Dolny Śląsk

Hotelowe kolubryny

Maciej J. Nowak
materiały prasowe
„Najstraszliwsza się okazała jedna olbrzymia kolubryna, od południowej strony stojąca..." – tak Henryk Sienkiewicz charakteryzował wielkie działo, które sprowadzili Szwedzi, aby zdobyć Jasną Górę.

Dziś tak wielkie kolubryny stanowią raczej obiekt muzealny. Ale ich nazwę można zapożyczyć do określania niektórych dolnośląskich hoteli...

W Karpaczu należą do nich niewątpliwie Gołębiewski i Sandra Spa. Wyraźnie odstają od otoczenia: zarówno pod względem wielkości, jak i architektonicznej formy. Najogólniej ujmując: są wielkie, przyjmując jednorazowo setki gości. Wykrystalizowały się też wobec nich dwa skrajne stanowiska. Jedno może streścić się w sformułowaniu: „Ależ nowobogacki, brzydki kicz! Noga moja tam w ogóle nie postanie!". A drugie, wręcz odwrotnie: „Ależ wspaniałe luksusy, wszystko niesamowite, wspaniałe! Muszę koniecznie zrobić kilka selfie w środku i czym prędzej wrzucić na fejsa!". Prawda nie zawsze leży pośrodku, ale spróbujmy się przyjrzeć tym hotelom bez nadmiaru emocji...

Najpierw plusy. Niewątpliwie takowe występują. Może nie każdy metr kwadratowy hotelowych kolubryn musi zachwycać, ale na pewno znajdują się w nich wartościowe miejsca. Chociażby akwaria z dużymi rybami i płaszczkami w hotelu Gołębiewski lub też w obu hotelach baseny, naprawdę zróżnicowane pod względem atrakcji. Ciekawe są również dodatkowe propozycje dla gości hotelowych organizacji specjalnych spektakli teatralnych, seansów kinowych czy też szeroka oferta dla najmłodszych (sale zabaw, specjalne dziecięce atrakcje itd.). Zarządcy hoteli potrafią szczególnie umilić życie gości np. poprzez organizację otwartego dla wszystkich gości grilla w Sandrze lub regularne koncerty fortepianowe w Gołębiewskim. Tak więc górnolotne utyskiwania tych, którzy w „kolubrynach" nigdy nie byli, na wszechobecny tam kicz są przesadzone.

Ale nie jest też tak kolorowo. Czasami może być przytłaczająca liczba innych gości. Co prawda, w znaczącym stopniu owe hotele ich „wchłaniają", nie wszyscy są widoczni, ale i tak owa siłą rzeczy masowa skala przedsięwzięcia będzie mocno odczuwalna – chociażby w salach restauracyjnych. Nawiązując do wspomnianej już Trylogii Sienkiewicza, przypomnijmy genialne stwierdzenie pana Zagłoby: „Nie lubię tłoku!". No właśnie – a tutaj tłok jest, i to spory, zwłaszcza w sezonie. Także ci, którzy chcą po wyprawie górskiej zupełnie w takich miejscach się wyciszyć, zadanie będą mieli utrudnione. No i druga sprawa: z różnych stron owe hotele wyglądają ciekawie, ale z perspektywy porządku przestrzennego już znacznie gorzej. I zapewne świadomość tego stanowi czynnik zaburzający wypoczynek.

Nie traktujmy więc owych hoteli jako bożego dopustu, skoro już są – nie wyburzymy ich. Mają swoje plusy. Rzecz jasna, jak mówił prezes Ochódzki, trzeba uważać, aby plusy nie przesłoniły nam minusów. Tak więc może warto, żeby każdy wyrobił sobie na ich temat własne krytyczne zdanie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL