Dominique Venner, samobójca z Notre Dame

aktualizacja: 28.05.2013, 20:12
Tomasz Rowiński
Tomasz Rowiński
Foto: archiwum prywatne

Dominique Venner, samobójca z katedry Notre Damme, uważał, że Kościół wykorzystał Europę dla własnych celów, robiąc z jej mieszkańców pożytecznych idiotów w nie swojej sprawie – pisze historyk idei.

Venner wycofał się z aktywnej polityki przed ponad 40 laty. Na tyle dawno, że w Polsce nie był rozpoznawany. Od lat pisał książki, uprawiał zawód historyka-akademika. Najbliższe jego grono wiedziało jednak, że wciąż żywił także pewne ambicje. Chciał stworzyć własną szkołę myślenia o tradycji europejskiej i działaniu politycznym, o czym pisał choćby w książce „Historia i tradycja Europejczyków”.
Mimo że był samotnikiem, z jego twórczości i dorobku intelektualnego korzystały rozmaite, także zupełnie współczesne, francuskie grupy prawicowe, m.in. głośny Blok Tożsamościowy (Bloc Identitaire). W dniu samobójczej śmierci do spuścizny Vennera przyznał się również Front Narodowy kierowany przez Marine Le Pen.

Działalność paramilitarna

Jeśli poważnie potraktować słowa przywódczyni Frontu Narodowego, że samobójstwo Dominique’a Vennera miało charakter gestu politycznego, należy sądzić, że Venner nigdy do końca z polityki się nie wycofał. Zresztą jego doświadczenie było pod tym względem dość bogate, choć dotyczyło głównie czasów młodości.
Według Vennera, Europejczycy nie mają tożsamości religijnej – religia czy kultura to tylko awatary bardziej pierwotnej rzeczywistości
Jego drogę zarówno intelektualną, jak i polityczną ukierunkował udział w roli ochotnika w wojnie algierskiej. Bronił tam Algierii Francuskiej przed usamodzielnieniem się. Służył w wojsku aż do roku 1956, by po demobilizacji przyłączyć się do nacjonalistycznych grup, takich jak „Nation Jeune” czy „Partia Nacjonalistyczna”. Przede wszystkim jednak był członkiem OAS (Organisation de l’Armee Secrete), za udział w której był skazany na 18 miesięcy osadzenia w La Sainte – jednym z najbardziej znanych francuskich więzień znanym z rygorów bezpieczeństwa.
Co więcej, trzeba powiedzieć, że Venner nie trafił tam przypadkowo. Jego zaangażowanie polityczne miało wtedy charakter zdecydowanie paramilitarny, a nawet terrorystyczny. Brał choćby udział w plądrowaniu biura Francuskiej Partii Komunistycznej. Działanie to stanowiło odwet za stłumienie rewolucji demokratycznej na Węgrzech w roku 1956. Wracając na chwilę do OAS – jeśli ktoś nie wie, czym było to ugrupowanie, warto, by zajrzał do literatury popularnej i powieści „Dzień szakala” Fredericka Forsytha, w fabularny sposób opisującej kolejną próbę zamachu na prezydenta Francji Charlesa de Gaulla podejmowaną przez tę organizację.
Nic w przyrodzie, ale i polityce, nie ginie. Jednym z ugrupowań, które politycznie wspierały OAS, była Partia Jedności Francuskiej Jeana-Marie Le Pena, późniejszego współzałożyciela i wieloletniego szefa Frontu Narodowego skupiającego dziś większość sił francuskiej prawicy spoza głównego nurtu.

„Iliada” i „Odyseja”

Dominique Venner pozostawał już wtedy na uboczu. Już od 1970 roku, kiedy zrezygnował z udziału w współtworzonej przez siebie etnonacjonalistycznej grupie intelektualnej GRECE (Groupement de recherche et d'études pour la civilisation européenne), której profil moglibyśmy określić mianem neopogańskiego. Charakteryzował się on zainteresowaniem kulturą germańską, nordycką, krytyką religijności monoteistycznej, a szczególnie chrześcijaństwa.
Mimo porzucenia tej organizacji, poglądy Vennera nie zmieniły się. Nie wybrał on Katedry Notre Dame na miejsce swojego ostatniego czynu ze względów, powiedzmy, katolickich. Wręcz przeciwnie – uważał, że ten symbol katolickiej przecież Francji jest znakiem głębszej tożsamości europejskiej, która do katolicyzmu stała w opozycji. Mówił o „geniuszu przodków” jako autorze budowli. Nie chodziło jednak tylko o pewną kulturową i architektoniczną zręczność Francuzów, ale o „ducha”, który tkwi w tym kontynencie od 30 tysięcy lat, i który przebiera się tylko w różne stroje. Jak mówił Venner – Europejczycy nie mają tożsamości religijnej – religia czy kultura to tylko awatary bardziej pierwotnej rzeczywistości.
Charakterystyczne, że w głosach wspomnieniowych czy też starających się politycznie skonsumować samobójstwo Dominique’a Vennera, pojawiają się przede wszystkim odwołania do Europy Homera – „Odysei” i „Iliady”. Trudno się temu dziwić, skoro w swojej refleksji nad historią Venner skrupulatnie rozdzielał Europejczyków od chrześcijan – co więcej, uważał, że Kościół wykorzystał Europę dla własnych celów, robiąc z jej mieszkańców pożytecznych idiotów w nie swojej sprawie.
W postawie Vennera był więc swego rodzaju dramat starego Rzymianina, a może po prostu starego francuskiego republikanizmu. Ten ostatni nie żywił żadnego pozytywnego sentymentu dla chrześcijaństwa, nie podzielał chrześcijańskiej nadziei, która pozwoliłaby mu przetrwać ruinę francuskiego świata, jaki znał i kochał. Ale jednak miał swojej zasady i etykę.
Dlatego Venner nie mógł się odnaleźć ani w Republice porzucającej naturalne zasady ludzkiego współistnienia, ani wśród katolickich tradycjonalistów dzielnie maszerujących w tych dniach do Maryi Panny w Chartres. Mimo że pod wieloma względami powinni być mu bliscy.

Porażka Kościoła

Jest jednak jeszcze inny problem i pytanie. Czy śmierć Dominique'a Vennera nie jest też porażką Kościoła katolickiego we Francji? Żyjemy w czasach, kiedy podważane są podstawowe prawa naturalne, atakuje się rodzinę (chodzi o ustawę umożliwiająca adopcję dzieci przez pary homoseksualne), integralność wspólnoty narodowej i politycznej jest zagrożona (problemy z asymilacją mniejszości narodowych i religijnych), a państwo nie ma dobrych recept na rozwiązanie tych problemów. Wydaje się, że nie warto utracić żadnego z sojuszników, nawet tego, który znajduje się na metafizycznych manowcach.
Kościół we Francji, być może, przebudził się zbyt późno i szlachetni poganie zaczęli już tracić naturalne pokłady nadziei na zmianę przyszłości Europy. Nie każdy ma łaskę nadziei nadprzyrodzonej – silniejszej niż kultura, w której żyje. Czy to jeszcze jest do odbudowania? Szczególnie teraz, gdy pewne decyzje już zapadły, i trudno w bliskiej perspektywie wyobrazić sobie kulturową zmianę.
Autor jest historykiem idei, redaktorem kwartalnika „Christianitas”
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE