Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Zamach w Paryżu

Chrabota: Barbarzyńcy w naszym domu

Fotorzepa
Czy tym razem przekroczyli granice? I które z licznych granic oddzielajšcych naszš normalnoœć od cmentarzyska martwych – zdawać się jeszcze mogło wczoraj – upiorów?

Które z nich obudzš się pierwsze: zaœlepienie, pogarda, nienawiœć, ksenofobia? I jak wiele stracimy my, ludzie żyjšcy iluzjš spokojnego, demokratycznego œwiata? Ile będziemy chcieli czy umieli poœwięć, by tę iluzję jeszcze przez chwilę utrzymać?

Albo odwrotnie, jak szybko pogodzimy się z jej utratš? Trudno na te pytania dziœ odpowiedzieć, ale czujemy wszyscy, że w pištek wieczorem w wolnej Europie coœ się zmieniło. I możliwe, że powrót do przeszłoœci nigdy już się nie uda.

Paryska masakra przeraża w sposób kompletny. Bo cóż jeszcze można powiedzieć o granicach zbrodni, jeœli dopuszczajš się jej młodzi, działajšcy wbrew elementarnemu instynktowi samozachowawczemu ludzie? Niedoszli mężowie i ojcowie. To wbrew biologii. Ale przecież także wbrew fundamentalnemu przesłaniu ich religii.

Czyżby rzeczywiœcie radykalni imamowie z europejskich meczetów byli aż tak skuteczni? Czyżby fali szerzonej przez nich indoktrynacji nie można było zatrzymać? Bo to oni tak naprawdę sš ukrytymi antybohaterami zamachów terrorystycznych w Londynie, Madrycie i Paryżu. To oni robiš sieczkę z mózgu sfrustrowanej młodzieży. Wmawiajš jej bzdury o ekspresie do raju, bez czego akty tak skrajnej desperacji nie byłyby możliwe. Czy musimy być ich zakładnikami?

Ktoœ powie: to nie islam, to polityka. W rzeczy samej. Ale czyż nie jest to polityka w służbie okreœlonej wizji œwiata albo odwrotnie: religia traktowana instrumentalnie przez politykę? Nieważne zresztš, co czemu służy. Œwiadkom mordów z hasłem „Allahu Akbar!" na ustach nie wytłumaczysz, że jedno z drugim się nie klei. Nie okłamujmy ani siebie, ani innych.

Czy walczyć z religiš? Ani to w naszej tradycji, ani w naszej mocy. Ale czyż uderzenie w to, co dla nas najważniejsze: wizję uporzšdkowanego, pokojowego œwiata, nie karze zadawać trudnych pytań? Na przykład o granice wolnoœci słowa? Bo przecież w imię tej wolnoœci toleruje się podżeganie do zbrodni w salafickich meczetach. Przepisy o mowie nienawiœci jakoœ w tej kwestii nie działajš.

Może warto zapytać o granice wolnoœci osobistej i przeprosić się z amerykańskim Guantanamo? Możliwe, że izolacja podejrzanych, choć jeszcze nie zbrodniarzy, jest konieczna, by móc uratować kilka ludzkich istnień. Może warto zadać pytanie o granice humanitaryzmu, bo w jego przebraniu czasem chadza zło, które trzeba skutecznie i na czas eliminować?

Może na koniec warto zapytać o to, czy status obywatela automatycznie powinien gwarantować wszystkie prawa i obowišzki, bez względu na stosunek tegoż obywatela do jego państwa?

Wiele pytań i wiele możliwych odpowiedzi, nie wszystkie całkiem politycznie poprawne. Ale może przyszedł czas, by je zadawać i uważnie wsłuchiwać się w odpowiedzi. Mam wrażenie, że taka dyskusja jest nieunikniona.

Trudno dziœ nie identyfikować się ze zgwałconš Francjš. Trudno przedstawiać się inaczej niż: Je suis Paris. Je sui Français. Francja, pierwsza córa Koœcioła. Francja, ojczyzna kultury. Francja, matka wspólnej Europy. Trzeba dziœ œpiewać ten hymn o solidarnoœci na nutę Marsylianki.

Jesteœmy więc, przyjaciele, z wami. I nigdy was nie opuœcimy. Mamy œwiadomoœć, że w waszym domu zagoœcili barbarzyńcy. Wiele zrobimy, by ich wygnać, ale domagamy się, byœcie wreszcie zaczęli się bronić skutecznie. Trzeba odrzucić niebezpieczne iluzje i milion skrupułów. Stawkš jest bezpieczeństwo waszej demokracji, a naszej Europy.

Czas skrupułów się skończył. Właœnie po to, by obronić nasz atakowany europejski raj, potrzebne sš czyny.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL