Życie Pomorza

Muzycy wracają po przerwie

Radiohead otworzy Open’er w Gdyni 28 czerwca. Zagra m.in. kompozycje z nowej płyty „A Moon Shaped Pools”. Thom Yorke pośrodku, Jonny Greenwood drugi od lewej.
ALTER
Trójmiasto gościć będzie tego lata największe światowe gwiazdy. Zagrają Radiohead, Foo Fighters, Guns N’ Roses i The Weeknd.

Największą rockową sensacją będzie przyjazd Guns N' Roses 20 czerwca do Gdańska. Grupa powróciła w składzie z wokalistą Axlem Rosem i gitarzystą Slashem, którzy nie występowali razem i pozostawali w sporze od 17 lipca 1993 roku, gdy dali koncert na stadionie River Plate w Buenos Aires.

Na pytanie, czy zagrają jeszcze kiedyś razem, odpowiadali: nie w tym życiu! Dlatego nazwa obecnego tournée brzmi „Never In This Lifetime!". Informację o powrocie ogłosili pod koniec grudnia 2015 r. To była sensacja. Zaczęli od pojawienia się na prestiżowym festiwalu Coachella. A potem negocjowali z promotorami koncertów zagranie aż 25 występów na stadionach w Ameryce Północnej w lecie 2016 roku. Źródła podawały, że grupa inkasowała za każdy show 3 mln dolarów. Ostatecznie na koncerty pod szyldem „Not In This Lifetime!" sprzedano w 2016 roku prawie 2 miliony biletów.

Koniec chińskiej demokracji

Przez ostatnie dwie dekady grupa działała jako formacja luźno powiązanych ze sobą muzyków, zarządzanych silną ręką Axla. Najbardziej zjadliwi fani mówili wtedy, że róże więdną, a pistolety rdzewieją. Sytuację w zespole dobrze określał tytuł jedynej wydanej przez wokalistę płyty „Chińska demokracja", której produkcja trwała 15 lat i pochłonęła miliony dolarów. A przecież początki były takie piękne. Guns N' Roses byli jedyną grupą na przełomie lat 80. i 90. zasługującą na miano następców Led Zeppelin. Wokalista Axl Rose i gitarzysta Slash stworzyli jeden z najbardziej widowiskowych rockowych duetów. Wywołali furorę albumem „Appetite for Destruction" (1987). To najlepiej sprzedający się amerykański debiut płytowy, który rozszedł się w 30 milionach egzemplarzy na całym świecie. Dwie części „Use Your Illusion" (1991) łącznie sprzedały się w ponad 50 mln egz. Hity „Sweet Child o'Mine", „Paradise City", „Don't Cry" i zagrany z udziałem orkiestry symfonicznej „November Rain" nie schodzą z radiowej anteny.

Prace nad kolejną płytą zaczęli w 1993 r., ale Rose zwalniał kolejnych producentów, zmieniał muzyków, zarzucając kolegom lenistwo i skłonność do narkotyków. W 1995 r. zniecierpliwiony Slash zrealizował solową płytę pod szyldem Snakepit. Z powodzeniem kierował supergrupą Velvet Revolver, grając z innymi muzykami Guns N' Roses: basistą Duffem McKaganem i perkusistą Mattem Sorumem. Zaprosili do współpracy Scotta Weilanda, wokalistę Stone Temple Pilot.

Tymczasem Axl zachował prawa do nazwy Guns N' Roses i przypomniał o sobie światu w 1999 r., wydając singiel „Oh My God". Po nieudanej trasie w latach 2001–2002, kiedy Rose irytował fanów, odwołując koncerty w ostatniej chwili, nikt już nie traktował poważnie kolejnych zapowiedzi „Chinese Democracy". W 2006 r. zespół znów zaczął koncertować, wystąpił również w Warszawie, gdzie wokalista dał popis gwiazdorskich fochów, ale już na scenie usatysfakcjonował fanów. „Chinese Democracy" do dziś wywołuje mieszane uczucia. Klasę trzyma ballada „Sorry", „Scraped" i rytmiczne „Better".

Teraz Guns N' Roses tworzą: Axl Rose (wokal, fortepian), Duff McKagan (bas), Slash (gitara prowadząca), Dizzy Reed (klawisze), Richard Fortus (gitara rytmiczna), Frank Ferrer (perkusja) i Melissa Reese (klawisze). Fani usłyszą na gdańskim koncercie m.in. „Welcome to the Jungle", „Civil War" i „Paradise City".

Mistrzowie psychodelii

Znakomicie zrównoważony program przygotował organizator tegorocznego gdyńskiego Open'era. 28 czerwca festiwal otworzy Radiohead. Grupa powróci do nas po siedmioletniej przerwie, po oszałamiającym koncercie w Poznaniu. Na najnowszym albumie „A Moon Shaped Pool", który sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy, powróciła do gitar i dodała orientalne akcenty. Dużą rolę grają też partie orkiestrowe i ciekawe, w jakiej formie zostaną zaprezentowane w Gdyni. Tym bardziej że gitarzysta Jonny Greenwood znany jest również w Gdyni z koncertów z Krzysztofem Pendereckim. Taki duet nie był zaskoczeniem. Spotkali się giganci swoich gatunków i pokoleń.

Żadna grupa alternatywna nie sprzedała 30 mln albumów, grając na nosie grubym rybom show-biznesu. Rockowi intelektualiści z Oksfordu nagrali w 1992 r. balladę „Creep" i było to prawdziwe wejście smoka, mimo że okazała się ona plagiatem piosenki The Hollies. Potem zaskakiwało już wszystko. Album „OK Computer" (1997) stał się zapowiedzią gitarowo-elektronicznego brzmienia przyszłości. A kiedy skończył się kontrakt z EMI, muzycy zdecydowali się na premierę „In Rainbows" (2007) w sieci za symboliczne „co łaska". Każda kolejna płyta ukazywała się online, na zasadzie dawnych techno party: anonsowana nagle.

Premierę „A Moon Shaped Pool" poprzedził wideoklip „Burn the Witch" w formie kukiełkowej animacji nawiązującej do dziecięcego serialu „Trumpton" z lat 60. Ciekawe, czy zobaczymy ją na ekranach w Gdyni. Warto, bo polityk z teledysku, który przyjechał do miasteczka, by być świadkiem spalenia czarownicy, sam staje się jej ofiarą. Ku uciesze wszystkich mieszkańców!

To nie będzie pierwsza wizyta Radiohead na polskim wybrzeżu. W 1994 r. Brytyjczycy występowali na sopockim molo, w czasach, kiedy dopiero stawali się gwiazdą. W okolicznościach, o których Yorke – obecnie wzór wszystkich poprawnych politycznie postaw spod znaku eko i bio – wolałby pewnie dziś nie pamiętać: mianowicie pod szyldem Marlboro Rock In, imprezy lansującej markę amerykańskich papierosów. Nasza rzeczywistość zszokowała absolwentów Oksfordu. Muzycy lecieli do Trójmiasta z Warszawy na pokładzie samolotu made in ZSRR. Widok śmigieł szczerze ich przeraził. Na molo zapragnęli napić się szampana. W karcie był tylko radziecki, którego smak kojarzył im się, jak to określili, wyłącznie z mydłem. Z Polski wyjechali obładowani kartonami papierosów, których niskiej cenie nie mogli się oprzeć.

Rock i pop

29 czerwca zagra na Open'erze Foo Fighters. Założycielem był w 1994 roku Dave Grohla, perkusista Nirvany. Po latach można powiedzieć, że stworzył grupę będącą totalnym przeciwieństwem macierzystej formacji. Gdy u boku Kurta Cobaina tworzył depresyjną, programowo alternatywną muzykę, w Foo Fighters nie tylko zmienił perkusję na gitarę, ale i emanuje witalnością oraz pozytywną energią. Stał się symbolem dystansu do życia oraz szampańskiego poczucia humoru. Album „Foo Fighters", wydany 4 lipca 1995 r., rozpoczął dwie dekady sukcesów artystycznych i komercyjnych. Ogromny sukces debiutu – 1,5 miliona sprzedanych egzemplarzy w samych Stanach Zjednoczonych – dwa lata później przebił drugi album, zatytułowany „The Colour and the Shape". To z niego pochodzą przeboje „Everlong", „Monkey Wrench" i „My Hero".

„There is Nothing Left to Lose", „One by One" i „In Your Honour", czyli trzy kolejne albumy Foo Fighters wydane w ciągu sześciu lat, ugruntowały pozycję zespołu i przyniosły mu aż cztery nagrody Grammy, w tym dwie statuetki dla najlepszych rockowych albumów. Prawdziwy worek nagród rozsupłał się jednak w 2012 roku, kiedy płyta i utwory z albumu „Wasting Light" zdobyły w sumie aż pięć najważniejszych muzycznych nagród.

Oryginalnym projektem stał się „Sonic Highways". To nie tylko płyta, ale i film dokumentalny. Osiem piosenek zostało nagranych w ośmiu różnych studiach na terenie USA, gdzie muzycy zaprosili lokalnego instrumentalistę. Ostatnim ich przebojem stała się „Święta Cecylia" z końca 2015 roku, która ma już 5 mln wyświetleń na YouTubie.

30 czerwca wystąpi The Weeknd. To jeden z najważniejszych wykonawców nowego nurtu r&b. W listopadzie wydał trzeci studyjny album „Starboy" z udziałem gigantów z Daft Pank.

Kanadyjski artysta zaczynał karierę od bardzo melancholijnych i mrocznych kompozycji śpiewanych wyjątkowo wysokim głosem. Na płycie „Take Care" Drake'a, również muzyka z Toronto, wspominał o polskich dziewczynach i pierwszym locie z Polski. Do dziś te słowa są dla polskich fanów zagadką.

Wydając zeszłoroczny album „Beauty Behind The Madness", poszedł w stronę muzyki popowej, a czasem nawet tanecznej. Jednak w jego twórczości pojawiają się również liczne motywy hiphopowe. Ale to Michael Jackson był i jest jego największą inspiracją. The Weeknd przyznał, że chce być następcą króla popu.

Wydanie płyty „Starboy" zapowiedział już pod koniec września. Wraz z dobrą nowiną wypuścił singiel pod tym samym tytułem. Za podkład muzyczny odpowiedzialny był duet Daft Punk, znany też z przeboju „Get Lucky" z udziałem Pharrella Williamsa.

Na płycie, która ukazała się 25 listopada, można usłyszeć Daft Punk aż dwa razy. Poza tym jest duet z gwiazdą popu Laną Del Rey oraz utwory z czołowymi raperami: Future'em i Kendrickiem Lamarem. Na bardzo długą płytę składa się 18 utworów, które łączą wcześniejsze mroczne brzmienia artysty ze stylem dyskotekowym.

Spotify ogłosiło, że The Weeknd po premierze „Starboy" pobił rekord liczby odtworzeń w ciągu jednego dnia. Płyta rozeszła się już w 700 tysiącach egzemplarzy.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL