze samorządu radcowskiego. Wszak walczyliśmy o zmiany srogich zapisów, także dla naszych kolegów po fachu. Ostatnim rzutem na taśmę udało się. Nie tylko wtedy. Choć działałem „bez zlecenia", nie zapomniałem o radcach, prosząc komisję senacką o przyjęcie poprawki poszerzającej krąg osób uprawnionych do korzystania z  elektronicznych ksiąg wieczystych.
Dziś mam jednak smutne wrażenie, że w przedwyborczym ferworze trwa konkurencja nie o nasze sprawy, lecz o splendor i o ambicje. Nie tylko w kwestii obrony w sprawach karnych, ale o to, kto pierwszy uchwali uchwałę, kto pierwszy przygotuje projekt. Nie chciałem o tym pisać, lecz napiszę, by Pani Dziekan, która lekkim piórem wydaje niesprawiedliwe sądy, wiedziała:  jestem dumny, że Krajowa Izba Radców Prawnych przyjęła uchwałę postulującą rozdzielenie rozporządzeń w sprawie opłat za czynności w sprawach cywilnych na taksę z urzędu i taksę z wyboru. To moja uchwała i  nie tylko w przenośni.
Nie chcemy się stać zakładnikami starego powiedzenia: divide at impera
Gdy ponad rok temu namawiałem niektórych przedstawicieli władz samorządu radcowskiego do poparcia tego pomysłu, nie słyszałem w ich słowach entuzjazmu. Lecz dziś zamiast wspólnej pracy nad projektem mamy wyścigi o palmę pierwszeństwa. Jak inaczej rozumieć list otwarty prezesa Bobrowicza zapraszający adwokaturę do wspierania „naszego" radcowskiego projektu rozporządzeń, notabene niedostępnego dla szerszej publiczności. To nad czym tu wspólnie pracować, co konkretnie mamy wspólnie popierać?

Solidne badania

Z chęcią zapoznam się z badaniami Rady Adwokatur i Stowarzyszeń Prawniczych Europy (CCBE) pod względem możliwości dostępu do pełnomocnika w sprawach karnych, o których pisze Pani Dziekan. Choć szczerze mówiąc uważam, że bardziej przydałyby się badania dostępu do obrońcy. Przecież nie tylko każdy prawnik przygotowany do obrony w sprawach karnych, ale każdy parlamentarzysta doskonale wie, że w procesie karnym obrońca to nie to samo co pełnomocnik. Myślę, że trzeba zbadać w niezależnych badaniach, ilu obywateli nie uzyskało obrońcy w procesie karnym, jak na statystyki wpływają miliony spraw o wykroczenia i ilu radców prawnych pełniło funkcję obrońcy w tym postępowaniu. To da nam wszystkim prawdziwy obraz sytuacji, rynku i jego potrzeb, w tym chęci pełnienia funkcji obrońcy. Dopiero opracowanie takich badań dotyczących faktycznego dostępu do obrońcy w sprawach karnych byłoby spełnieniem mego postulatu zawartego w tak nieprzychylnie ocenionym artykule.
I gdybym rzeczywiście miał złe zamiary, jak mi to przypisuje Pani Dziekan, nie martwiłbym się wcale samorządowym harakiri, które samorząd radcowski chce na mych oczach popełnić.
Oczywiste jest, że po kilku medialnie głośnych sprawach karnych, nieosądzonych z powodu podjęcia przez obrońcę w czasie ich trwania etatowej pracy, ustawodawca już bez pytania podzieli środowisko radcowskie na adwokatów – obrońców wykonujących zawód w ramach samozatrudnienia, i radców prawnych uprawnionych do pracy na etacie. Dla interesu społecznego, a nie dla samorządowych aspiracji i ambicji.
I choć mam jeszcze sporo argumentów w obronie obecnego zawodowego kompromisu, na tym skończę. Dla dobra sprawy, jaką jest zgoda i pokój – przeciwieństwo wojny.
Rafał Dębowski jest adwokatem, członkiem Naczelnej Rady Adwokackiej

POLECAMY

KOMENTARZE