Dwóch szeryfów na jednego mieszkańca

aktualizacja: 18.05.2017, 11:17
Jerzy Surdykowski
Jerzy Surdykowski
Foto: Fotorzepa/Piotr Guzik

Ostatnio zbulwersowała podwawelski gród wiadomość o kolejnej kontroli prokuratury w Szpitalu Uniwersyteckim. Już po raz czternasty w ciągu ostatnich 3 lat ten ogromny szpital, funkcjonujący w świadomości krakowian wciąż pod dawną nazwą „Akademii Medycznej” jest obiektem kontroli.

REDAKCJA POLECA
18.05.2017
Odbudowa czy propaganda
18.05.2017
Wszystko co daje natura
kariera
Jak przekonać szefa do awansu?

Sam bywałem tam pacjentem, wrażenia mam nie najlepsze, na przykład laryngologia (i nie tylko ona) funkcjonuje w pomieszczeniach i warunkach przypominających wczesny PRL. Zanim za dwa lata ukończona zostanie nowa siedziba w Prokocimiu najmniej potrzebne są kontrole paraliżujące i tak trudną pracę. Zresztą wkrótce sparaliżuje szpital – tak jak całą służbę zdrowia – brak pielęgniarek, bo dziewczyny kończące odpowiednie studia nie podejmują pracy, korzystają z 500plus, albo wyjeżdżają gdzie się da w poszukiwaniu lepszego zarobku. Zaawansowane zaś w latach weteranki, szykują się do zasłużonej emerytury już tej jesieni, bo łaskawy rząd przeforsował obniżenie wieku.

Szczególnym jednak zainteresowaniem kontrolerów cieszy się kardiologia, bo tam leczył się zmarły w 2006 roku ojciec ówczesnego i obecnego Ministra Sprawiedliwości. Nie tak dawno zapadł wyrok uniewinniający w procesie wytoczonym lekarzom przez rodzinę zmarłego, a przedtem już dwukrotnie umarzano śledztwa wszczynane w tej sprawie z urzędu. Minister jest jednak niezmordowany, właśnie podległa mu prokuratura zażądała od NFZ wydania 15 tysięcy historii pacjentów leczonych w uniwersyteckiej kardiologii w ciągu ostatnich 13 lat. Jak się w tym stosie papierów dobrze poszpera, to się w końcu coś znajdzie.

To nie jest tylko utyskiwanie pacjenta, tu kryje się coś o wiele bardziej groźnego dla nas wszystkich. Niezapomniany śp. Wojciech Młynarski w czasach głębokiego PRL-u miał w repertuarze aluzyjną balladę z refrenem jak w tytule. Wszyscy wiedzieli, że to nie o dziki zachód chodzi, ale o maniactwo kontroli, podejrzliwości i wszechwładzy „służb” na wschodzie. Dziś to wraca, także w biznesie, bo oszustów podatkowych usiłuje się ścigać nie przez uproszczenie przepisów i lepszą sprawność „skarbówki”, lecz przez zaostrzenie kar i wszechobecność kontroli. Wciąż jeszcze są tacy, co wierzą, za jak wprowadzimy karę śmierci, to skończą się morderstwa.

To nie jest utyskiwanie w sam raz dobre na miejskie rubryczki lokalnej prasy. Takie wiadomości są analizowane także przez banki i inne wielkie korporacje, które z racji zbliżającego się „brexitu” chcą przenieść swoje siedziby z Londynu do Polski, w tym do Krakowa. To tworzy atmosferę wokół państwa i opinie o nim. Potem nie dziwmy się, że kolejny międzynarodowy biznes ulokował się w Czechach albo Rumunii.

POLECAMY

KOMENTARZE