Lustracja

Moczulski: Teczki są sfałszowane

Leszek Moczulski
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Nie rozpoczął się wczoraj ponowny proces lustracyjny Leszka Moczulskiego, twórcy Konfederacji Polski Niepodległej. Prokurator nie zdążył zapoznać się z aktami
O tym, jak duże emocje budzi ta sprawa, świadczy atmosfera panująca przed salą rozpraw Sądu Okręgowego w Warszawie, gdzie wczoraj miał ruszyć proces dotyczący współpracy Leszka Moczulskiego, jednego z najbardziej znanych działaczy opozycji antykomunistycznej, ze  Służbą Bezpieczeństwa. Do sali wpuszczono tylko kilkanaście osób. Wywołało to emocje i komentarze. – Wchodzą na salę donosiciele, tacy, co mają krew na rękach, a porządnych ludzi nie wpuszczają – komentowano. W czasie posiedzenia prokurator IPN Justyna Walczak wniosła o umożliwienie zapoznania się z aktami sprawy, które dopiero dzień wcześniej wpłynęły z archiwów IPN do sądu. Wniosła, by przekazać je pionowi lustracyjnemu IPN do skopiowania. Pełnomocnik Moczulskiego, mec. Paweł Rybiński, mówił, że to oznaczałoby nierówność stron w dostępie do akt sprawy. Sąd odroczył więc rozpoczęcie procesu do 4 października. Zdecydował, że akta sprawy prześle do IPN tylko na 7 dni, aby obrona mogła się z nimi zapoznawać w sądzie. – Mam tylko jedną, prawdziwą,  linię obrony: wszystkie teczki SB na mój temat zostały sfałszowane – mówi „Rz" Leszek Moczulski. – To prokurator będzie musiał udowodnić, że tak nie było – dodaje.
Moczulski twierdzi, że jego rzekome donosy zostały sfabrykowane na podstawie nagrań dokonywanych przez SB w czasie jego rozmów ze znajomym w jednej z warszawskich kawiarni. – Również mój podpis na jednym z dokumentów, którymi dysponowało SB, był sfałszowany – wyjaśnia. – Jestem od lat przyzwyczajony do procesów i fałszywych oskarżeń – dodaje. Leszek Moczulski w latach 70 i 80 XX w. był jedną z najbardziej rozpoznawalnych  postaci opozycji. Za walkę z komuną spędził w więzieniach prawie 7 lat. W 1992 r. Antoni Macierewicz umieścił go na liście tajnych współpracowników, na której znalazł się też Lech Wałęsa. Po wejściu w życie ustawy lustracyjnej w 1999 r. jako pierwszy w Polsce złożył wniosek do sądu o tzw. autolustrację. Początkowo wygrał, ale w 2005 r. sąd lustracyjny I instancji stwierdził, że Moczulski w latach 1969–1977 jednak był tajnym współpracownikiem SB i otrzymywał za to wynagrodzenie. Wyrok ten uprawomocnił we wrześniu 2006 r. sąd II instancji, odrzucając tezę lidera KPN o fałszowaniu dokumentów. Jego kasacja została ostatecznie oddalona przez Sąd Najwyższy w kwietniu 2008 r. Moczulski odwołał się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który orzekł, że proces lustracyjny naruszał prawo do rzetelnej obrony. W związku z tym Sąd Najwyższy w 2012 r. uchylił orzeczenia stwierdzające, że Moczulski współpracował z SB w latach 1969–1977, a jego sprawę przekazał Sądowi Okręgowemu w Warszawie do ponownego rozpoznania.
Źródło: Rzeczpospolita
UKRYJ KOMENTARZE KOMENTARZE RP.PL KOMENTARZE FACEBOOK

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL