Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wywiady

Oferujemy wiedzę i fundusze

ROL
Chińczycy chcš uczestniczyć w budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego. Ale niezbędny jest przejrzysty projekt – mówi były szef Centrum Globalizacji Chińskich Firm CEIBS prof. Ding Yuan.
Rz: Jaki jest powód, że China Europe Business School znalazła się w Warszawie? Kiedy chińskie firmy zdecydowały się na ekspansję poza Chinami, nacisk położono na poprawę współpracy ze œwiatem. Wtedy założyliœmy nasz oddział w Zurychu i zaczęliœmy wspierać chińskie firmy w ich rozwoju na zachodzie Europy. Rok temu China Europe Business School, która została założona wspólnie przez chiński rzšd i Unię Europejskš, a w Polsce współpracuje z Akademiš Leona KoŸmińskiego, zorganizowała konferencje w Monachium, Zurychu, Londynie i Paryżu. Wtedy profesor Jian Jianqing, prezes China-CEE Development Fund, powiedział, że jeżeli rzeczywiœcie na poważnie traktujemy ekspansję w Europie, musimy dodać lokalizację w Europie Œrodkowej i Wschodniej. Było oczywiste, że takim miejscem jest Warszawa. Same chińskie inwestycje także się zmieniajš. Czego teraz chińskie firmy szukajš za granicš?
W roku 2014 skumulowana kwota chińskich inwestycji za granicš sięgnęła 100 mld dol., bo poszukiwanie możliwoœci rozwoju w Chinach stało się coraz trudniejsze. Konsumenci stali się wybredni, a firmy poszukujš nowych technologii, materiałów i marek. Stšd były duże przejęcia firm surowcowych, technologii i marek. Druga fala, to zagraniczna ekspansja naszych firm finansowych i z rynku nieruchomoœci. To z kolei było czystym zróżnicowaniem biznesu, bo, co chciały, już przejęły w samych Chinach i zaczęły szukać okazji za granicš, żeby posiadać aktywa w krajach o różnych walutach. Trzecia fala – tu najlepszym przykładem jest Huawei – to firmy wyspecjalizowane w inwestycjach od zera. Stšd taka aktywnoœć chińskich firm np. w Niemczech, które sš uważane za kraj o najwyższym rozwoju technologicznym. Teraz we Francji i w Niemczech słychać jednak głosy, że chińskiego kapitału jest tam już zbyt dużo. Czy nie jest to powód, dla którego chińskie firmy odkrywajš naszš częœć Europy? Zacznijmy od tego, że kiedy firma holenderska kupuje jakieœ przedsiębiorstwo w Niemczech, nie jest to wielkim newsem dla mediów. Czytam wtedy: to normalny biznes. Kiedy takiego samego przejęcia dokonuje firma chińska, piszš o tym wszyscy. Tak samo było na œwiecie z Japończykami w latach 80. czy Koreańczykami w Polsce w latach 90. Tymczasem Niemcy i Francuzi zamiast się obawiać chińskiego kapitału, powinni naciskać na Chiny, żeby same szerzej otworzyły swój rynek, tak aby w tych inwestycjach była równowaga. Bo nie doszło do obiecanego przez Chiny otwarcia, kiedy ten kraj wstępował do WTO. Rozumiem też Niemców i Francuzów, którzy uważajš, że Chińczycy potrafiš wszystko skopiować, więc obawiajš się, że do czegoœ takiego może dojœć w ich krajach. Ale np. w Polsce nie ma co obawiać się chińskiego kapitału. Dla Chińczyków Polska jest niesłychanie interesujšcym krajem. Leży na wschodniej granicy Unii Europejskiej. Dlatego moim zdaniem lwia częœć funduszy i projektów w ramach „Pasa i szlaku" będzie ulokowana właœnie tutaj, a Polska ma szanse stać się europejskim centrum logistycznym. Polska, dzięki swojemu położeniu geograficznemu, klimatowi stała się również jednym z najefektywniejszych centrów przetwórstwa żywnoœci na œwiecie. A chińska klasa œrednia chce jeœć zdrowiej i lepiej. Jeœli więc dorzucimy do tego turystykę i oœwiatę, Polska ma nieograniczone możliwoœci ekspansji na rynek chiński. W chińskich sklepach np. francuskie czy włoskie produkty sprzedawane po niebotycznych cenach. Czy sšdzi pan, że polskie firmy sš w stanie przekonać Chińczyków, że nasza żywnoœć jest przynajmniej równie dobra? Marki australijskie też nie były znane, a na naszym rynku odnoszš sukcesy, głównie dzięki chińskim turystom i studentom odwiedzajšcym ten kraj. Australijczycy mieli np. lokalnš markę Swisse, która ze Szwajcariš nie miała nic wspólnego. W Chinach zrobiła furorę. Rok temu została przejęta za 1,7 mld dol. przez Biostime z Hongkongu. Do Polski także przyjeżdża coraz więcej chińskich turystów, czyli poczštek został zrobiony. Teraz przyszedł czas na mšdry e-marketing, na zaproszenie do Polski opiniotwórczych chińskich blogerów. Wystarczy zaoferować im przelot. O wizę do strefy Schengen zrobiło się naprawdę łatwo. Droga do sukcesu potrwa trzy–pięć lat, może więcej, ale sukces jest murowany. Nie ma co liczyć, że Carrefour będzie promował polskš żywnoœć w Chinach. Odpowiedziš jest właœnie handel elektroniczny. Czego w takim razie szukajš chińskie firmy w ramach inicjatywy „Pas i szlak"? Nie jest ona napędzana potrzebami chińskich firm. To prezydent Xi Jingping zdecydował się na współpracę europejskich regionów z Chinami. Najważniejsze projekty, to infrastruktura, budowa dróg, portów, lotnisk. Mamy w tym doœwiadczenie, a najlepszym przykładem niech będzie Pudong w Szanghaju, gdzie w latach 90. praktycznie nic nie było. Mówiono w Szanghaju: bez sensu jest budowanie mostu i tunelu między Pudong i Puxi, bo po drugiej stronie nic nie ma. Okazało się, że kiedy powstał most, rozwój dosłownie wystrzelił. Teraz chcemy taki właœnie model zaprezentować w Europie Œrodkowej i Wschodniej. Chcemy tu przynieœć nasze ekspertyzy, wiedzę i fundusze. Zapewne słyszał pan o projekcie zbudowania Centralnego Portu Komunikacyjnego. Czy sšdzi pan, że chińskie firmy byłyby zainteresowane udziałem w takim przedsięwzięciu? Widzę w tym wielki problem w samej Polsce, konkretnie, w jaki sposób to finansowanie miałoby się odbywać. Wiem, że sš pomysły, aby polskie państwo utrzymało pełnš kontrolę własnoœciowš. Z drugiej strony słychać: nie mamy wystarczajšcej kwoty, aby taki projekt samodzielnie sfinansować. Wtedy Chińczycy mogliby zaoferować kredyty, byłyby nisko oprocentowane, bo projekt jest rozłożony na wiele lat. I już wyobrażam sobie krytykę, że przyszli Chińczycy i chcš zarobić na polskiej infrastrukturze, a Polska i tak już ma wysoki dług publiczny. Inna opcja to partnerstwo publiczno-prywatne, do którego można zaprosić chińskie firmy na zasadzie BOT (Build-Operate- Transfer), w które nasz fundusz by zainwestował. Wtedy jednak usłyszelibyœmy w Polsce zapewne – dlaczego sprzedajemy się tak tanio, a Chińczycy chcš zarabiać przez 20 lat. Trzeba więc wybrać najbardziej odpowiedniš opcję. Chińczycy bardzo chcš uczestniczyć w tym projekcie, nie bez powodu przyjechał do Polski Jiang Jianqing, prezes SINO-CEE Fund i chce tu inwestować. Ale do tego niezbędny jest przejrzysty projekt.

CV

Prof. Ding Yuan, prorektor China Europe International Business School, były dyrektor Centrum Globalizacji Chińskich Firm CEIBS. Absolwent University Montesquieu Bordeaux IV. Zajmuje się m.in. wspieraniem chińskich firm w ich ekspansji zagranicznej. Zasiada w radach nadzorczych wielu firm w Chinach, Europie i USA.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL