Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Podlasie

Sławomir Popławski, aktor Teatru im. Węgierki: Zapach Arizony i Utah na Podlasiu

Sławomir Popławski, aktor Teatru im. Węgierki.
materiały prasowe
Jestem dumny z Białegostoku, bo to piękne miasto z potencjałem – mówi Sławomir Popławski, aktor Teatru im. Węgierki.

Rz: 29 grudnia czeka nas premiera „Autostrady" w Teatrze im. Węgierki w Białymstoku. O czym jest ten spektakl, w którym zagra pan głównš rolę?

Sławomir Popławski: Ma przede wszystkim dać nadzieję ludziom, którzy znaleŸli się w sytuacji niespodziewanej tragedii. Odpowiada na pytanie „jak przejœć ze stanu totalnego załamania do znalezienia nadziei i sensu życia?". Charlie Cox jako życiowy przeciętniak nie dałby sobie rady, gdyby nie przypadek – spotkanie kobiety życia. By wszystko nie było za proste, sprawę komplikuje odwieczny konflikt œmierci i miłoœci. Obie występujš w sztuce w odrealnionej postaci i majš swoje do zrobienia. Czasami trzeba dotknšć œmierci, by zaczšć żyć. Aby nie było nazbyt tragicznie – „Autostrada" jest napisana z humorem i lekko.

Czy zdarzyły się panu bšdŸ wœród znajomych, w rodzinie – sytuacje, które zmuszały do namysłu nad spotkaniem ze œmierciš?

Tak. Niestety spotkała mnie taka sytuacja, kiedy na chorobę Alzheimera zapadła moja mama. Choroba poczštkowo rozwijała się podstępnie, a potem, po kilku latach, mama odeszła. Wczeœniej, tak jak przywoływana w spektaklu sšsiadka głównego bohatera, była karmiona, pielęgnowana i otoczona troskš. Kiedy kilkakrotnie dotykamy podobnej sytuacji na scenie, mam przed oczami moje osobiste, bardzo bolesne doœwiadczenie.

Jak współpracuje się panu z reżyserem Andrzejem Mastalerzem? Znaliœcie się wczeœniej?

Z Andrzejem spotkałem się dziesięć lat temu na planie filmu „Zgorszenie publiczne", zrealizowanego na Œlšsku. A jak to bywa w filmie, czas spędza się głównie na czekaniu, więc mieliœmy okazję się poznać. Kilka lat póŸniej Andrzej zagrał goœcinnie w naszym teatrze i wtedy zaproponował ówczesnej dyrekcji realizację „Autostrady". Do powstania spektaklu z różnych powodów nie doszło, ale ja otrzymałem w prezencie egzemplarz scenariusza. Teraz, w innych okolicznoœciach, wróciliœmy do zwišzanego z nim pomysłu. Warto zauważyć, że „Autostrady" nikt wczeœniej w Polsce nie wystawiał. Będzie to polska prapremiera, grana u nas na scenie kameralnej. Forma i œrodki wyrazu aktorskiego sš dobierane według zasady szlachetnej skromnoœci, a Andrzej podchodzi do pracy w sposób wręcz jubilerski, gdy chodzi o analizę czy propozycje wspomnianych wczeœniej œrodków aktorskich. To przykład spektaklu robionego z pasji i marzeń, a nie na zamówienie repertuarowe. Andrzej miał ten tekst głęboko w sercu i czuć to w pracy nad nim.

Można pana oglšdać na scenie Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki od 1988 roku, ostatnio w spektaklach „Trans-Atlantyk" i „Popiełuszko". Jak by pan okreœlił te różne role?

Te dwa spektakle to zupełnie dwa inne œwiaty. W „Trans-Atlantyku" grałem postać Ciumkały – jednego z trzech nierozłšcznych właœcicieli firmy „Koński Psi Interes". Postaci te sš barwnš częœciš przedwojennej Polonii w Argentynie opisanej przez Gombrowicza, a pokazane w spektaklu bardzo zespołowym, sprawnie zrealizowanym przez Jacka Jabrzyka. Z kolei w „Popiełuszce" gram postać zdecydowanie negatywnš – oficera SB. Sam spektakl okazał się przedsięwzięciem trafionym i oczekiwanym. Jeœli jest grany – zawsze mamy 100-procentowš frekwencję. W tym sezonie miałem również premierę „Mayday", w którym gram Stanleya Gardnera, a za chwilę będę Charliem w „Autostradzie". Teatr w takim mieœcie jak Białystok musi zaspokajać oczekiwania szerokiego spektrum widzów, dlatego przychodzi nam mierzyć się z różnymi zadaniami. To jest dla aktora bardzo rozwijajšce.

A co pan sobie najbardziej ceni w białostockim dorobku?

Przez dwadzieœcia kilka lat zagrałem kilkadziesišt różnych ról, z czego najbardziej cenię sobie rolę Sganarela w „Don Juanie", Senatora w „Dziadach III", czy Valene'a Connora w „Samotnym Zachodzie". Miło wspominam również udział w spektaklu „Scenariusz dla trzech aktorów" czy „Seksie nocy letniej" Woody'ego Allena – przedstawieniu, które ostatnio zagraliœmy już po raz 150. Doceniam pracę z reżyserami, dzięki którym mam możliwoœć odkrycia w sobie nowych możliwoœci. Lubię pracować nad rolami, które sš – wydawałoby się – wbrew moim warunkom psychofizycznym. Przynosi mi także frajdę i radoœć udział w spektaklach, gdzie mam możliwoœć improwizacji czy bezpoœredniego kontaktu z widzem.

Który z reżyserów był dla pana najbardziej inspirujšcy?

Do Białegostoku zostałem zaproszony po raz pierwszy przez dyrektora Andrzeja Jakimca. To były lata 80. i pracowałem wtedy w teatrze w Tarnowie. Andrzej Jakimiec tworzył teatr, który wychodził poza ramy scen repertuarowych i siedzibę instytucji. W tamtych latach nie było oczywiste, żeby grać na œrodku jeziora, w skansenie czy w żwirowni. Duży wpływ na mój rozwój i postrzeganie aktorstwa miał także Waldemar Œmigasiewicz, z którym kilkakrotnie miałem okazję pracować w Białymstoku. Waldek miał znakomite zdolnoœci reżysersko-pedagogiczne i starał się nam wpajać, że dobre samopoczucie aktora na scenie niekoniecznie służy jego rozwojowi. Bardzo sobie cenię nie tylko spotkanych w Białymstoku reżyserów, ale także scenografów i innych realizatorów. Miałem przyjemnoœć grać w kostiumie zaprojektowanym przez profesora Andrzeja Strumiłłę, który doskonale wyczuł klimat „Wiœniowego sadu", a to bardzo pomogło mi w wykreowaniu doœć charakterystycznej postaci Borysa Piszczyka. W czasach, kiedy inscenizacje sš rozbudowane i muszš być atrakcyjne dla widza, nie mogę zapomnieć współpracy z choreografami Mikołajem Mikołajczykiem i Maćkiem Zakliczyńskim.

Ma pan również doœwiadczenia w pracy serialowej. Czy to odskocznia od teatru, sposób na większe pienišdze czy też przygoda?

Wszystko w jednym. Trafiłem do teatru z filmu. Jako młody chłopak byłem członkiem AKF im. A. Munka w Sosnowcu – klubu na tamte czasy bardzo uznanego i cenionego. Grywałem w filmach, zostałem nawet laureatem ogólnopolskiego festiwalu filmu niezależnego w Polanicy. Praca w filmie uruchamia specyficzny œrodek ekspresji aktorskiej. To ciekawa, fajna przygoda, tak jak praca w reklamie. Czasami przy odpowiednich warunkach można stworzyć kilkunastosekundowe perełki. Ale teatr jest najszlachetniejszš formš aktorskš.

Nie pochodzi pan z Podlasia. Jak pan się tu zakorzeniał?

Kiedy przyjechałem pierwszy raz w 1988 r., nie za bardzo się zakorzeniłem. Po dwóch latach, z powodów osobistych, wyjechałem do Stanów Zjednoczonych. Miało to trwać kilka miesięcy, a wydłużyło się do oœmiu lat. Mogłem dobrze prosperować w Ameryce, ale cišgle czegoœ mi brakowało – realizacji marzeń. Postanowiłem wrócić, ale realia były już inne. Pod koniec lat 90. niełatwo było się dostać do zespołu aktorskiego i otrzymać etat. Na szczęœcie wróciłem do teatru, który znałem, w którym mnie jeszcze pamiętano. Dzięki uprzejmoœci Andrzeja Karolaka udało mi się grać goœcinnie, a po jakimœ czasie zostałem zaproszony do zespołu. Założyłem tu rodzinę, mam dwójkę dzieci. Czuję się tu dobrze i jestem doceniony. Bardzo szanuję to, co tutaj robię.

W Ameryce był pan m.in. kierowcš tira. Czy to doœwiadczenie pomogło w zrozumieniu „Austostrady"?

Historia bohatera „Autostrady" jest uniwersalna. Mogłaby się wydarzyć w każdym miejscu na œwiecie. Ale oczywiœcie dzięki mojej amerykańskiej przygodzie wiem trochę więcej o amerykańskich realiach, znam tamte miejsca, a nawet kojarzę zapach gór w stanie Utah czy pustyni w Arizonie. Wielokrotnie nocowałem w motelach, w jakich rozgrywa się akcja naszego spektaklu. A to działa na wyobraŸnię.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL