Jezioro tarnobrzeskie w dawnym wyrobisku kopalni przyciąga odpoczywających

aktualizacja: 17.07.2017, 00:00
Foto: FB/Tarnobrzeg Miasto

Nad Jeziorem Tarnobrzeskim w dawnym wyrobisku kopalni siarki opala się, kąpie i żegluje w weekendy nawet kilkanaście tysięcy osób.

REDAKCJA POLECA

Z wakacji nad Bałtykiem, jeżeli szczęście dopisze, można wrócić z cenną pamiątką, znalezionym na plaży okruchem bursztynu. Na brzegach Jeziora Tarnobrzeskiego plażowicze wypatrują innego minerału – grudek siarki rodzimej. Jezioro, prawie regularny pięciobok o powierzchni 455 ha i linii brzegowej o długości 10 km, to jeden z największych na świecie sztucznych zbiorników, jakie powstały w wyrobisku po kopalni odkrywkowej, i jedyny, gdzie wodą wypełniono nieckę po wydobyciu siarki.

W lipcu upłynie siedem lat od chwili, gdy na przedmieściu Tarnobrzega uroczyście otwarto liczącą 3 km długości i prawie 100 m szerokości plażę oraz strzeżone kąpieliska. W wody jeziora, wśród setek innych amatorów kąpieli, zanurzyły się także miejscowe władze i kierownictwo przemysłu siarkowego, który przez dziesiątki lat był filarem gospodarki, najważniejszym pracodawcą i dźwignią postępu na rozległych terenach od Stalowej Woli po Staszów w dzisiejszym województwie świętokrzyskim.

Przełomowe odkrycie

Wprawdzie obecną nazwę nadał siarce dopiero Jędrzej Śniadecki na początku XIX w., ale Polacy umieli ją wykorzystywać z powodzeniem znacznie wcześniej, co wynika m.in. z opisu zgładzenia smoka wawelskiego w kronice Wincentego Kadłubka. W 1595 r. do groźnego wypadku z siarką doszło na Wawelu, gdy podczas eksperymentów przeprowadzanych osobiście przez króla Zygmunta III i znanego alchemika Michała Sędziwoja wybuchł pożar, który strawił jedno ze skrzydeł zamku. To m.in. dlatego stolicę przeniesiono do Warszawy. Siarkę wydobywano w Polsce już w XIV w., w podkrakowskich Swoszowicach, wśród geologów panowało jednak przekonanie, że jej naprawdę zasobne złoża nie mogą u nas występować.

Jednym z nielicznych, którzy tego dogmatu nie uznawali, był prof. Stanisław Pawłowski. We wrześniu 1953 r. podczas prowadzonych pod jego kierownictwem wierceń w Mokrzyszowie, dzisiejszej dzielnicy Tarnobrzega, świdry natrafiły na rudę siarki. Tak dokonało się odkrycie, które na dziesięciolecia przesądziło o losie całego regionu. Zasobność złóż oceniono na 30 proc. światowych rezerw siarki rodzimej. W 1958 r. pod Tarnobrzegiem, ale na przeciwległym, lewym brzegu Wisły, rozpoczęła wydobycie odkrywkowa kopalnia Piaseczno. Dwadzieścia lat później, po powstaniu kopalni Machów (w 1970 r.) oraz Jeziórko i Grzybów – w tych dwóch ostatnich wydobywano siarkę metodą otworową, przez tłoczenie w głąb ziemi tzw. przegrzanej wody pod ciśnieniem – Polska była już niekwestionowanym liderem na globalnym rynku siarki. W Tarnobrzeskim Zagłębiu Siarkowym wydobywano rocznie 4,5 mln t siarki, przy rocznej światowej produkcji ok. 10 mln t. Dla obsługi eksportu powstał w Gdańsku terminal przeładunku siarki płynnej, a Polska Żegluga Morska, jako jedyny armator na świecie, zbudowała flotę „siarkowców" – tankowców ze zbiornikami, w których utrzymywana jest temperatura 135–145 stopni C, konieczna do zachowania ładunku w stanie ciekłym. Ogromne pieniądze wyłożono na szerokotorową Linię Hutniczo-Siarkową, która miała się przyczynić do wzrostu eksportu do ZSRR.

Koniec koniunktury

Krach nastąpił ćwierć wieku temu, gdy koncerny paliwowe zaczęły na wielką skalę odsiarczać ropę naftową i gaz ziemny. Na początku lat 90. ceny siarki – dla przemysłu naftowego to produkt głównie odpadowy, którego pozbywano się często praktycznie za darmo – spadły z ponad 150 dol./t do zaledwie 30 dol./t, podczas gdy koszty jej wydobycia w Polsce wciąż przekraczały 90 dol./t. Dla zagłębia siarkowego, w gospodarce już wolnorynkowej, oznaczało to wyrok. W ciągu następnych kilku lat zaniechano stopniowo wydobycia – jedyną czynną obecnie kopalnią jest Osiek, wytwarzający surowiec o czystości 99,95 proc., potrzebny w przemyśle farmaceutycznym i kosmetycznym – a kombinat Siarkopol, jedno z największych przedsiębiorstw w kraju, postawiono w stan likwidacji. Do ostatnich, najważniejszych jego zadań należało rozbrojenie „bomby ekologicznej" – nagromadzonych w gruncie oraz wodach podziemnych związków siarki, z kwasem siarkowym włącznie, oraz rewitalizacja terenów zdewastowanych przez kopalnie odkrywkowe, które w latach swej działalności wydobyły łącznie 82 mln t rud siarki.

W Tarnobrzegu dawne wyrobisko kopalni Machów znane jest nadal jako „Dołek". Przywrócenie go ludziom i naturze – na dawnych zdjęciach kojarzy się on z krajobrazami marsjańskimi – to przedsięwzięcie pionierskie w skali światowej, wybitne osiągnięcie polskich inżynierów i przyrodników.

Konkurencja dla Soliny

Rekultywacja odkrywki w Machowie trwała przeszło dziesięć lat, a napełnianie zbiornika – prawie cztery. Prace pochłonęły ponad 1,5 mld zł. Władze Tarnobrzega, który przejął od górników jezioro, mają nadzieję, że będzie ono w stanie konkurować o turystów z Jeziorem Solińskim. Zalew w Bieszczadach, pięć razy większy, bez wątpienia przewyższa „Dołek" walorami krajobrazowymi i przyrodniczymi. Na południowym brzegu „Dołka" wciąż wznoszą się kominy i zabudowania przemysłowe spółek Siarkopolu . Ale Jezioro Tarnobrzeskie ma również mocne atuty. Ciepłą i czystą wodę – choć pochodzi ona z oddalonej o 200 m Wisły, zalicza się w 90 proc. do I klasy czystości – bezpieczne brzegi, łagodnie opadające dno, najdłuższą plażę w południowej Polsce. Żeglarze cenią sobie silne i stałe wiatry. Nurkowie – przejrzystą wodę, znaczną głębokość (42 m) i „nurkowisko" z pozostawionymi na dnie instalacjami i samochodami dawnej kopalni oraz trzema zatopionymi wrakami. Wędkarze mają szanse złowić pod Tarnobrzegiem ponadmetrowego szczupaka, trzykilogramowego karpia, sandacza czy suma.

W słoneczne niedziele letnie odpoczywa nad jeziorem ponad 10 tys. osób, a łączna liczba gości przekracza 400 tys. rocznie. Niemniej jednak jego potencjał nadal nie jest wykorzystany. Wciąż nie pojawili się w Machowie inwestorzy, gotowi, jak zakładano, budować hotele, apartamentowce, ośrodki sportowe czy wypoczynkowe. Planowane zagospodarowanie i uzbrojenie 100 ha terenów wokół jeziora powinno ich do tego zachęcić. Inwestycja kosztować ma 33 mln zł, z czego 2/3 ma pokryć dotacja z funduszy europejskich z budżetu na lata 2014–2020. Projekt przewiduje m.in. budowę drogi i szlaku rowerowego wokół jeziora, kanalizacji i sieci wodociągowej oraz wzmocnienie infrastruktury energetycznej.

Historia wielkiej polskiej siarki to już zamknięty rozdział. I to rozdział niezbyt długi. Wszystko dokonało się za życia jednego pokolenia. Niektórzy mieszkańcy Tarnobrzega urodzili się we wsiach, które pochłonął „Dołek" (w Miechocinie czy Kajmowie), potem w nim w tumanach żółtego pyłu pracowali, a dziś wypoczywają, żeglują i wędkują nad wodą, która go wypełnia.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: g.lys@rp.pl

POLECAMY

KOMENTARZE