Chrabota: Barbarzyńcy w naszym domu

aktualizacja: 15.11.2015, 21:50
Foto: Fotorzepa

Czy tym razem przekroczyli granice? I które z licznych granic oddzielających naszą normalność od cmentarzyska martwych – zdawać się jeszcze mogło wczoraj – upiorów?

Które z nich obudzą się pierwsze: zaślepienie, pogarda, nienawiść, ksenofobia? I jak wiele stracimy my, ludzie żyjący iluzją spokojnego, demokratycznego świata? Ile będziemy chcieli czy umieli poświęć, by tę iluzję jeszcze przez chwilę utrzymać?

Albo odwrotnie, jak szybko pogodzimy się z jej utratą? Trudno na te pytania dziś odpowiedzieć, ale czujemy wszyscy, że w piątek wieczorem w wolnej Europie coś się zmieniło. I możliwe, że powrót do przeszłości nigdy już się nie uda.

Paryska masakra przeraża w sposób kompletny. Bo cóż jeszcze można powiedzieć o granicach zbrodni, jeśli dopuszczają się jej młodzi, działający wbrew elementarnemu instynktowi samozachowawczemu ludzie? Niedoszli mężowie i ojcowie. To wbrew biologii. Ale przecież także wbrew fundamentalnemu przesłaniu ich religii.

Czyżby rzeczywiście radykalni imamowie z europejskich meczetów byli aż tak skuteczni? Czyżby fali szerzonej przez nich indoktrynacji nie można było zatrzymać? Bo to oni tak naprawdę są ukrytymi antybohaterami zamachów terrorystycznych w Londynie, Madrycie i Paryżu. To oni robią sieczkę z mózgu sfrustrowanej młodzieży. Wmawiają jej bzdury o ekspresie do raju, bez czego akty tak skrajnej desperacji nie byłyby możliwe. Czy musimy być ich zakładnikami?

Ktoś powie: to nie islam, to polityka. W rzeczy samej. Ale czyż nie jest to polityka w służbie określonej wizji świata albo odwrotnie: religia traktowana instrumentalnie przez politykę? Nieważne zresztą, co czemu służy. Świadkom mordów z hasłem „Allahu Akbar!" na ustach nie wytłumaczysz, że jedno z drugim się nie klei. Nie okłamujmy ani siebie, ani innych.

Czy walczyć z religią? Ani to w naszej tradycji, ani w naszej mocy. Ale czyż uderzenie w to, co dla nas najważniejsze: wizję uporządkowanego, pokojowego świata, nie karze zadawać trudnych pytań? Na przykład o granice wolności słowa? Bo przecież w imię tej wolności toleruje się podżeganie do zbrodni w salafickich meczetach. Przepisy o mowie nienawiści jakoś w tej kwestii nie działają.

Może warto zapytać o granice wolności osobistej i przeprosić się z amerykańskim Guantanamo? Możliwe, że izolacja podejrzanych, choć jeszcze nie zbrodniarzy, jest konieczna, by móc uratować kilka ludzkich istnień. Może warto zadać pytanie o granice humanitaryzmu, bo w jego przebraniu czasem chadza zło, które trzeba skutecznie i na czas eliminować?

Może na koniec warto zapytać o to, czy status obywatela automatycznie powinien gwarantować wszystkie prawa i obowiązki, bez względu na stosunek tegoż obywatela do jego państwa?

Wiele pytań i wiele możliwych odpowiedzi, nie wszystkie całkiem politycznie poprawne. Ale może przyszedł czas, by je zadawać i uważnie wsłuchiwać się w odpowiedzi. Mam wrażenie, że taka dyskusja jest nieunikniona.

Trudno dziś nie identyfikować się ze zgwałconą Francją. Trudno przedstawiać się inaczej niż: Je suis Paris. Je sui Français. Francja, pierwsza córa Kościoła. Francja, ojczyzna kultury. Francja, matka wspólnej Europy. Trzeba dziś śpiewać ten hymn o solidarności na nutę Marsylianki.

Jesteśmy więc, przyjaciele, z wami. I nigdy was nie opuścimy. Mamy świadomość, że w waszym domu zagościli barbarzyńcy. Wiele zrobimy, by ich wygnać, ale domagamy się, byście wreszcie zaczęli się bronić skutecznie. Trzeba odrzucić niebezpieczne iluzje i milion skrupułów. Stawką jest bezpieczeństwo waszej demokracji, a naszej Europy.

Czas skrupułów się skończył. Właśnie po to, by obronić nasz atakowany europejski raj, potrzebne są czyny.

SOSEScript: getProperVideoPlayer.js failed executing with the following error: Error on line 105 position 13: Either BOF or EOF is True, or the current record has been deleted. Requested operation requires a current record.
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE