Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Społeczeństwo

Doktoranci nie będš naukowcami

40 tys. młodych Polaków jest dziœ na studiach doktoranckich. Tytuł naukowy zdobędzie najwyżej połowa.
Studia doktoranckie trwajš cztery lata, ale można je jeszcze legalnie przedłużyć o rok. Przewody doktorskie, które ostatecznie prowadzš do uzyskania tytułu, otwierane sš raczej w drugiej połowie studiów. Albo też w ogóle się o nich zapomina. – Obecnie studia doktoranckie sš wartoœciš samš w sobie. Oczywiœcie dobrze byłoby, aby uczestnicy studiów doktoranckich kończyli je tytułem doktora, jednak z powodu upowszechnienia tego rodzaju kształcenia trudno oczekiwać, że tak będzie – tłumaczy Kamil Melcer, rzecznik Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Wkład w œwiatowš naukę

Oczywiœcie tytuł magistra jest mniej zobowišzujšcy niż tytuł doktora. – Magisterium nie musi być samodzielnš pracš naukowš, ale doktorat już tak. Ma być wkładem w œwiatowš naukę. I dlatego studia doktoranckie powinny zachować swojš odrębnoœć, bo inaczej stanš się karykaturš zamierzonego wysokiego poziomu kształcenia – komentuje dr Łukasz Niesiołowski-Spano z Zakładu Historii Starożytnej Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, który działa w ruchu społecznym „Obywatele Nauki". – Przy takim umasowieniu to bardzo prawdopodobne.

Studenci na ratunek

Skšd bierze się ta sytuacja? Studia doktoranckie to obecnie tzw. III etap edukacji.  – Dostosowywanie studiów doktoranckich w oparciu o Proces Boloński trwało od 2005 roku. Uczelnie musiały przygotować programy gotowe do tego poziomu kształcenia – wyjaœnia Kamil Melcer z Ministerstwa Nauki. Obecnie więc bezpoœrednio po magisterce można spróbować swych sił na studiach doktoranckich. Wydziały uczelnianie (studia te odbywajš się w ramach wydziału, a nie kierunków), chętnie przygotowujš programy studiów doktorskich, bo wraz ze zrekrutowanymi studentami pojawiajš się pienišdze z ministerstwa. Dlatego każda szkoła wyższa, jeœli tylko ma takš możliwoœci, chce mieć u siebie doktorantów. – Mamy już ustalone warunki przyjęć na studia,  w połowie maja będzie można składać dokumenty, a rozmowy kwalifikacyjne odbędš się we wrzeœniu. Najważniejsze jest przygotowanie dobrego konspektu przyszłej pracy doktorskiej, od tego zależy, czy kandydat zostanie przyjęty – usłyszeliœmy w Dolnoœlšskiej Szkole Wyższej, według rankingu „Rz" najlepszej niepublicznej uczelni na Dolnym Œlšsku. Szkoła ta ma uprawnienia habilitacyjne i doktorskie na Wydziale Nauk Pedagogicznych oraz uprawnienia doktorskie na Wydziale Nauk Społecznych i Dziennikarstwa. – Dla najlepszych uczestników mamy stypendia już od pierwszego roku nauki.

Przeczekać trudne czasy

Sš też inne przyczyny. – Według różnych szacunków prace dyplomowe i tytuł zdobywa nieco ponad 30 proc. słuchaczy studiów doktoranckich – komentuje dr Niesiołowski-Spano. – Uzyskanie doktoratu otwiera drogę do dalszych badań i jest atrakcyjne przede wszystkim dla osób planujšcych karierę naukowš. Ale na studia doktoranckie wcale nie wybierajš się tylko te osoby, które w przyszłoœci planujš naukowy rozwój. Dla wielu to sposób na przeczekanie trudnych czasów albo też na zdobycie wykształcenia, które w przyszłoœci pozwoli wyróżnić się spoœród innych kandydatów do pracy. – Nie ma się czemu dziwić, że jest sporo doktorantów w czasach kryzysowych – lepiej jest być studentem doktorantem niż bezrobotnym po studiach magisterskich – dodaje dr Niesiołowski-Spano. Doktoranci nie majš co prawda żadnej ulgi podatkowej z tego powodu, że inwestujš w swojš edukację, ale przynajmniej sš ubezpieczeni zdrowotnie. Majš również zniżki na przejazdy komunikacyjne. Myœlš często w kategoriach: „co mi się bardziej opłaca", a nie w kategoriach przyszłych osišgnięć naukowych.

Życie po doktoracie

Andrzej, doktorant studiów weterynaryjnych na warszawskim SGGW chce w tym roku przystšpić do obrony doktoratu. Zamierza pozostać na uczelni i łšczyć praktykę weterynaryjnš z pracš naukowš. – W cišgu 8 lat chcę zrobić habilitację i nie rezygnować z leczenia zwierzaków – dodaje. – Chyba, że zmienię zdanie i po uzyskaniu tytułu doktora wyjadę za granicę, bo takie plany też poważnie rozważamy z narzeczonš – zastanawia się. Wyjazdy za granicę po obronie pracy doktorskiej i uzyskaniu tytułu sš popularne wœród „œcisłowców". Powodem jest brak możliwoœci zatrudnienia w polskich laboratoriach, które nie majš pieniędzy na etatowš kadrę. O wyjeŸdzie choćby na kilka lat marzš też doktoranci innych dziedzin. Anna Barlik, młoda rzeŸbiarka jest na drugim roku studiów doktoranckich na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. – Mój macierzysty Wydział RzeŸby nie prowadzi studiów doktoranckich, dlatego jestem na grafice – mówi. – Dwa razy w tygodniu prowadzę zajęcia ze studentami. Za studia płacę, ale w zeszłym roku stypendium pokrywało mi większoœć kosztów nauki – dodaje. Wspomina też o granatch, o które mogš się starać studenci, choćby z Narodowego Centrum Nauki. Anna planuje otworzyć przewód doktorski za rok. – Teraz na pierwszym planie jest rodzina i dziecko, którego się spodziewamy – mówi. W przyszłoœci chce koniecznie zrobić habilitację i pracować na uczelni – bardzo możliwe, że przez jakiœ czas za granicš. – Jest dla mnie oczywiste, że będę łšczyć zajęcia dydaktyczne z pracš naukowš i artystycznš – zapewnia. Dla tych, którzy chcš zdobyć doktorat, ale nie wyobrażajš sobie kolejnych czterech lat studiów czy obowišzkowego prowadzenia zajęć ze studentami jest też inna droga – doktoraty eksternistyczne. Reguły postępowania sš takie same: trzeba mieć promotora, recenzentów i otworzyć przewód doktorski na wydziale. Za wszystko się płaci, ale jeœli promotor i recenzenci rezygnujš z gaży (a tak się zdarza) można zrobić doktorat „po godzinach" za darmo.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL