Doktoranci nie będą naukowcami

aktualizacja: 11.05.2013, 00:24

40 tys. młodych Polaków jest dziś na studiach doktoranckich. Tytuł naukowy zdobędzie najwyżej połowa.

Studia doktoranckie trwają cztery lata, ale można je jeszcze legalnie przedłużyć o rok. Przewody doktorskie, które ostatecznie prowadzą do uzyskania tytułu, otwierane są raczej w drugiej połowie studiów. Albo też w ogóle się o nich zapomina.
– Obecnie studia doktoranckie są wartością samą w sobie. Oczywiście dobrze byłoby, aby uczestnicy studiów doktoranckich kończyli je tytułem doktora, jednak z powodu upowszechnienia tego rodzaju kształcenia trudno oczekiwać, że tak będzie – tłumaczy Kamil Melcer, rzecznik Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Wkład w światową naukę

Oczywiście tytuł magistra jest mniej zobowiązujący niż tytuł doktora. – Magisterium nie musi być samodzielną pracą naukową, ale doktorat już tak. Ma być wkładem w światową naukę. I dlatego studia doktoranckie powinny zachować swoją odrębność, bo inaczej staną się karykaturą zamierzonego wysokiego poziomu kształcenia – komentuje dr Łukasz Niesiołowski-Spano z Zakładu Historii Starożytnej Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, który działa w ruchu społecznym „Obywatele Nauki". – Przy takim umasowieniu to bardzo prawdopodobne.

Studenci na ratunek

Skąd bierze się ta sytuacja? Studia doktoranckie to obecnie tzw. III etap edukacji.  – Dostosowywanie studiów doktoranckich w oparciu o Proces Boloński trwało od 2005 roku. Uczelnie musiały przygotować programy gotowe do tego poziomu kształcenia – wyjaśnia Kamil Melcer z Ministerstwa Nauki.
Obecnie więc bezpośrednio po magisterce można spróbować swych sił na studiach doktoranckich. Wydziały uczelnianie (studia te odbywają się w ramach wydziału, a nie kierunków), chętnie przygotowują programy studiów doktorskich, bo wraz ze zrekrutowanymi studentami pojawiają się pieniądze z ministerstwa. Dlatego każda szkoła wyższa, jeśli tylko ma taką możliwości, chce mieć u siebie doktorantów.
– Mamy już ustalone warunki przyjęć na studia,  w połowie maja będzie można składać dokumenty, a rozmowy kwalifikacyjne odbędą się we wrześniu. Najważniejsze jest przygotowanie dobrego konspektu przyszłej pracy doktorskiej, od tego zależy, czy kandydat zostanie przyjęty – usłyszeliśmy w Dolnośląskiej Szkole Wyższej, według rankingu „Rz" najlepszej niepublicznej uczelni na Dolnym Śląsku.
Szkoła ta ma uprawnienia habilitacyjne i doktorskie na Wydziale Nauk Pedagogicznych oraz uprawnienia doktorskie na Wydziale Nauk Społecznych i Dziennikarstwa. – Dla najlepszych uczestników mamy stypendia już od pierwszego roku nauki.

Przeczekać trudne czasy

Są też inne przyczyny. – Według różnych szacunków prace dyplomowe i tytuł zdobywa nieco ponad 30 proc. słuchaczy studiów doktoranckich – komentuje dr Niesiołowski-Spano. – Uzyskanie doktoratu otwiera drogę do dalszych badań i jest atrakcyjne przede wszystkim dla osób planujących karierę naukową.
Ale na studia doktoranckie wcale nie wybierają się tylko te osoby, które w przyszłości planują naukowy rozwój. Dla wielu to sposób na przeczekanie trudnych czasów albo też na zdobycie wykształcenia, które w przyszłości pozwoli wyróżnić się spośród innych kandydatów do pracy.
– Nie ma się czemu dziwić, że jest sporo doktorantów w czasach kryzysowych – lepiej jest być studentem doktorantem niż bezrobotnym po studiach magisterskich – dodaje dr Niesiołowski-Spano.
Doktoranci nie mają co prawda żadnej ulgi podatkowej z tego powodu, że inwestują w swoją edukację, ale przynajmniej są ubezpieczeni zdrowotnie. Mają również zniżki na przejazdy komunikacyjne. Myślą często w kategoriach: „co mi się bardziej opłaca", a nie w kategoriach przyszłych osiągnięć naukowych.

Życie po doktoracie

Andrzej, doktorant studiów weterynaryjnych na warszawskim SGGW chce w tym roku przystąpić do obrony doktoratu. Zamierza pozostać na uczelni i łączyć praktykę weterynaryjną z pracą naukową.
– W ciągu 8 lat chcę zrobić habilitację i nie rezygnować z leczenia zwierzaków – dodaje. – Chyba, że zmienię zdanie i po uzyskaniu tytułu doktora wyjadę za granicę, bo takie plany też poważnie rozważamy z narzeczoną – zastanawia się.
Wyjazdy za granicę po obronie pracy doktorskiej i uzyskaniu tytułu są popularne wśród „ścisłowców". Powodem jest brak możliwości zatrudnienia w polskich laboratoriach, które nie mają pieniędzy na etatową kadrę.
O wyjeździe choćby na kilka lat marzą też doktoranci innych dziedzin. Anna Barlik, młoda rzeźbiarka jest na drugim roku studiów doktoranckich na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.
– Mój macierzysty Wydział Rzeźby nie prowadzi studiów doktoranckich, dlatego jestem na grafice – mówi. – Dwa razy w tygodniu prowadzę zajęcia ze studentami. Za studia płacę, ale w zeszłym roku stypendium pokrywało mi większość kosztów nauki – dodaje.
Wspomina też o granatch, o które mogą się starać studenci, choćby z Narodowego Centrum Nauki. Anna planuje otworzyć przewód doktorski za rok. – Teraz na pierwszym planie jest rodzina i dziecko, którego się spodziewamy – mówi. W przyszłości chce koniecznie zrobić habilitację i pracować na uczelni – bardzo możliwe, że przez jakiś czas za granicą. – Jest dla mnie oczywiste, że będę łączyć zajęcia dydaktyczne z pracą naukową i artystyczną – zapewnia.
Dla tych, którzy chcą zdobyć doktorat, ale nie wyobrażają sobie kolejnych czterech lat studiów czy obowiązkowego prowadzenia zajęć ze studentami jest też inna droga – doktoraty eksternistyczne. Reguły postępowania są takie same: trzeba mieć promotora, recenzentów i otworzyć przewód doktorski na wydziale. Za wszystko się płaci, ale jeśli promotor i recenzenci rezygnują z gaży (a tak się zdarza) można zrobić doktorat „po godzinach" za darmo.

POLECAMY

KOMENTARZE