Prawo drogowe

Śmiertelne kary w systemie e-myta

Groźba zapłaty wysokiej kary za nieopłacony przejazd po drogach mogła pchnąć kierowcę do samobójstwa.
Nieustanny lęk, stres i niepewność – to uczucia, jakie towarzyszą kierowcom, którzy wykonują transport drogowy. I nie chodzi tu o kryzys w branży przewozowej, ale o ryzyko astronomicznych kar za nieopłacony przejazd po drogach krajowych. Część  kierowców po otwarciu koperty od Generalnej Inspekcji Transportu Drogowego z zawiadomieniem o wszczęciu postępowania administracyjnego zmierzającego do ukarania za nieopłacony przejazd popada w depresję. I niestety jeden z nich nie wytrzymał napięcia. Popełnił samobójstwo – twierdzą koledzy.

Zdesperowani kierowcy

– Groziło mu około 120 tys. zł do zapłaty. Nie wytrzymał tego. Załamał się i skończyło się to tragicznie – mówi Michał Weinerowski, znajomy kierowcy z Grudziądza, który odebrał sobie życie. Rodzina zmarłego nie chce rozmawiać o tym, co się wydarzyło. Weinerowski tłumaczy, że jego najbliżsi są zrozpaczeni, i nie dziwi się, że nie chcą sprawy drążyć.
O tragedii w środowisku kierowców jest już głośno. A każda kolejna wiadomość o grożących karach wzbudza negatywne emocje. Myśli samobójcze u kierowców nie dziwią prof. Brunona Hołysta, wybitnego kryminologa, któremu znane są podobne przypadki. – W sytuacjach ekstremalnych o podłożu ekonomicznym może się zdarzyć, że człowiek nie wytrzyma presji i popełni samobójstwo – przyznaje profesor. Jego zdaniem trudno  prognozować, czy takich przypadków jak w Grudziądzu będzie więcej. Zaznacza, że to zależy od indywidualnych cech osobowości człowieka. Kary nakładane na kierowców za brak opłaty są wysokie – 3 tys. zł za przejazd przez jedną bramkę. Takich bramek na jednej trasie może być kilkanaście. Stąd się biorą astronomiczne kwoty. Ustawa o drogach publicznych nie mówi jednak nic o karaniu za przejazd przez bramki, lecz o sankcji za brak opłaty za przejazd drogą. – Dla każdego, kto rozumie język polski, przejazdem jest podróż z punktu A do punktu B – mówi Mariusz Miąsko z kancelarii prawnej Viggen. Podobnie uważają prawnicy ze stowarzyszeń transportowych. A prof. Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich, zwróciła uwagę ministrowi transportu, że dziś kierowca jest wielokrotnie karany za to samo wykroczenie, a takie postępowanie jest niekonstytucyjne. Za przejazd przez jedną bramkę na trasie grozi 3 tys. zł kary, a bramek może być kilka Zastrzeżenia do sposobu karania, który inspektorom transportu drogowego narzuciła interpretacja przepisów Ministerstwa Transportu, mają także ci, którzy w Sejmie tworzyli ustawę o drogach publicznych. Podczas jednego z posiedzeń sejmowej Komisji Infrastruktury mówił o tym Stanisław Żmijan z Platformy Obywatelskiej. – Praktyka ta mija się z intencją ustawodawcy, a także z logiką. Ustawa mówi o karaniu za nieopłacony przejazd drogą, a nie przez bramownicę – podkreślał poseł Żmijan. Zastrzeżenia te nic jednak nie dają. Patologia z nakładaniem kar, które są też nieproporcjonalne do przewinienia (skoro należność na bramce wyniosłaby np. 50 gr, a kara wynosi 3 tys. zł), kwitnie. A kierowcy i ich rodziny są załamani. – Za każdym razem, gdy mąż wyjeżdża w trasę, w nocy nie śpię. Boję się, że kiedyś przyjdzie nam zapłacić kary dla nas nie do udźwignięcia – mówi Mirosława Szymańska, która z mężem prowadzi firmę transportową. Zastanawia się, czy jest sens kontynuować działalność w ciągłym stresie. Jak na razie jej mąż musi zapłacić 6 tys. zł kary. – Nikt nikogo nie chce oszukać. Dokonaliśmy przedpłaty, ale urządzenie pokazywało, że coś jest nie tak. Bywało, że mąż kilka razy w ciągu tygodnia reklamował urządzenie – opowiada Szymańska. Przedstawiciele viaTOLL przekonują, że awarie urządzeń viaBOX to rzadkość. – Na ponad 1,1 mln urządzeń wydanych do tej pory wady fabryczne zostały stwierdzone w zaledwie 1124 – zaznacza Dorota Prochowicz, rzecznik viaTOLL. Nawet jednak niewielki odsetek awarii przy obecnym sposobie karania może doprowadzić do kolejnej tragedii. Miesiąc temu opisywaliśmy przypadek Tomasza Czai, kierowcy, któremu grozi 258 tys. zł kar. Odkąd otrzymał zawiadomienia o wszczętych przeciw niemu postępowaniach, przyjmuje leki. Nie ma najmniejszych szans na zapłacenie takiej kwoty.

Strach przed rekordem

Kierowcy nie mają świadomości, iż naliczają im się kary nie tylko z powodu wad  urządzeń. Wiele kar nakładanych jest za niepełną opłatę. Zgodnie z ustawą o drogach publicznych wynosi ona 1,5 tys. zł i także naliczana jest na każdej bramce kontrolnej. Wysokość opłaty jest uzależniona od wielkości pojazdu i jego silnika – im bardziej ekologiczny, tym niższa stawka za każdy przejechany kilometr. Wystarczy więc, że ktoś się pomylił i przy rejestracji w systemie viaTOLL podał niewłaściwe parametry. Urządzenie nalicza mu wtedy np. kilka lub kilkanaście groszy mniej na każdym kilometrze. I tak kierowca jedzie niczego nieświadomy. Tymczasem na każdej kolejnej bramce kara wzrasta o 1,5 tys. zł. W ten sposób może paść niechlubny rekord patologicznego systemu karania kierowców. Jednemu z szoferów może grozić nawet 5,4 mln zł do zapłacenia. – Jeden z naszych klientów dopiero podczas kontroli drogowej dowiedział się, że przez półtora roku popełnił 3,6 tys. naruszeń. Przez niewielką pomyłkę podczas rejestracji pojazdu w systemie  urządzenie naliczało opłatę w niepełnej wysokości. A za każde takie naruszenie kara wynosi przecież 1,5 tys. zł – mówi Jadwiga Dudzik z Zespołu Prawnego Transtica. Kierowca, który prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, czeka obecnie na wezwanie do wskazania, kto kierował pojazdem. Kary za niedopatrzenie płaci bowiem kierowca, nawet jeśli błąd popełnił właściciel auta. Po wskazaniu, kto prowadził samochód, Główna Inspekcja Transportu Drogowego wysyła kierowcy zawiadomienie o wszczęciu postępowań za popełnione naruszenia. A te mogą zakończyć się nałożeniem kar, które po zsumowaniu dają olbrzymie kwoty.

Stop łamaniu prawa

Ministerstwo Transportu zapowiadało już jakiś czas temu zmianę przepisów. Zdaniem przedstawicieli stowarzyszeń zrzeszających firmy transportowe poza obniżeniem kary nie trzeba jednak niczego zmieniać. Należy po prostu nakładać jedną karę za przejazd drogą, a nie przez bramownicę. Transportowcy dziwią się również, że kary nakładane są na tych, którzy mają urządzenia i są zarejestrowani w systemie. Takie osoby powinny być co najwyżej wzywane do uregulowania zaległości. Tym bardziej że jeśli podczas jazdy skończą się pieniądze na koncie, kierowca nie ma jak szybko go doładować. Kary powinny być dla tych, którzy w ogóle jadą bez urządzenia. Resort transportu proponuje wprowadzenie bloków czasowych, np. czterogodzinnych, podczas których będzie nakładana jedna kara, nawet jeśli kierowca minie po drodze kilka bramownic. Tyle że podróż jedną drogą  może trwać znacznie dłużej. Sprawą kar ma się zająć Trybunał Konstytucyjny, do którego pytanie prawne skierował Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Chodzi o przepis, któremu jest wszystko jedno, z czyjej winy nie doszło do pobrania opłaty. Sprawa dotyczy kierowcy, który miał urządzenie, ale z nieznanych przyczyn nie pobierało ono należności. masz pytanie, wyślij e-mail do autora, l.kuligowski@rp.pl 120 tys. zł kary za nieopłacenie autostrady. Kierowca popełnił samobójstwo
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL