Przyszłość Czarnych już nie czarna

aktualizacja: 11.09.2017, 21:00
„Gramy dalej” – to hasło mają na koszulkach kibice Czarnych Słupsk.
„Gramy dalej” – to hasło mają na koszulkach kibice Czarnych Słupsk.
Foto: www.czarnislupsk.pl, Łukasz Capar

Na kogo mógłby liczyć klub, jeśli nie na swoich kibiców? W Czarnych Słupsk wiedzą o tym doskonale.

REDAKCJA POLECA

Łatwo jest deklarować miłość do klubu, malować twarz, nosić szalik, polubić na Facebooku, nawet przyjść na mecz. Za bilet jest gotowych zapłacić wielu, bo w zamian dostaną rozrywkę i dwie godziny sportowych emocji.

Najwięksi prześcigają się w zapewnianiu, jak wielu mają fanów, budują kluby kibica, bo to się może przełożyć na negocjacje ze sponsorami, ekspozycję w mediach i ewentualną gotowość telewizji do przeprowadzenia transmisji.

Fikcyjne konta

A jeśli klub wpada w kłopoty, traci sponsora i jest na krawędzi bankructwa? Jeśli prokuratura zaczyna badać wątek wyprowadzania pieniędzy i fałszowania podpisów pod kontraktami? Czy w tej sytuacji kibice zdobyliby się na pomoc i realne wsparcie? W Czarnych Słupsk właśnie taką sytuację przećwiczyli i w najczarniejszych (nomen omen) dniach dostali nową energię.

Cios przyszedł, kiedy nikt się go nie spodziewał. Drużyna od kilku sezonów zajmowała czołowe miejsca w Polskiej Lidze Koszykówki (PLK), sezon 2015/2016 skończyła na trzecim miejscu.

W zespole zostali najważniejsi zawodnicy, a prezes Andrzej Twardowski mógł ogłosić podpisanie nowej umowy z potężnym sponsorem – grupą Energa, która od wielu lat wspierała klub. Wszystko zdawało się iść w dobrą stronę, nawet budowa nowej hali, bo Czarnym przydałby się nowoczesny obiekt z prawdziwego zdarzenia.

I wtedy, w styczniu gruchnęła wiadomość, że prokuratura bada nieprawidłowości finansowe, a podejrzanym jest generalny menedżer, który zgłosił się dobrowolnie, żeby złożyć wyjaśnienia. Na jaw zaczęło wychodzić, że od pewnego czasu pieniądze z klubu, zamiast bezpośrednio do zawodników, trafiały najpierw na fikcyjne konta i dopiero potem menedżer wypłacał je koszykarzom.

Sponsor odchodzi

Czarni mieli na tym stracić ok. 200 tysięcy złotych, czyli około 4 procent rocznego budżetu. To stawiało w złym świetle strategicznego sponsora, czyli należącą do państwa spółkę Energa.

Klub miał status pokrzywdzonego w całej sprawie, a wieloletni prezes Czarnych Andrzej Twardowski, żeby ratować sytuację i zatrzymać sponsora, podał się do dymisji. Kibice na jednym ze spotkań, transmitowanych przez telewizję, ubrali się na zielono (jeden z kolorów sponsora), starając się pokazać, jak ważna jest dla nich Energa.

To jednak nie przekonało spółki, która ogłosiła zerwanie kontraktu i to w momencie, gdy drużyna walczyła w fazie play-off (ostatecznie skończyła sezon na czwartej pozycji). Przyszłość klubu stanęła pod znakiem zapytania, bo pieniądze od Energi stanowiły bardzo ważny składnik budżetu, a czas na złożenie dokumentów licencyjnych upływał 15 lipca.

„Mamy swoją energię"

Część pieniędzy w budżecie udało się zebrać, dzięki wsparciu miejskich spółek, część dołożyli nowi sponsorzy, którzy pojawili się w klubie (m.in. firma Briggs & Stratton). Ważną pozycję stanowiły prognozowane wpływy z biletów (na meczach Czarnych jest zawsze duża frekwencja), ale ciągle brakowało sporo, by osiągnąć minimum, wymagane przez PLK, czyli 2 miliony złotych.

Wtedy zaczął się drugi akt tej historii, o wiele bardziej pozytywny. – Znałem już wcześniej chłopaków z platformy crowdfundingowej Fans4club. Myślałem, by zebrać w ten sposób pieniądze na remont szatni, ale przez 2,5 roku nie było okazji, żeby zacząć współpracę. Ten moment wydawał się idealny. Mieliśmy bardzo mało czasu, a przygotowanie projektu zajmuje zazwyczaj trzy, cztery miesiące. Trzeba zebrać nagrody, a my musieliśmy się bardzo spieszyć. Pomimo to wystartowaliśmy – mówi „Rzeczpospolitej" Mateusz Kaźmierczak, media manager klubu.

Akcja ruszyła pod hasłem „Mamy swoją energię". Jej start trzymano w tajemnicy i ogłoszono na konferencji prasowej. Kibice domyślali się, że klub chce ogłosić pozyskanie możnego sponsora, ale kiedy dowiedzieli się, o co chodzi, natychmiast ruszyli do wykupywania cegiełek.

Kaźmierczak rzucił hasło, pozyskiwał część nagród, był w stałym kontakcie z przedstawicielem Fans4club, ale nie chce, żeby przypisywać mu wszystkie zasługi. W pomoc włączył się klub kibica, który promował akcję, zaoferował nagrodę dla wspierających osób.

– Proszę zaznaczyć, że akcja zyskała drugi oddech, gdy na stanowisko prezesa wrócił Andrzej Twardowski, który pomógł też pozyskać część nagród. Wspierał nas również prezydent miasta Robert Biedroń – mówi „Rz" Kaźmierczak. Można było wpłacać różne kwoty, zaczynające się już od pięciu złotych, a za 15 złotych klub oferował umieszczenie nazwiska darczyńcy na parkiecie hali Gryfia (ma z tych nazwisk powstać grafika przedstawiająca symbol akcji).

Rywale pomagają

Do „kupienia" były też szaliki, kubki, perfumy, trening z drużyną, okolicznościowe bluzy i koszulki. Udało się pozyskać piłkę z podpisami Kamila Glika i Kamila Grosickiego, rękawice bramkarskie z autografem Artura Boruca czy koszulkę reprezentanta Polski w koszykówce Aarona Cela z EuroBasketu 2015. Nagrody fundowali także koszykarze słupskiej drużyny.

Akcja pomogła zintegrować środowisko i wytworzyła dobrą atmosferę w mieście.

– Podpisaliśmy umowy z podmiotami, które do tej pory nie pomagały klubowi. Wspierają nas nawet firmy funkcjonujące w tej samej branży, konkurencyjne wobec siebie, co dotychczas się nie zdarzało – mówi Kaźmierczak.

W pozyskiwanie funduszy włączyły się też inne kluby Polskiej Ligi Koszykówki. Trefl Sopot wykupił możliwość prowadzenia dopingu na jednym ze spotkań i dzięki temu, w hali Gryfia na meczu Czarni – Trefl będą dwaj spikerzy. Słupszczanom pomógł również klub z Torunia, akcję wsparli kibice Asseco Gdynia, którzy przelali znaczną kwotę i dołączyli wiadomość, że na przeciwników zawsze można liczyć. Ostatecznie udało się zebrać ok. 232 tys. złotych, czyli więcej, niż zakładana na początku kwota. Na konto akcji pieniądze przelało 1195 kibiców.

Oczywiście, pojawiały się też głosy negatywne, zwłaszcza że klub wpadł w kłopoty przez niejasne operacje finansowe jego pracowników, ale dużo więcej było pozytywnych sygnałów.

– To jedna z najlepszych akcji Fans4Club, porównywalna ze świetną inicjatywą kibiców Wisły Kraków. Przegoniliśmy nawet Lecha Poznań. Chciałbym, żeby inne kluby koszykarskie pomyślały o tym sposobie pozyskiwania pieniędzy, bo o sponsorów jest naprawdę trudno – mówi „Rz" Kaźmierczak, który sam niedługo odchodzi z klubu do nowych wyzwań.

Czarni dostali licencję i zaczną sezon. W Gryfii znowu będzie głośno, a klub zyskał nową energię. Przyszłość już nie rysuje się w czarnych barwach.

POLECAMY

KOMENTARZE