Chcemy integrować środowisko absolwentów MBA

aktualizacja: 22.03.2016, 21:26
Foto: materiały prasowe

W krajach anglosaskich studia MBA już od lat są jednym z ważnych elementów rozwoju kariery zawodowej- mówi Piotr Buła, dyrektor Krakowskiej Szkoły Biznesu Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Czy poprawa koniunktury w gospodarce i na rynku pracy to dobra wiadomość dla szkół biznesu?

To bardzo dobra wiadomość, gdyż w czasach dobrej koniunktury źródłem finansowania studiów MBA częściej są pracodawcy. Dostrzegają wówczas konieczność podwyższenia kompetencji swojej kadry menedżerskiej i mają dużo większą skłonność do finansowania jej nauki. Na całym świecie dobre studia MBA są elitarne i trzeba za nie dużo zapłacić. Gdy koniunktura jest gorsza finansowanie częściej jest po stronie pracownika, który dzięki MBA czuje się pewniej na trudnym rynku pracy.

W krajach anglosaskich MBA to standard edukacji menedżerów. W Polsce, to nadal rzadkość wśród szefów dużych firm, jak wynika z naszej analizy uczelni – kuźni prezesów. Czy młode pokolenie menedżerów to zmieni?

W krajach anglosaskich studia MBA już od lat są jednym z ważnych elementów rozwoju kariery zawodowej. Jednak nawet tam nie są one powszechne, gdyż nie są kierowane do ogółu pracowników a do osób, które posiadają szerszą perspektywę i predyspozycje do zarządzania. W Polsce barierą ograniczającą dostęp do studiów MBA jest nie tylko ich koszt, ale również język angielski. Większość dobrych i bardzo dobrych programów jest prowadzona w 100 proc. po angielsku. To duży problem dla wielu menedżerów ze starszego pokolenia, którzy wychowali się w innym obszarze językowym – ucząc się rosyjskiego. Dla obecnych 30-latków drugim językiem jest angielski. Nie mają więc tej bariery dostępu do programów MBA.

Jest jeszcze bariera finansowa.

To często jest kwestia pracodawcy i strategii szkoleniowej firmy, albo też odłożenia środków na studia. Dla osoby zajmującej określone stanowisko w dobrej firmie nie jest dużym problemem sfinansowanie MBA z własnych oszczędności.

W tym roku Krakowska Szkoła Biznesu już po raz 12. organizuje Międzynarodowy Kongres MBA. Czym w tym roku chcecie przyciągnąć uczestników?

Kongres kierujemy zarówno do środowiska akademickiego jak i biznesowego, gdyż staramy się łączyć naukę z biznesem. Dlatego w organizacji kongresu biorą udział najlepsze programy MBA prowadzone w całej Polsce.

Nie ma tu konkurencji?

Do pewnego stopnia jest, chociaż patrząc po najlepszych programach – w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Gdańsku czy Wrocławiu – terytorialnie nie jesteśmy tak do końca konkurencją. Nasz absolwent pochodzi głownie ze Śląska, Małopolski i Podkarpacia. Z kolei programy warszawskie to głównie Warszawa i okolice. Idea, która nam przyświeca to łączenie i integrowanie środowiska absolwentów MBA, których w Polsce nie ma wielu. Według analiz, to zaledwie ok. 3-5 proc. osób, które kształcą się po dyplomie.

 

A co Kongres oferuje poza integracją absolwentów MBA?

 

Konferencja łączy się też z przekazem pewnej wiedzy, którą staramy się wyprzedzać zdarzenia i zachodzące zjawiska. Szukamy tematów, które są ważne dla biznesu już teraz, albo będą istotne za rok czy dwa lata. Głównym tematem w tym roku będzie tzw. teoria ograniczeń. Pokazuje ona zupełnie inną koncepcję biznesu, związaną z różnymi elementami ograniczającymi, które czasami powodują, że firmy bardzo dobrze się rozwijają. Jest tu pewna przewrotność, gdyż okazuje się, że jakaś bariera biurokratyczna może stać się impulsem do innowacji.

Jako organizatorzy Kongresu widzicie też, jak zmienia się polski rynek MBA i podejście do zarządzania. Gdzie te zmiany są największe?

Na pewno dużą zmianą jest umiędzynarodowienie programów. O ile wcześniej wiele polskich uczelni miało jednego, zagranicznego partnera, to obecnie tworzy się konsorcja. Budując program MBA nie myśli się już przez pryzmat jednego, a kilku partnerów – z różnych krajów, różnych obszarów kulturowych i nurtów zarządzania – tak, by dać słuchaczowi możliwie wszechstronną wiedzę. To w szybki sposób pozwala na umiędzynarodowienie programów i środowiska w którym uczą się słuchacze. Zmienia się też formuła językowa. Większość dobrych programów jest już prowadzona w 100 proc. po angielsku. Zmianie ulega też sama idea programu. Co prawda na studiach Executive MBA mamy pewną stałą podstawę, ale wokół niej pojawia się wiele nowych elementów jak np. rozbudowany wątek etyki, społeczna odpowiedzialność biznesu, zarządzanie ryzykiem czy finanse behawioralne.

Co oznacza, że programy MBA puchną od zajęć?

Raczej to, że studia wymagają dużo więcej samodzielnej pracy, poza zajęciami. Dobry program to minimum 500 godzin zajęć. Do tego co najmniej dwa razy tyle projektowej pracy własnej.

To sporo, dla osób, które łączą naukę w weekendy z pracą. Sądzi Pan, że dojdziemy kiedyś do modelu z USA, gdzie menedżerowie robią sobie przerwę w pracy na stacjonarne MBA?

Myślę, że ten model do nas dotrze, gdy obecni 25-latkowie zaczną awansować i zarabiać pieniądze, które pozwolą powiedzieć sobie i rodzinie, że stać ich na przerwanie pracy na naukę.

A jak się zmienią szkoły biznesu w Polsce? Rosnąca zamożność Polaków sprawia, że coraz mocniej zabiegają o nas zachodnie uczelnie, czyli konkurencja wzrośnie.

Owszem, konkurencja będzie rosła, ale na razie sprzyja nam fakt, że rynek edukacyjny nie jest jeszcze całkiem otwarty, a część polskich szkół osiągnęła już bardzo dobry, międzynarodowy poziom. Ci, których na to będzie stać, wybiorą uczelnie zachodnie. Jednak spora część może zdecydować się na bardzo dobry program w Polsce, gdzie nie trzeba ponosić dodatkowych kosztów przelotu i zakwaterowania. Mam też wrażenie, że w porównaniu z naszymi partnerami z zachodu, nasze procesy są dużo lepiej zorganizowane. Szkoły zachodnie mają bardzo dobry brand. Jeśli wzmocnimy swoją markę, być może będziemy z nimi konkurować na równi.

Artykuł dostępny w ramach oferty cyfrowej "Rzeczpospolitej"

Chcesz czytać więcej?
Zamów subskrypcję i odbierz 1 kwartał GRATIS!

  • E-wydanie "Rzeczpospolitej"
  • Aplikacja na smartfon i tablet
  • Dostęp do: Wydarzeń, Ekonomii, Prawa, Plusa Minusa w serwisie www.rp.pl
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE