Podlasie

Galeria im. Sleńdzińskich w Białymstoku zaprasza na wystawę „Mosty"

Helena Bohle-Szacka, autorka m.in. pierwszego w historii pokazu polskiej kolekcji mody w Berlinie Zachodnim.
Agencja Gazeta, Sergiusz Peczek
Wystawa „Mosty" w białostockiej Galerii im. Sleńdzińskich przybliża sylwetkę Heleny Bohle-Szackiej – artystki wielu talentów.

Graficzka, ilustratorka, dziennikarka, projektantka mody. Białostoczanka, która, chcąc nie chcąc, budowała most nad żelazną kurtyną. Urodziła się w 1928 roku, wychowała w polskiej rodzinie o wielonarodowym rodowodzie (ojciec był potomkiem spolonizowanych Niemców, matka pochodziła z zasymilowanej rodziny żydowskiej). Bliscy nazywali ją Lilką. W domu była jeszcze Irka – starsza siostra, zamordowana w czasie wojny za ukrywanie się poza murami białostockiego getta. Lilkę aresztowano w 1944 roku, trafiła do niemieckich obozów koncentracyjnych, później do pracy przymusowej, przetrwała „marsz śmierci".

Po powrocie rozpoczęła studia w łódzkiej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (dziś ASP). – Studia mnie zafascynowały, to był mój świat, coś, za czym zawsze tęskniłam. No i Strzemiński, najwspanialsza postać, nadawał ton całej uczelni – wspominała jednego ze swoich mistrzów. Jego wpływy widać w pracach Heleny, którymi ożywiała peerelowską szarzyznę. Projektowała logotypy, opakowania, reklamy, tworzyła rysunki żurnalowe. I właśnie żurnale ją wciągnęły – współpracowała z działem mody „Dziennika Łódzkiego", miesięcznikami „Moda", „Modne krawiectwo" oraz „Uroda". Pracowała dla łódzkiego domu mody Telimena i warszawskiej Mody Polskiej. W 1965 roku została kierowniczką artystyczną domu mody Leda, z którym osiągnęła międzynarodowe sukcesy w postaci pierwszego w historii pokazu polskiej kolekcji w Berlinie Zachodnim oraz złotego medalu na targach w Monachium.

Jednak Berlin

W 1968 roku znów zawitała do zachodniego Berlina, tym razem na dłużej. – Atmosfera była bardzo nieprzyjemna, te wszystkie antysemickie historie. Ja, która nigdy nie myślałam o opuszczeniu Polski, zaczęłam się zastanawiać nad wyjazdem – opowiadała po latach, podkreślając, że została w kraju nawet po tym, gdy ojciec, zatrzymany w 1950 roku przez UB, zginął po skoku z okna siedziby bezpieki. Została sama, bo matka już wtedy zdecydowała się na emigrację. Aż przyszedł marzec '68 – wtedy także jej trzeci mąż, Wiktor Szacki, naciskał na wyjazd.

W Niemczech z początku było trudno, jednak wkrótce jej wykształcenie i doświadczenie sprawiły, że zaczęła uczyć – wykładała grafikę i komunikację wizualną na prywatnej uczelni artystycznej Lette-Verein. Prowadziła galerię działającą przy Klubie Inteligencji Katolickiej w Berlinie, prezentującą prace artystów z Polski. Sama też tworzyła – wystawiała w Paryżu, Wiedniu, Londynie i Kopenhadze, ale również po drugiej stronie muru: w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Pradze.

Rysunki, zapiski, spotkania

Ilustrowała książki – jej monochromatyczne, geometryczne prace zdobią m.in. tomiki wierszy Ewy Lipskiej, Adama Zagajewskiego, zbiór prozy Jacka Bocheńskiego. Powtarzający się motyw ściany dzielącej przestrzeń ilustruje dwujęzyczny polsko-niemiecki tomik Leszka Szarugi „Nie mówcie Europa" – był rok 1988, ale w tytułowym wierszu już znalazły się wersy: „tonie Wenecja kruszeje Notre Dame (...) jacyś obcy nadchodzą mówią dziwnym narzeczem śpiewają tęskne pieśni/ i nic się nie dzieje jakoś z tym żyjemy".

Po roku 2000 artystka wydała dwa autorskie zbiory. „Ślady cienie" noszą mówiący wszystko podtytuł „Rysunki i zapiski". Rysunki wciąż czarno-białe, zapiski – krótkie, czasem jednozdaniowe. W „Od drzewa do drzewa" jej ilustracje towarzyszą „wersom poetów różnych". Wszystko łączą tu drzewa wycięte z wierszy Wisławy Szymborskiej, Adama Zagajewskiego, Ewy Lipskiej, Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta, Ryszarda Krynickiego. Słowo wstępne napisał Stanisław Lem „W imieniu wszystkich drzew, zarówno jeszcze nietkniętych, jak powalonych oraz takich, którym zagraża ludzka zachłanność". Słowa sprzed kilkunastu lat znów stały się proroctwem.

Grono autorów zostało wybrane nieprzypadkowo – zdecydowana większość z wymienionych odwiedzała prywatny salon stworzony w Berlinie przez projektantkę. Bywali tam także Władysław Bartoszewski, Sławomir Mrożek i Jan Lenica. Odwiedziny urwały się 21 sierpnia 2011 roku.

Pusty butik

Sześć lat po śmierci Lilki jej obszerne archiwum wróciło do Białegostoku – pozostanie w kolekcji Galerii Sleńdzińskich.

– Nie była znana w środowisku historyków mody. Sam – wstyd powiedzieć – też o niej nie wiedziałem – mówi „Rz" Marcin Różyc, kurator wystawy „Mosty". – Kiedy pracowała w Polsce, o projektantach się nie mówiło, a kiedy Jadwiga Grabowska (siedząca za sterami Mody Polskiej), Grażyna Hase, czy Barbara Hoff zaczęły być rozpoznawalne, jej nie było już w kraju – zauważa.

W ramach białostockiej ekspozycji twórczość i historia Heleny Bohle-Szackiej zostały zinterpretowane przez współczesnych artystów: Zuzę Golińską, Darię Malicką, Dagmarę Rosę, Janusza Noniewicza i Dominikę Raczkowską. Jednym z efektów tych działań jest instalacja „Butik", nawiązująca zarówno do kolekcji projektowanych przez bohaterkę w latach 60., jak i do roli, jaką współcześnie odgrywa Telimena SA (firma produkuje „odzież korporacyjną" w rodzaju policyjnych mundurów i kolejowych uniformów).

– Są tu autentyczne ubrania projektu Heleny oraz rekonstrukcje jej neoplastycznej kolekcji dla Ledy. – Ale poza tym ten „butik" jest pusty, przypomina niezrealizowane marzenie o modzie w PRL – na okładkach prasowych kolorowe zdjęcia ubrań, ale nigdzie nie można tego kupić – wyjaśnia Marcin Różyc, zastrzegając, że choć moda zajmuje ważne miejsce, to wystawa dotyczy wszystkich elementów życia Heleny. – Także dlatego, że pomimo ogromnych osiągnięć w tej dziedzinie dystansowała się od mody, uważała, że jest mniej wartościowa niż sztuka.

„Mosty" są do obejrzenia w galerii przy ul. Legionowej 2 (w dawnym butiku Domu Mody Telimena) oraz w zabytkowej, drewnianej willi na Bojarach (ul. Wiktorii 5). Tam też powstał mural autorstwa Janusza Noniewicza i Dominiki Raczkowskiej – portret bohaterki wpisany został w malarską interpretację orderu Polonia Restituta (który otrzymała – wraz z Janem Lenicą – w 1994 roku).

Kluczem do interpretacji całości może być cytat z laudacji, którą malarz Henryk Waniek wygłosił podczas otwarcia wystawy Bohle-Szackiej w Berlinie w 2000 roku: „Helena jest mostem, na którym spotykają się rzeczy, które nigdzie indziej nie mogłyby się spotkać; mostem, po którym my sami możemy przejść na drugi brzeg; spojrzeć na świat z innego punktu; mostem, z którego otwiera się widok na nurt rzeki; tego symbolu życia płynącego niestrudzenie we właściwym sobie kierunku".

Wystawie towarzyszy także książka – łącząca cechy biografii i studium twórczości. Tytuł: oczywiście „Lilka".

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL