Wywiady

Zbigniew Jagiełło: Hojne dywidendy się skończyły

materiały prasowe
Wszystkie zagrożenia, które stoją przed sektorem bankowym, trzeba zacząć rozwiązywać jeszcze w tym roku – mówi Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP w rozmowie z Pawłem Jabłońskim.

PKO BP miał w ubiegłym roku zysk o prawie 10 proc. wyższy niż w 2015 r. Był on zarazem nieznacznie niższy niż oczekiwali analitycy. Czy to był dobry rok dla banku?

To był kolejny dobry rok dla całej polskiej gospodarki, a więc także i dla PKO Banku Polskiego. Chociaż niektóre oczekiwania związane ze wzrostem gospodarczym były wyższe, to jednak 2,8 proc. trzeba obiektywnie uznać za bardzo dobry rezultat. W takim korzystnym otoczeniu, PKO Bank Polski, pomimo zapłacenia 829 mln złotych podatku bankowego, osiągnął bardzo dobre wyniki. Wypracowany zysk był najwyższy w polskim sektorze bankowym. Był on solidny także jeśli spojrzeć na niego z perspektywy historycznej.

Ten rok będzie równie dobry?

Tak, o ile gospodarka będzie się rozwijać w zakładanym tempie. Choć wciąż aktualne są zagrożenia mające swoje źródła poza Polską, to jednak jestem optymistą. Zakładamy w tym roku wzrost przychodów PKO Banku Polskiego z odsetek i prowizji oraz utrzymanie poziomu kosztów ryzyka. Jeżeli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, powinniśmy osiągnąć silny, jednocyfrowy wzrost zysku, w porównaniu do ubiegłego roku z pominięciem wydarzeń jednorazowych. Jednocześnie będziemy kontynuowali cyfryzację naszych usług.

Jeżeli jest Pan zadowolony z osiągnięć kierowanego przez Pana banku, to dlaczego ciągle słyszy się, że pokieruje Pan innymi firmami. Ostatnio media piszą o możliwości objęcia fotela prezesa PZU a wcześniej Ministra Finansów.

Aktualnie zarządzam PKO Bankiem Polskim i jeśli chodzi o moje osobiste decyzje, to obecnie nie planuję w tej sprawie żadnych zmian.

Skąd ta poprawa wyników PKO BP?

Porównując wyniki banków w 2015 i 2016 roku, trzeba pamiętać, że są one zaburzone przez nadzwyczajne zdarzenia jednorazowe. Zyski sektora w 2015 roku zostały pomniejszone o ponad 2 mld zł kosztów związanych z upadłością banku spółdzielczego w Wołominie.  Z kolei w ubiegłym roku polskie banki sprzedały swoje udziały w Visa Europe, co przełożyło się pozytywnie na ich wyniki. Gdyby pominąć skutki tych dwóch jednorazowych zdarzeń, to zysk sektora bankowego byłby w ubiegłym roku nieco gorszy niż rok wcześniej.

A gdyby nie wprowadzono w ub.r. podatku bankowego?

Wtedy zysk sektora bankowego lekko by się poprawił w wielkościach bezwzględnych, ale z punktu widzenia efektywnościowego byłby na niezmienionym poziomie.

Wyniki banków na tle reszty gospodarki zazwyczaj były bardzo dobre. Czy tendencja do ich pogarszania się stanowi jakieś niebezpieczeństwo dla nich albo dla gospodarki?

Istnieje silna wzajemna więź pomiędzy bankami, a gospodarką. Dlatego spadek rentowności banków stwarza ryzyko dla sektora, a w dłuższej perspektywie stanowi zagrożenie także i dla całej gospodarki.

Dlaczego dla gospodarki?

Gdy spada rentowność działalności bankowej, banki mogą nie być w stanie rozwijać akcji kredytowej. Muszą się zająć własną restrukturyzacją. Mamy w Polsce już ze dwa banki, które są w takiej sytuacji.  Gdyby proces spadku rentowności banków trwał długo i był gwałtowny, mógłby przełożyć się na spadek tempa wzrostu gospodarczego kraju, czego nikt sobie nie życzy.

Przecież dziś polskie banki mają wysokie kapitały, o czym świadczą wysokie współczynniki ich wypłacalności. Najwyżej skończą się czasy hojnych dywidend bankowych.

Współczynniki regulacyjne są na wysokim poziomie, więc banki, aby je spełniać, muszą mieć wysokie kapitały, które powstają głównie poprzez zatrzymanie zysków. Czas hojnych dywidend, o których pan mówi, skończył się wraz z przyjściem kryzysu finansowego i gospodarczego w roku 2008. Spadająca rentowność sektora może uniemożliwić w przyszłości, w przypadku wystąpienia spowolnienia czy recesji gospodarczej, wspieranie kredytowe polskiej gospodarki.

Czyli gdyby wycofać się z podatku bankowego, to polskie banki byłyby lepiej przygotowane na wsparcie gospodarki w cięższych czasach.

Z podatkami jest tak, że jak się już je wprowadzi, to trudno się z nich wycofać. Na pewno ten typ podatku wymaga uelastycznienia formuły jego pobierania. Aktualnie nie dotyczy on np. banków będących w procesie nadzorczej restrukturyzacji. Cierpimy obecnie na brak odpowiedniego tempa wzrostu inwestycji, dlaczego więc nowe kredyty dla przedsiębiorstw nie zwolnić z tego podatku. Ogólnie należy ten typ podatku powiązać z sytuacją gospodarczą, im jest ona lepsza tym skala podatku wyższa i na odwrót, im gorsza sytuacja gospodarcza tym danina podatkowa niższa. Zawsze takie działania lepiej przygotować i wdrożyć, kiedy sytuacja jest stabilna i lepiej kontrolowana.

Uważam również, ze możemy mieć w przyszłości problem ze złotowymi kredytami hipotecznymi o zmiennej stopie procentowej. Takich kredytów jest już ponad 200 mld zł. W przypadku spowolnienia gospodarczego, gdyby wzrosły stopy procentowe, to nastąpiłoby zwiększenie obciążeń dla kredytobiorców i to w ciężkich dla nich czasach. Kumulacja zagrożeń związanych z ewentualnym pogorszeniem koniunktury może spowodować, że Polska gospodarka dłużej będzie wychodzić z trudnych sytuacji.

Nie wierzę by ten rząd wycofał się z podatku bankowego. Więc co można jeszcze zrobić by przygotować sektor bankowy na nadejście trudniejszych czasów?

Trzeba rozpocząć udzielanie kredytów hipotecznych opartych na stałej stopie procentowej.

Ale to jest trudne do zrobienia. Dziś mamy niskie stopy, więc klienci będą chcieli zaciągać kredyty tylko z takimi odsetkami, a banki nie będą mogły takich udzielać z uwagi, że stracą na nich w czasach, gdy na rynku będą obowiązywać wyższe stopy.

Takie kredyty byłyby finansowane pieniędzmi pozyskanymi dzięki emisji listów zastawnych czyli obligacji zabezpieczonych. Trzeba sprawić, aby oferowana w kredycie hipotecznym stała stopa procentowa z punktu widzenia kredytobiorcy nie była gorsza od tej, jaka obowiązuje dziś w kredytach o zmiennej stopie. Jest to możliwe, ale doprowadzenie do takiej sytuacji wymaga wsparcia ze strony Komisji Nadzoru Finansowego oraz, ze względu na potrzebę ustanowienia odpowiednich zachęt w sposobie wyliczania wymagań kredytowych na odpowiednie typy kredytów, może i Ministra Finansów.

Ale pan mówi o udzielaniu nowych kredytów hipotecznych. A co ze starymi, których według pana jest w bankach 200 mld zł? To przecież jest olbrzymie ryzyko dla sektora.

Nie można zrobić wszystkiego na raz. Trzeba zacząć od nowych kredytów, co pozwoli na stopniowe rozwiązywanie problemu. Musimy zorganizować rynek krajowy i zagraniczny dla uplasowania wielomiliardowych emisji listów zastawnych. Pewne szanse stwarza tu planowana na lata 2018 i 2019 transformacja systemu emerytalnego. Instytucje z tego sektora potrzebują długoterminowych instrumentów oszczędnościowych, a takimi są np. listy zastawne.

Nadzór finansowy domaga się od banków zaangażowanych w kredyty frankowe, by zwiększały bufor kapitałowy, czyli swoje fundusze. To jest działanie które ogranicza możliwości kredytowe banków?

W taki sposób nadzór chce nakłonić banki aby zamieniały kredyty frankowe na złotowe. Problem jak doskonale wiemy jest bardzo złożony. Nie jesteśmy w stanie rozwiązać go w całości w ciągu roku. Sądzę, że w najbliższych miesiącach pewnej grupie kredytobiorców o najniższych dochodach zostanie złożona dobrowolna oferta przewalutowania tych kredytów.

Czyli są trzy poważne zagrożenia dla sektora bankowego, a w konsekwencji dla całej gospodarki. To spadająca rentowność banków, ryzyko zmiennych stóp procentowych i walutowe związane z kredytami hipotecznymi?

Tak i wszystkie te trzy zagrożenia trzeba zacząć rozwiązywać jeszcze w tym roku. Krok po kroku, dopóki jest na to jeszcze czas. Tym bardziej, że wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie dobry dla polskiej gospodarki i dla budżetu, który dodatkowo wspierany jest przez pozytywne zjawisko jakim jest krucjata agend rządowych walczących z firmami działającymi niezgodnie z prawem. W krótkim terminie walka o płacenie podatków zgodnie z obowiązującymi przepisami burzy spokój, ale w dłuższej perspektywie przyniesie zyski zarówno państwu, jak i uczciwym firmom.

To co się uda zrobić w tym roku z tymi zagrożeniami? Zaoferujecie w tym roku kredyty hipoteczne o stałej stopie?

Zrobię wszystko, by tak się stało. Mam nadzieję, że wszyscy, od których to zależy, również zrobią co w ich mocy, żeby takie kredyty pojawiały się w ofercie banków i aby miały oprocentowanie takie samo lub korzystniejsze, niż kredyty ze zmienną stopą procentową.

A czy spodziewa się Pan, że nadzór bankowy zmusi banki do przewalutowania kredytów?

Nie mogę się wypowiadać za nadzór bankowy. Dziś te kredyty są spłacane tak samo dobrze, jak złotowe. Uważam jednak, że ze względu na wiążące się z nimi większe niż normalne ryzyko, należy zaoferować przewalutowanie jakiejś części z nich. Wypracowując rozwiązania w tym zakresie, trzeba się kierować kryteriami społecznymi, czyli pomagać rodzinom najuboższym, najbardziej wrażliwym na zmiany na rynkach walutowych oraz posiadającym jedno, i to nie za duże mieszkanie. Takie przewalutowanie powinno doprowadzić do tego, że finalnie raty kredytów nie wzrosną, ale zniknie ryzyko walutowe. Chciałbym, aby taka operacja odbyła się na przełomie drugiego i trzeciego kwartału tego roku.

To już za trzy miesiące. To byłoby przymusowe przewalutowanie. Czy to wymaga jakiejś nowej ustawy?

Ustawa nie jest tu potrzebna. Nie ma mowy o przymusowym przewalutowaniu. To byłaby dla klientów propozycja. Bank składa ofertę klientom o tych parametrach ekonomicznych, o których mówiłem i to klient decyduje o jej przyjęciu lub nie. Koszt tej operacji poniósłby bank.

Czego można się jeszcze spodziewać w tym roku na rynkach finansowych?

Gospodarki na świecie i inwestorzy, przystosowały się do rozwoju w niepewnym otoczeniu politycznym. Dotyczy to wielu krajów na świecie, poczynając od USA, Wielkiej Brytanii czy Polski. Widać przy tym, że postrzeganie naszego kraju w ostatnich miesiącach uległo radykalnej poprawie. Inwestorzy patrzą na twarde liczby i te im się podobają. Wyczuwam także lekką poprawę klimatu do inwestycji. Dlatego w sprawach przyszłości gospodarczej jestem coraz większym optymistą.

Na rynku krajowym, spodziewam się upowszechnienia systemu BLIK, którego powstanie zainicjował PKO Bank Polski. Chcemy, by w tym roku tempo jego upowszechniania było przełomowe. W krótkim terminie to jest nasza inwestycja, ale w długim horyzoncie to wygoda dla klientów i ograniczenie ryzyka utraty klientów na rzecz tzw. fintechów, czyli firm technologicznych działających w sferze finansów.

Kończymy rozmowę, a nic Pan nie mówił o Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i jej wpływie na banki.

Banki kochają stabilność, przewidywalność, kochają stabilny i odpowiedzialny rozwój, a więc sama nazwa strategii już wskazuje, że jest ona dobra dla banków. W wyniku realizacji tego planu, Polacy wzbogacą się, co wpłynie na większe zapotrzebowanie na usługi bankowe. PKO chce uczestniczyć w korzyściach z tego programu. Po pierwsze, jako instytucja komercyjna liczymy na zwiększenie naszego udziału wśród klientów oszczędzających długoterminowo. Po drugie, liczymy na silny udział w budowaniu pracowniczych programów kapitałowych. Pozyskując nowych klientów, zdobędziemy nowe źródła dla zwiększania bazy płynnościowej pod rozwój akcji kredytowej.

Przy szukaniu firm do zakładania tych programów chcecie wykorzystać dobre relacje z firmami państwowymi?

Będziemy starali się kierować taką ofertę do wszystkich naszych klientów. Jesteśmy przez nich bardzo dobrze oceniani.

CV

Zbigniew Jagiełło, prezes zarządu PKO Banku Polskiego od października 2009 roku, powołany na kolejne kadencje w 2011 i 2014 roku. Wcześniej przez blisko dziewięć lat pełnił funkcję prezesa zarządu Pioneer Pekao TFI SA. Absolwent Wydziału Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL