Nie obciążać Ukrainy za tę zbrodnię

aktualizacja: 14.05.2013, 01:15
Zbrodnia wołyńska w znaczeniu potocznym jest ludobójstwem – mówi Paweł...
Zbrodnia wołyńska w znaczeniu potocznym jest ludobójstwem – mówi Paweł Kowal
Foto: Forum, Mar Marek Skorupski

Trzeba uważać z upolitycznianiem kategorii ludobójstwa w odniesieniu do Wołynia – mówi „Rz” szef PJN Paweł Kowal

Rz: Czy obchody 65. rocznicy rzezi wołyńskiej pięć lat temu były zbyt skromne?
Paweł Kowal, europoseł PJN, były wiceszef MSZ: Zawsze można coś zmienić. Najlepiej, by 70. rocznica była w Polsce obchodzona uroczyście na szczeblu państwowym z pełnymi honorami, dobrze, by obchody miały polsko- -ukraiński charakter. Tę pamięć jesteśmy winni ofiarom i rodzinom ofiar oraz  bliskim, którzy przeżyli. Ich traumy przetrwały 70 lat.
Paweł Zalewski, współprzewodniczący Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa, mówił „Rz", że przed pięcioma laty Lech Kaczyński praktycznie wycofał się z obchodów. Jego zdaniem to wina doradców prezydenta, którzy dostawali ordery na Ukrainie. Pan order dostał i zaliczał się do doradców prezydenta.
Lech Kaczyński przy okazji 65. rocznicy rzezi wołyńskiej pojechał do Huty Pieniackiej, złożył hołd zamordowanym Polakom wspólnie z prezydentem Ukrainy. W relacjach z Ukrainą kierował się polską racją stanu. Rozumiał, że poważna polityka polega na uzyskiwaniu tego, co możliwe już i przygotowywaniu klimatu na przyszłość. Słusznie uważał, że porozumienie można znaleźć na gruncie tradycji chrześcijańskiej, dlatego jesienią 2007 roku zorganizował wspólne nabożeństwo kard. Lubomira Huzara, zwierzchnika Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie, i prymasa Józefa Glempa w kaplicy Pałacu Prezydenckiego. W polityce wobec Ukrainy uwzględniał dorobek poprzednika, także Bronisław Komorowski postępuje podobnie. Natomiast sugerowanie innym politykom, że w zamian za ordery nie stoją na straży racji stanu i dobrej pamięci o ofiarach, łamie standardy debaty. Nie mój klimat.
Zalewski akcentował, że rzezie na Wołyniu to ludobójstwo.
Taka opinia jest oczywista w odniesieniu do skali eksterminacji Polaków na Wołyniu. Zamordowano tam dużą część, być może większość polskiej populacji. W ten sposób słowo „ludobójstwo" rozumie przecież wielu ludzi.
Mówi pan o potocznym rozumieniu tego słowa. Czy to ludobójstwo w sensie prawnym?
Jeśli chodzi o część kryteriów na pewno: skala, intencja. Trudniej znaleźć formalny dokument UPA, ale to moim zdaniem nie jest konieczne. Nie znaleziono związków tej zbrodni z obecnym państwem ukraińskim. Nie wynikała ona z napaści jednego państwa na drugie. Zakwalifikowałbym ją do kategorii najgorszych zbrodni sąsiedzkich, „domowych" z wszystkimi tragicznymi konsekwencjami. Tragedia polega też na tym, że działania miały miejsce na okupowanym polskim terytorium, a ofiarami i oprawcami byli do niedawna obywatele tego samego państwa II Rzeczypospolitej. Jeśli jednak odnosimy się do prawniczego rozumienia tego słowa, przenosimy się do innej sfery i musimy odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań.
Jakich?
Jak zakwalifikować zbrodnię w rozumieniu prawa międzynarodowego. To rola prawników. Paweł Zalewski mówi, że w celu pojednania polsko-ukraińskiego powinniśmy odpolitycznić obchody rocznicowe. Najlepszym sposobem jest poważna rozmowa z prawnikami. Nie znam ekspertyzy, która by opisywała wydarzenia na Wołyniu jako ludobójstwo w rozumieniu prawa międzynarodowego.
Pion śledczy IPN prowadzi śledztwo i mówi o ludobójstwie.
Prokuratorzy muszą reprezentować interes prawny poszkodowanych i formułować jak najdalej idący akt oskarżenia. To logiczne działanie, ale czym innym jest potrzeba ekspertyzy prawnej. O ile wiem, można brać pod uwagę kilka pojęć prawniczych dla określenia tej zbrodni. Zresztą w żadnej z nich nie dopuszcza przedawnienia odpowiedzialności sprawców.
Ludobójstwem nazywają też zbrodnię wołyńską historycy.
Jedni mówią o eksterminacji, inni o ludobójstwie. Jeśli chcemy poważnie podjeść do problemu, musimy dokonać obiektywnych ekspertyz historyczno-prawnych. Pytanie, dlaczego ich brak. Trzeba uważać z upolitycznianiem kategorii ludobójstwa. Zresztą przypominam, że prominentni politycy odmawiali kilka lat temu uznania Katynia za ludobójstwo, chociaż w tym kontekście nie ma wątpliwości: jest jasny rozkaz, wykonanie, skala, intencja oraz odpowiedzialność uznanego międzynarodowo państwa, pełna prawna kontynuacja.
Dyskusja na temat Wołynia toczy się w Sejmie. Jest w nim kilka projektów uchwał w sprawie 70. rocznicy rzezi. W większości z nich pojawia się termin „ludobójstwo". Jako ostatnia swój projekt złożyła PO. Tam tego słowa zabrakło. Dobrze się stało?
Nie wyobrażam sobie, by Polska obarczała winą współczesne państwo ukraińskie, które związku z tamtymi wydarzeniami mieć nie może, bo nie istniało. Zresztą także na Ukrainie nie ma zgody co do oceny UPA. Inną sprawą są oczekiwania od wolnej Ukrainy, by walczyła z przejawami kultywowania pamięci po zbrodniarzach.
Władze ukraińskie próbowały uczynić Stepana Banderę, przywódcę UPA, bohaterem narodowym.
To poważny błąd. Ale to nie to samo, co ponoszenie przez Ukrainę prawnej odpowiedzialności za działania UPA. Dla mnie wskazówką, jak podchodzić do wydarzeń sprzed 70 lat, jest list Jana Pawła II w 60. rocznicę ich wydarzeń. Trzeba przypomnieć apel o pojednanie, który wystosowali kard. Huzar i abp Józef Michalik. Chciałbym przypomnieć tym, którzy przyznają się do chrześcijańskiej tradycji, że Jan Paweł II wskazał tu pewne kierunki myślenia i moralne oceny. Z jakichś powodów nie użył słowa „ludobójstwo", ale jak sądzę, nikt nie wątpi, po której był stronie.
Kto pana zdaniem chce wykorzystywać te obchody do rozgrywek politycznych?
Ci, którzy pojednanie i relacje polsko-ukraińskie sprowadzają do sporu o jedno słowo.
Formułując treść uchwały, powinniśmy brać pod uwagę podziały na Ukrainie?
Dzisiejsze ukraińskie władze są nawet krytyczniej niż my nastawione do tradycji UPA. Siły polityczne, będące dzisiaj w opozycji, myślę choćby o obozie Julii Tymoszenko, są bliżej tej tradycji. Tych podziałów nie powinniśmy wykorzystywać, to wbrew polskim interesom.
Powinniśmy kierować się troską o dobre relacje z proeuropejskim obozem politycznym na Ukrainie nawet za cenę prawdy historycznej?
Powinniśmy mówić prawdę o tamtych wydarzeniach, która ma coraz większe zrozumienie u samych Ukraińców. Opowiadano mi, że nowy zwierzchnik grekokatolików Światosław w czasie pobytu w Łucku zaapelował o budowę pomnika ofiar – jak mówią na Ukrainie – tragedii wołyńskiej, kiedy ze zdziwieniem odkrył, że go tam nie ma. Tym, którzy chcą czerpać szybkie korzyści polityczne z obchodów rocznicy wydarzeń sprzed siedmiu dekad, można by dedykować tę historię.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE