Książka powie to, czego nie widać na stadionie

aktualizacja: 13.12.2015, 21:05
Książki o Cristiano Ronaldo zajęłyby już sporą półkę
Książki o Cristiano Ronaldo zajęłyby już sporą półkę
Foto: AFP

Jeszcze kilka lat temu znalezienie sportowej literatury było nie lada wyzwaniem. Dziś tylko lider rynku, krakowskie wydawnictwo SQN, wydaje rocznie ponad 20 tytułów.

Istnieją od 2010 roku. Jak sami o sobie piszą, „tworzą grupę osób o odmiennych zainteresowaniach i specjalizujących się w różnych dziedzinach". Grupę młodą – ludzi dwudziesto-, trzydziestoparoletnich. Znajdziemy wśród nich „zapalonych kibiców piłkarskich, muzycznych geeków, znawców świata popkultury oraz fanów fantastyki w każdym kształcie i rozmiarze". Połączyło ich „zamiłowanie do książek i marzenie o dzieleniu się z innymi prawdziwie wybitnymi tytułami".

Więcej niż...

Zaczynali od pozycji związanych z Barceloną: autobiografii Andresa Iniesty i Xaviego. Dziś mają nawet własną księgarnię LaBotiga, a że nie ukrywają swoich sympatii (dwóch z trzech założycieli jest wielkimi fanami Katalończyków), jej motto brzmi „Więcej niż książka" – niczym bliskie sercu każdego kibica Barcy „Więcej niż klub".

Piotr Stokłosa, odpowiedzialny za kontakty z mediami, to znany w środowisku bloger. – Blog założyłem w 2012 roku, w ramach zaliczenia na studiach dziennikarskich w Opolu. Pomyślałem: o czym tu pisać, jak nie o książkach sportowych? Na początku prowadziłem go hobbystycznie. Zgłosiłem się do paru wydawnictw z pytaniem, czy byłyby zainteresowane współpracą i podsyłaniem mi nowości do recenzji. Tak nawiązałem kontakt z SQN. Potem przyjechałem na kolejne studia do Krakowa (zarządzanie w sporcie na Uniwersytecie Jagiellońskim – przyp. red.) i już tu zostałem – opowiada „Rzeczpospolitej".

W książkach sportowych zakochał się, gdy miał 11 lat. Pierwszą z nich otrzymał od rodziców. To był „Futbol na tak" Jerzego Engela. Zrozumiał, że czytanie to interesujący sposób na spędzenie wolnego czasu. Kolekcja powiększała się z roku na rok, dziś w jego domowej biblioteczce znajduje się ponad 600 pozycji. – Od kiedy dostaję książki od wydawnictw, mogę się skupić na wyszukiwaniu białych kruków na aukcjach internetowych i w antykwariatach. Ostatnio udało mi się nabyć „Wspomnienia sportowe" Rudolfa Wacka z 1947 roku, w całkiem dobrym stanie – mówi.

Z zagranicy książek nie sprowadza prawie wcale, bo tych polskich jest wystarczająco dużo. – Musiałbym kupić osobne mieszkanie, a po drodze pewnie bym zbankrutował – żartuje.

W 2013 i 2014 roku doliczył się w Polsce ponad 120 premier, w tym jest ich około setki. Dominują, rzecz jasna, te piłkarskie. – Ciężko nadążyć za nowościami. Nie jestem w stanie przeczytać wszystkich, niektóre mają po 400–500 stron. Na studiach, gdy miałem mniej obowiązków, zdarzało się, że potrafiłem przeczytać od deski do deski 30, 40, może nawet 50 książek rocznie i później umieścić ich recenzje na blogu.

SQN, lider rynku, od trzech lat wydaje ponad 20 tytułów rocznie. Dalej są Grupa Wydawnicza Foksal, Galaktyka, Rebis i mniejsze wydawnictwa, jak te należące do Andrzeja Gowarzewskiego, Krzysztofa Mecnera, Wiesława Dobruszka.

– Od użytkowników bloga wiem, że są ludzie, którzy miesięcznie zamawiają nawet kilkanaście pozycji. Skąd taka moda? Wpływ miały dwa wydarzenia: Euro 2012 i powstanie SQN. Inni zobaczyli, że warto zagospodarować tę niszę – przekonuje Stokłosa.

Fala rośnie

O rosnącej popularności świadczy też organizowany od 2013 roku plebiscyt na Sportową Książkę Roku. W poprzednich latach główną nagrodę zdobyły „Wielki Widzew" Marka Wawrzynowskiego (wyd. QSB) oraz „Szamo", biografia Grzegorza Szamotulskiego autorstwa Krzysztofa Stanowskiego (Buchmann).

– Biografii, również tych kontrowersyjnych, wychodzi sporo. Brakuje mi natomiast takich pozycji reportażowych, jak „Wielki Widzew", „Srebrni chłopcy Zagórskiego" Marka i Łukasza Ceglińskich (Studio AWP) czy „Wisła Kraków. Sen o potędze" Mateusza Migi (SQN), w których autorzy sami dochodzą do ustalenia faktów. Rozumiem jednak, że to kosztuje dużo czasu i nakładów finansowych – przyznaje Stokłosa.

Sam chciałby kiedyś zrobić reportaż o małym klubie KS Strzybnica (obecnie Unia), w którym grał przez dziesięć lat, oraz przypomnieć losy zapomnianych olimpijczyków.

Jaki tytuł zrobił na nim największe wrażenie w mijającym roku? – Biografia niemieckiego bramkarza Roberta Enke („Życie wypuszczone z rąk", SQN), który przegrał walkę z depresją i rzucił się pod pociąg. To jedna z najlepszych książek sportowych, jakie kiedykolwiek ukazały się na świecie. Miałem przyjemność poznać jej autora, Roberta Renga. Wspaniały człowiek – uważa Stokłosa.

Z polskich pozycji bardzo podobała mu się autobiografia Jakuba Błaszczykowskiego („Kuba", Buchmann), w której były kapitan reprezentacji mierzy się z demonami przeszłości. – To, co wydawało się jej słabością, czyli fakt, że została napisana przez Małgorzatę Domagalik, osobę spoza środowiska piłkarskiego, okazało się atutem.

„Kuba" to nie pierwsza mocna lektura wydana przez Buchmanna. Wcześniej był m.in. „Spalony" o Andrzeju Iwanie, jednym z najlepszych polskich piłkarzy lat 70. i 80., opowiadającym o uzależnieniach od alkoholu i hazardu oraz próbach samobójczych. No i klasyka, pierwsza w naszym kraju tak głośna książka o kulisach futbolu, czyli wspomnienia niepokornego Wojciecha Kowalczyka („Kowal. Prawdziwa historia") z 2003 r.

Nie trzeba być jednak skandalistą, by tytuł stał się bestsellerem, co pokazali Andrea Pirlo i trener Carlo Ancelotti. – Pierwszy napisał książkę krótką, ale zabawną („Myślę, więc gram", SQN). W drugiej przewija się przez cały czas wątek jedzenia („Nienasycony zwycięzca", SQN), bo Ancelotti to smakosz – podkreśla Stokłosa. – Liczy się oryginalność. Ważny jest również bohater. Nieprzypadkowo wyszło już osiem pozycji o Leo Messim i cztery o Cristiano Ronaldo.

Były to zresztą sprzedażowe hity SQN, rozeszły się w nakładzie kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy. Powtórzyć taki wynik jest dziś trudno.

Stokłosa z każdej książki stara się wyciągnąć coś dla siebie. Co sądzi o tych pisanych przez zawodników, którzy nie zakończyli jeszcze kariery? – Ktoś, kto ma 28 lat, też może mieć coś ciekawego do powiedzenia – zaznacza, powołując się na Luisa Sureza („Przekraczając granice", SQN) i nieco starszego Zlatana Ibrahimovicia („Ja, Ibra", SQN).

Radzi, by przy wyborze tytułu kierować się nie tylko tematem czy postacią, ale także nazwiskiem autora i statusem – nieoficjalna książka może być bardziej interesująca od oficjalnej, odsłaniać kulisy i pokazywać bohaterów w różnym świetle. Jeśli jesteśmy w księgarni, warto przeczytać fragment. – Zobaczyć, czy nie ma takich baboli, jak „bramka wpadła do siatki". Takie wpadki zdarzają się wydawnictwom, które zaczynają. W SQN staramy się wyłapać nawet błędy, które popełnił autor, takie jak zły wynik czy niewłaściwa data meczu – tłumaczy Stokłosa.

Nie ma jak święta

Święta Bożego Narodzenia to najgorętszy okres dla wydawców.

– W listopadzie i grudniu sprzedaje się tyle książek co przez pozostałe dziesięć miesięcy – mówi Stokłosa.

Statystykom poleca pod choinkę jubileuszowy, 25. i zarazem ostatni rocznik „Encyklopedii piłkarskiej Fuji" Andrzeja Gowarzewskiego. Fanów śląskiej i polskiej piłki zachęca do kupna biografii byłego selekcjonera Antoniego Piechniczka („Tego nie wie nikt", Agora), a miłośników futbolu zagranicznego do sięgnięcia po autobiografie George'a Besta („Najlepszy", SQN), Stevena Gerrarda („Serce pozostawione na Anfield", SQN) i opasły 700-stronicowy tom o Messim (SQN).

A jakie ciekawe premiery czekają nas w 2016 roku?

– Gowarzewski na setną rocznicę urodzin Ernesta Wilimowskiego zapowiada jego biografię. Przed mistrzostwami Europy we Francji pojawi się książka o kadrze Adama Nawałki. A spoza futbolu: autobiografia austriackiego skoczka Thomasa Morgensterna – wylicza Stokłosa.

Jego zdaniem w Polsce nadal wychodzi nieporównywalnie mniej nowości niż w Wielkiej Brytanii, gdzie nawet mało znaczący piłkarz ma na swoim koncie przynajmniej jedną biografię, czy w Niemczech, gdzie królują klubowe monografie.

– Często narzekamy na poziom czytelnictwa w Polsce. Trzeba się więc cieszyć, że po sportowe książki sięga coraz więcej ludzi, także najmłodsi – podkreśla Piotr Stokłosa.

POLECAMY

KOMENTARZE