Społeczeństwo

Matki I kwartału i prezydent wymusili politykę prorodzinną

Fot. Pavel Losevsky
copyright PhotoXpress.com
Premier uległ naciskom. Znajduje pieniądze na przedszkola i dla matek I kwartału, przesuwa też reformę szkolną dla części sześciolatków
Rząd przeznaczy dodatkowe ponad pół miliarda złotych na politykę prorodzinną – poinformował w piątek premier Donald Tusk. 350 mln zł pozwoli sfinansować roczne urlopy macierzyńskie matkom pierwszego kwartału.
Dodatkowe 200 mln zł trafi na opiekę przedszkolną. W sumie z zapowiedzianymi już wcześniej na ten cel 320 mln zł daje to ponad 500 mln zł. Te pieniądze pozwolą obniżyć opłaty rodziców za każdą dodatkową godzinę opieki (powyżej darmowych 5) już od września tego roku. – Rok 2013 miał być rokiem rodziny, dlatego te postanowienia, chociaż nie były proste, uzyskały podstawę finansowania – stwierdził Tusk. Postanowił on także zmienić zasady reformy obniżającej wiek szkolny. 1 września 2014 r. do szkół nie pójdą wszystkie sześciolatki, a jedyne te urodzone w I półroczu 2008 r.
Piątkową konferencję premiera rozpoczęła Aneta Siejka z Ruchu Matek I Kwartału. – Prawo do dłuższych urlopów macierzyńskich będą mieli także rodzice dzieci urodzonych w I kwartale 2013 r. – oznajmiła tuż po spotkaniu z premierem. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami roczny urlop miał przysługiwać tylko tym rodzicom, których dzieci urodziły się po 17 marca 2013 r. Wywołało to protesty, powstał ruch „matek I kwartału”, który domagał się, by nowymi przepisami objąć cały rocznik 2013. Pieniądze dla nich zostały wygospodarowane z niższych kosztów obsługi zadłużenia zagranicznego, a częściowo z rezerwy celowej przeznaczonej na łagodzenie skutków powodzi. Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz w rozmowie z „Rz” stwierdził, że projekt nowelizacji ustawy w tej sprawie zostanie przygotowany już w najbliższy poniedziałek, tak aby we wtorek mógł zająć się nim rząd. Najbardziej zaskakująca wydaje się rządowa wolta w kwestii ustawy przedszkolnej. Na początku marca rząd podjął decyzję, że budżetowe dofinansowanie do przedszkoli nie wejdzie w życie od września 2013 r., jak to wcześniej wielokrotnie zapowiadano. Co więcej, przez miesiąc ani Kancelaria Premiera, ani MEN nie informuje opinii publicznej o tej decyzji. Pierwsza o tym fakcie doniosła „Rz”. Po naszej publikacji Szumilas poinformowała, że państwo zacznie dotować przedszkola dopiero od września 2014 r. Jak się dowiedzieliśmy, ta zmiana oburzyła Bronisława Komorowskiego. – Kiedy prezydent się o tym dowiedział, dosłownie się wściekł – mówi nam jeden z jego współpracowników. Komorowski zaczął naciskać na rząd, aby przywrócił dopłaty do przedszkoli. Dlaczego prezydent uważa załatwienie opłat za przedszkola za ważne? – Inwestycja w system przedszkolny, tak aby rodziny mogły sobie pozwolić finansowo na edukację dzieci, jest sprawą absolutnie pierwszorzędnej wagi – mówi „Rz” Bronisław Komorowski. Jego interwencja okazała się skuteczna. Nie dość, że w budżecie znalazły się na ten cel zapowiedziane już 320 mln zł, to powiększono tę kwotę o kolejne 200 mln zł. To oznacza, że rodzice od września 2013 r. za każdą dodatkową godzinę pobytu w przedszkolu zapłacą maksymalnie złotówkę. Zgodnie z wcześniejszymi propozycjami zmiany miały wchodzić stopniowo. W 2013 roku rodzice mieli płacić mniej za 6. i 7. godzinę pobytu w przedszkolu (5 godzin jest darmowych), w 2014 r. złotówkę miały kosztować godzina 6., 7. oraz 8. Tusk tłumaczył, że chce od razu wprowadzić maksymalne opłaty za wszystkie godziny dodatkowe, tak aby nie doszło do sytuacji, w której za pozostałe nieobjęte tym ograniczeniem samorządy nie pobierały nadmiernie wysokich opłat. Rząd przesunął jednak terminy, od kiedy gminy będą musiały zapewnić miejsce w przedszkolu wszystkim cztero- i trzylatkom. Odpowiednio z 2014 na 2015 r. i z 2016 na 2017 r. Donald Tusk ustąpił też w sprawie ustawy obniżającej wiek szkolny. 1 września 2014 r. do szkół nie pójdzie cały rocznik sześciolatków, ale jedynie te dzieci, które urodziły się w pierwszej połowie roku. Premier zapowiedział też, że liczebność w najmłodszych klasach 1–3 zostanie ograniczona do maksymalnie 25 uczniów. Ponadto w szkołach, w których będzie powstawała więcej niż jedna klasa pierwsza, dzieci mają być dobierane do nich według wieku, tak aby była pomiędzy ich wiekiem urodzenia minimalna różnica. Szef rządu tłumaczył, że zmiana ta ma uspokoić obawy rodziców dotyczące różnic między sześcio- i siedmiolatkami, które po 1 września 2014 r. miałyby uczyć się w tych samych klasach. – Sytuacja, kiedy w klasie będzie sześciolatek z grudnia 2008 r. i siedmiolatek ze stycznia 2007, oznacza dwa lata różnicy. To jest trauma dla rodziców i ja tę traumę rozumiem – mówił Tusk. Jego ocena jest diametralnie różna od tego, co przez kilka miesięcy twierdziła minister Szumilas, przekonując, że taka różnica wieku nie stanowi problemu. Z naszych informacji wynika, że liberalizację reformy obniżającej wiek szkolny w ostatnich dniach na minister Szumilas starał się wymusić klub Platformy. Szefowa MEN spotkała się z ostrą krytyką swoich działań w tej sprawie. – Padła propozycja, że posłowie mogą sami napisać nowelizację ustawy, która złagodziłaby problem różnicy wieku 6- i 7-latków w pierwszych klasach – opowiada nam uczestnik tamtego spotkania. Na decyzję rządu wpływ miały niewątpliwie sondaże. Według tego badania Homo Homini dla „Rz” aż 71 proc. Polaków jest przeciw obniżaniu wieku szkolnego. Fundacja Rzecznik Praw Rodziców zebrała już ponad 250 tys. głosów pod obywatelskim wnioskiem o referendum w tej sprawie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL