Zdrowie

Przez podwyżki cen leków chorzy rezygnują z przeszczepów

AdobeStock
Oszczędzając na pacjentach po transplantacji, państwo naraża się na dużo większe wydatki.

Transplantolodzy alarmują: coraz więcej chorych rezygnuje lub rozważa rezygnację z przeszczepu. – Niedawno dwóch chorych nefrologicznie powiedziało mi, że rezygnują z przeszczepu, bo nie będzie ich stać na leki immunosupresyjne – mówi prof. Tomasz Grodzki, transplantolog i chirurg klatki piersiowej.

– Leki drożeją z listy na listę, nawet o kilkaset złotych, a bez nich chorzy po przeszczepach po prostu nie przeżyją. Dlatego rezygnują – tłumaczy Iwona Nowik z Elbląga, pacjentka po przeszczepie wątroby i działaczka ruchu na rzecz pacjentów „My przed/po transplantacji”.

Skutki na lata

– Taka decyzja nie przychodzi lekko – zaznacza profesor Grodzki. Tłumaczy, że wycofują się najczęściej chorzy na nerki. – A przeszczep byłby dla nich ogromną ulgą – dodaje.

Efekt jest taki, że coraz więcej chorych woli pozostać przy refundowanych dializach, niż poddać się przeszczepowi.

– Trzy dni w tygodniu spędzone na oddziale dializ nie są takie straszne, kiedy ma się perspektywę wydawania do końca życia kilkuset złotych miesięcznie na leki, bez których nie można żyć. Dla wielu te kilkaset złotych to cała renta – mówi Iwona Nowik.

W sprawie podwyżek leków zapobiegających odrzuceniu przeszczepu pacjenci i lekarze wielokrotnie apelowali do Ministerstwa Zdrowia. Specjalne posiedzenie poświęcone drastycznym podwyżkom cen leków po przeszczepach zwoływali już dwukrotnie również członkowie sejmowej Komisji Zdrowia. Resort odpowiada wszystkim za każdym razem tak samo: podwyżka ma związek z wejściem na listę refundacyjną tańszych odpowiedników leków oryginalnych.

Podwyżki są gigantyczne. Niektóre leki od marca 2017 r. podrożały o kilkaset złotych. Najjaskrawszym przykład to Valcyte – proszek do sporządzania roztworu, stosowany głównie u dzieci. Na początku ubiegłego roku kosztował 316 zł, w maju zdrożał do 558 zł, by na ostatniej, styczniowej liście refundacyjnej zatrzymać się na kwocie 817,48 zł. Tymczasem niektórzy pacjenci muszą kontynuować kurację nawet przez kilka lat, a to tylko niektóre z drogich leków, które biorą. 120 tabletek Myfortic przez ponad rok zdrożało z 90 zł do 436 zł, a proszek do sporządzania zawiesiny CellCept z 3,20 zł do ponad 100 zł.

Ministerstwo Zdrowia tłumaczy, że ponieważ do refundacji wchodzą tańsze odpowiedniki leków, zwiększa się dopłata pacjentów do tych oryginalnych. I zapewnia, że leki generyczne są równie skuteczne, co oryginalne.

Innego zdania są jednak lekarze. Transplantolodzy uważają, że lek generyczny może się minimalnie różnić od oryginalnego, a w przypadku delikatnego organizmu osoby po przeszczepie te niuanse mogą przyczynić się do odrzucenia przeszczepu.

Zdaniem prof. Grodzkiego już samo to powinno przekonać resort zdrowia do zmniejszenia dopłat pacjentów do leków. Tym bardziej że pacjent dializowany jest bardziej narażony na powikłania, które kosztują Narodowy Fundusz Zdrowia o wiele więcej niż dopłata do leków po przeszczepach.

Miliony na powikłania

Zdaniem farmakoekonomistów skutki leczenia powikłań idą w miliony złotych. Płatnikowi, czyli NFZ, powinno więc zależeć na tym, by ich uniknąć.

– Dostępność świadczeń opieki medycznej ma przełożenie na świadczenia wypłacane później przez ZUS – mówi dr Marcin Kawiński z Katedry Ubezpieczeń Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. – Zakładając, że osoby po przeszczepach będą żyły dłużej, trzeba kalkulować też to, że mimo leczenia nie wrócą do pełnego zdrowia i będą miały prawo np. do renty z tytułu częściowej czy całkowitej niezdolności do pracy. Per saldo ich leczenie może być bardziej kosztowne dla państwa. Wypychanie ludzi z systemu, przez podniesienie cen leków, to działanie w białych rękawiczkach. Pokazuje problemy, przed którymi staje państwo, które musi kalkulować, co się opłaca, a co nie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL