Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wywiady i rozmowy

W niemieckich mediach działa autocenzura

PAP/EPA
Tomasz Gabiœ, publicysta, tłumacz, redaktor portalu Nowa Debata, znawca Niemiec

"Rzeczpospolita": W Niemczech dopiero po kilku dniach wyszły na jaw sylwestrowe ekscesy imigrantów, którzy w Kolonii dopuœcili się zbiorowej napaœci na tle seksualnym. Czy milczenie niemieckich mediów jest dla pana zaskoczeniem?

Tomasz Gabiœ: Milczenie nie było całkowite – pełna blokada informacji byłaby przecież niemożliwa – lecz niechęć mediów, zwłaszcza telewizji, do informowania opinii publicznej o tym wydarzeniu jest wyraŸnie widoczna. Nie jest to dla mnie zaskoczeniem, bo w Niemczech tego typu ekscesy sš tematem tabu. Wišżš się z poprawnoœciš politycznš. A to dlatego, że imigranci z definicji sš postrzegani jako ofiary; nie przyjmuje się do wiadomoœci, że mogš być agresorami.

Czy rzšd naciskał na media?

Raczej była to autocenzura wynikajšca z obawy, że w społeczeństwie wzrosnš nastroje niechętne masowej imigracji. Tego, czy stosowano naciski, możemy się tylko domyœlać. Zresztš jest to kierowanie uwagi w niewłaœciwš stronę, ponieważ rzšdowe naciski nie byłyby tu nawet potrzebne.

Co chce pan przez to powiedzieć?

W Niemczech mamy do czynienia z szerszymi procesami polityczno-kulturowymi, okreœlajšcymi funkcjonowanie całego systemu. Jeszcze przed zjednoczeniem Niemiec przeprowadzono badania socjologiczne, zainicjowane przez Ursulę Hoffmann-Lange, z których wynika, że krajem tym rzšdzi ok. 600-osobowa grupa (po zjednoczeniu grupa ta się poszerzyła). Stanowi ona centralny, ponadpartyjny kršg władzy. Oczywiœcie należš do niego ludzie ze sfer rzšdowych i osoby zajmujšce wysokie stanowiska w mediach.

Na przykład?

Chociażby Elizabeth Mohn, jedna z głównych postaci w koncernie Bertelsmanna czy Friede Springer, współwłaœcicielka wydawnictwa Axel Springer. Obie przyjaŸniš się z Angelš Merkel. Warto też dodać, że w niemieckich mediach publicznych mamy selekcję politycznš w radach nadzorczych. Nie oszukujmy się – właœnie tak wyglšda realna władza u naszych zachodnich sšsiadów, a nie tak, jak mówi konstytucja. Co więcej, media w Niemczech różniš się jedynie w sprawach drugorzędnych.

To znaczy?

Gdy w debacie publicznej pojawiajš się poważne spory – masowa imigracja, islam, energetyka itd. – to niemieckie media prowadzš politykę ideologicznego konsensu; politykę zgodnš z przekonaniami kręgu realnej władzy. Mamy tu przewagę centrolewicowej i lewicowej klasy dziennikarskiej. Niektórzy nawet ironizujš, że spektrum ideowe w mediach niemieckich jest szerokie, mówiš: „Spektrum rozcišga się od nauki społecznej Koœcioła do maoizmu".

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL